Przegadałyśymy z Lily pół nocy. Ciocia wiedziała, że musimy się sobie wyżalić. Ja o moim rosnącym uczuciu do Scorpiusa, a ona że nie może spotkać tego jedynego.. W
Powiedziałam jej, że ma dopiero 12 lat i jest za młoda na związki. A ona mi wypaliła, że ja miałam 13 lat kiedy zaczęłam chodzić z Maksem..
- Nie przypominaj mi o tym debilu.
- No dobrze.
Poszłyśmy spać o trzeciej rano. Oczywiście spałyśmy do dwunastej. Potem ubrałyśmy się i zeszłyśmy na śniadanie.
- Dzień dobry - odrzekłyśmy
- Witajcie dziewczynki - powitała nas z uśmiechem Ciocia
- Taty nie ma? - zapytała Rudowłosa
- Nie skarbie. Będzie o czwartej.
Lilka posmutniała. Wiedziałam, że wujek rzadko przebywał w domu. Jako auror, nie miał za dużo czasu..
Zjadłyśmy kanapki i poszłyśmy na górę.
- Ciekawe co robi Albus.. - powiedziała Lilka
- Jak chcesz to możemy zobaczyć - odrzekłam i uśmiechnęłam się.
Zapukałam. Al siedział przy biurku i pisał SMS..
- Do kogo piszesz? - zapytała mała, zaglądając mu za ramię - Kochanie?!
- Cicho bądź - powiedział z przekąsem i zarumienił się.
- Do Emily piszesz? - odrzekłam
- Tak.
Nic nie mówiłyśmy, zaczękałyśmy jak skończy pisać i poszłyśmy po Jamesa.
Oczywiście Lil weszła bez pytania i moim oczom ukazał się największy syf jaki widziałam : Ciuchy na podłodze, Porozrzucane butelki, stos talerzy na biurku.. O MATKO!
- Masz tu zamiar kiedyś posprzątać? - zapytałam z driwącym uśmiechem
- Nigdy. - powiedział z szelmowskim uśmiechem
- Super.
- Idziemy na podwórko - zaczęła Lily - idziesz z nami?
- Mogę iść.
- To chodź.
Wzięłam go za rękę i "stargała" go ze schodów.
My z Albusem ledwo nadążaliśmy..
Ubraliśmy buty i wyszliśmy na dwór.
- W co gramy? - zapytał Al
- Umiecie grać w mugolskiego palanta? - zapytałam
- Tak - odparli chórem
- Potrzebujemy piłki tenisowej, kija/palanta , hula- hopa i coś małego czym mogli byśmy zrobić bazy..
- Plastikowe kręgle mogą być? - zapytała Lil
- Mogą
Pobiegła szybko do ich szopy ogródkowej. Po chwili wróciła z opakowaniem, z kręglami.
- Dzielimy się na drużyny - zaczął Albus - Chłopak z dziewczyną..
- Ja jestem z tobą! - krzyknęła Lily
- Ok. To Rose z Jamesem.
Zajebiście.
- Gramy w marynarzyka - powiedziałam - Chodź Lilka.
Mała podbiegła do mnie i zaczęłyśmy grać. Ja kamień, ona nożyce, ja kamień, ona papier.. Finał.. Jest! Wygrałam! Nożyce tną papier!
- Kurczę! - wykrzyknęła
Ustawiliśmy się na miejsca. James oczywiście był "Matką".. Haha.. Ustawiłam się w Hula hopu, i odbiłam kręglem piłkę tenisową.. Jest.. Biegnę przez ogromne podwórko.. Kurcze jeden kręgiel do bazy mi brakło.. James odbija.. Dobiegłam.. Teraz bije dla siebie.. Nie zdążył.. We mnie "nadzieja".. JEST! On dobiegł..Teraz on bije.. Nie trafił.. Znowu.. Trafił.. Mi zostały 2 kręgle.. Ostatnie bicie.. NIE! Brakło mi dosłownie metra!!
Zmiana koła..
Mała bije.. Udało jej się.. Całe przebiegła.. Teraz Al... Chybił.. Biegnie dla siebie.. Trafił.. Brakło mu jednego kręgla.. Lilka bije.. Albus Dobiegł..
- DZIECI! CHODŹCIE NA OBIAD! - krzyknęła Ciocia
- IDZIEMY!
Pobiegliśmy szybko do domu i usiedliśmy przy stole..
Wujek?!
- Tata! - wyrzyknęli kuzyni - Kiedy wróciłeś?
- 5 minut temu - odparł z uśmiechem - Nie chciałem wam przerywać zabawy. Witaj Rose.
- Cześć Wujku!
- Co u Ciebie?
- U mnie dobrze. Mama nie marudziła na moje wyniki. Chodź, i tak mówiła że mogły być lepsze.
- Cała Hermiona - powiedział, uśmiechając się
Też się uśmiechnęłam.
Ciocia podała obiad. Rosół..
Pyszny..
- Rose skarbie - zaczęła Ciocia - Twoja mama dzwoniła jak byliście na dworze, że za godzinę po Ciebie przyjadą.
- Już?! - jęknęła Lily
- Lilyanno nie jęcz mi tu. Ja nie decyduje za Ciocię.
Mała prychnęła pogardliwie.
Kiedy cała nasza czwórka zjadła, poszliśmy na górę.
- Głupi pies! - warknął James - Nasrał mi na dywan!
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- MAMO! - krzyknął - CHODŹ TU!
Ciocia, nie spiesząc się wcale, weszła do góry.
- Meggy nasrała mi na dywan! - jęczał
- Zaraz posprzątam - odrzekła, po czym wyjęła różdżkę z kieszeni spodni, machnęła nią nad dywanem i plama znikła.
- DING DONG!
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Rodzice. Wzięłam torbę z pokoju Lily i zbiegłam na dół.
Wujek rozmawiał z Tatą przy drzwiach. Rzuciłam się tacie w objęcia.
- Cześć kochanie - powiedział z uśmiechem
- Cześć Tato.
- Mama czeka w aucie. Witaj Ginny. My już będziemy lecieć. Cześć
- Do zobaczenia - Odpowiedzieli Potterowie
- Cześć Ciociu, Wujku, Lily, Al i James - odrzekłam z uśmiechem
- Do widzenia kochana - zaczęła ciocia - Wpadaj często.
- Cześć Rose!
- Cześć!
Wyszłam z domu i wsiadłam do auta.
- Hej mamo. Hej Hugo.
- Siema - rzucił krótko
- Witaj kochanie - odpowiedziała mama
Tata odpalił auto i ruszliśmy..
Potterowie..
Do zobaczenia na Weselu..
#Chady
poniedziałek, 22 grudnia 2014
niedziela, 21 grudnia 2014
Pomyłka.
Informuję, że w Rozdziale 13 "U Potter'ów" Cz. I zrobiłam mały błąd. Rose pyta się Albusa, czy jest wolne miejsce szukającego, a on odpowiada że tak. Kompletnie zapomniałam że ON jest szukającym!
Dlaczego nie poprawię błędu?
Bo nie chcę tych, którzy już przeczytali wprowadzać w błąd.
Jeszcze raz przepraszam
#Chady
Dlaczego nie poprawię błędu?
Bo nie chcę tych, którzy już przeczytali wprowadzać w błąd.
Jeszcze raz przepraszam
#Chady
środa, 17 grudnia 2014
Rozdział 13 Cz. I. "U Potter'ów".
- Siema Rose
- Siema James.
- Hej Rose.
- Hej Albus.
- Cześć Rose!
- Cześć Lily - odrzekłam, po czym moja kuzynka przytuliła mnie mocno.
- Tak się cieszę że przyjechałaś!
- Ja też - powiedziałam z uśmiechem
- Mama normalnie życie James'owi ubolewa - zaczęła - Bo on ma w tym roku sumy, i powiedziała że jeżeli nie dostaniej przynajmiej 6, wraca do domu!
- Ja tam nie marudzę..
- AL!
- No dobra - rzucił, włożył ręce w kieszenie i wszedł do domu.
- Choć pokażę Ci pokój! Rodzice zrobili mały remont, kiedy byłam w szkole!
Wzięła mnie za rękę i weszłyśmy do domu. Był ogromny : Salon miał przynajmniej ze 40 metrów! Za łukiem była kuchnia, w której ciocia szykowała obiad, łazienka z prysznicem, toaletą i umywalką, garaż, w którym było auto (Wujek teleportuje się do pracy), oraz miotły do Quidditch'a. Siłą (Lily jest dość silna jak na swój wiek!), zaciągnęła mnie na góre gdzie były sypialnie i łazienka. Spojrzałam ukosem na pokój Albusa. Dawno tam nie byłam : Białe ściany, niebieski dywan, jednoosobowe łóżko z czarną pościelą, posłanie dla ich psa.. O właśnie! Gdzie jest Meggy?!
- Lily, gdzi jest Meggy?
Jest suczką rasy shit-zu.
- Pewnie "pomaga" mamie przy obiedzie. Raczej kiedy mama coś upuści, to ona sprząta.
James śpiewał w kiblu, i wkońcu. Pokój Lilki. Różowe ściany (tak naprawdę, to wszystko tu jest różowe), białe łóżko z różową pościelą, wszędzie na półkach pluszaki, białe biurko, kufer z Hogwartu, oraz jej sowa Wari (Łari).
- Mogę iść pogadać z Alem? - zapytałam
- Dobrze.
Wyszłam z jej pokoju i poszłam do Albusa. Zapukałam :
- Al, mogę wejść?!
- Wchodź.
Otworzyłam drzwi, i weszłam. On, siedział na łóżku i słuchał muzyki.
- Co tam? - zapytałam
- Dobrze.
- I tyle?
- Rose, mam ci się spowiadać?
- Nie. Pisałeś już z Emily?
- Jeszcze nie. Poza tym, nie mam do niej numeru.
- Ja mam. Chcesz?
- Tak.
- 884..
- DZIECI OBIAD - krzyknęła z dołu ciocia
Zbiegliśmy wszyscy po schodach i usiedliśmy przy stole.
- Co dzisiaj? - zapytał James
- Wołowina z ziemniakami i buraczkami.
- Pychaa - powiedziała Lily
Ciocia podała każdemu talerz i zaczęliśmy jeść.
Pychota! Chociaż kuchni mamy, nikt nie przebije. Cioci na drugim miejscu.
Skończyłam jeść, położyłam sztuće na talerzu i odniosłam do kuchni.
- Pyszne ciociu - odrzekłam z uśmiechem
- Cieszę się, że ci smakowało - rzekła również z uśmiechem
- Rose idziemy? - zapytał Albus
- Tak.
Weszliśmy do góry, do pokoju Ala.
- Nie skończyłaś podawać mi numeru.
- Wiem. Mam dalej?
- Tak.
- 884111999
- Łatwy.
- No.. Mogę ci zadać pytanie?
- Tak
- Jak myślisz... Victorie jest w ciąży? Bo tak się pospieszyli z tym ślubem..
- Myślę że nie..
- Ale nie masz pewności..
- Wkońcu Teddy i Victorie to porządni ludzie..
- Masz stu procentową pewność?
- Nie.
- No właśnie. Mi się wydaje że jest.
- Zaczynam ci wierzyć...
- ALBUS! ROSE! JAMES! LILY! PRZYJDŹCIE NA CHWILĘ! - krzyknęła ponownie ciocia.
- IDZIEMY! - odpowiedzieliśmy chórem
Zbiegliśmy szybko po schodach do salonu. Ciocia siedziała na kanapie.
- Muszę wam coś powiedzieć..
- Co? -zapytał James
- Vcitoire..
- No co?
- Jest w ciąży.
- CO?! - krzyknęła Lily
- Mówiłam - szepnęłam na ucho Alu
- Jej rodzice i jego babcia jeszcze nie wiedzą - zaczęła ciocia - Bardzo boją się im powiedzieć. Tylko do mnie zadzwoniła..
Wszyscy zaniemówiliśmy. Z jednej strony było nam ich szkoda, a z drugiej mieliśmy powód do radości..
- Pamiętajcie. Ja im powiem. Wy narazie macie milczeć. Oraz nie macie zaczynać tematu.
- Dobrze - odpowiedzieliśmy chórem
- Idźcie do ogródka. Możecie pójść na boisko do Quidditch'a za wzgórzem.
- Mamo, ja też mogę latać?! - zapytała z nadzieją Lily
- No możesz.. Ale macie na nią uważać! - powiedziała ciocia zwracając się do nas
- Oczywiście
Wzięli swoje miotły (James dał mi swoją, bo powiedzieli że jeżeli coś stało by się miotle ich mamy..), i poszliśmy na boisko. Wiadomo, wielkie nie było jak w szkole. Nie miało trybun, i było o połowę mniejsze. Lily nie mogła spokojnie ustać w miejscu.
- Rose potrafisz chociaż trochę latać? - zapytał ironicznie James
- No.. Troszkę.. - zaczęłam
- Czyli nie umiesz.
- No nie umiem.
James szybko wzbił się w powietrze.. Był zajebistym graczem..
Po chwili Allbus wyleciał.. Był nawet lepszy od swojego brata..
- ROSE! TERAZ TY! - krzyknęli
Zaczęłam się stresować.. Nigdy nie lubiłam latać i nie robiłam tego.. Ale muszę..
"Wsiadłam" na miotłę, odpychnęłam się nogami i.. Poleciałam!
Naprawdę leciałam!
Ta lekkość.. Ta adrenalina..
- Hej dobra jesteś - powiedział James ze szelmowskim uśmiechem - Myślałem, że będziesz gorsza.. Ale jednak nie!
Uśmiechnęłam się drwiąco. Nagle, obok mnie pojawiła się Lily. Długie, związane w warkocze włosy opadały jej na twarz.
- Ścigamy się? - zapytała
- Pewnie - odrzekłam
Ustawiłyśmy się na "miejscach".
- 3.. - zaczął odliczać Al - 2....1.. START!
Mała wystartowała szybciej ode mnie. I była szybsza. Nie dziwie się. Ona już długo ćwiczyła. Ja tak naprawdę drugi raz "weszłam" na miotłę. Pierwszy raz był kiedy w pierwszej klasie były lekcje latania.
- LILKA WYGRAŁA! - krzyknął James - Dobrze siostra. A ty to co? - zwrócił się do mnie - Z jedenastolatką sobie rady nie dałaś?
- James, ona już tyle razy latała, a ja nie. Nigdy mnie do tego nie ciągnęło. Ale teraz, chyba zgłoszę się do drużyny..
- Ale na jaką pozycję? - spytał Albus, słysząc naszą rozmowę
- Nie wiem.. Na pałkarza napewno nie.. Obrońce też nie.. Al?
- Tak?
- Dostępna jest pozycja szukającego?- zapytałam rumieniąc się.
- Tak. Ten co był skończył w tym roku szkołę. No i wszystkie pozycje ścigających..
- Spróbuje swoich sił - powiedziałam dumnie
- To sobie poczekasz. Musisz gdzieś trenować.. Masz koło domu coś...?
- Chyba.. Niewiem.. Ale nie mam miotły..
- Namówisz starego.. Mama powiedziała - zaczął Albus - Że twój tato uwielbiał Quidditch, ale nie zabardzo mieli środki.. Teraz macie... Nie mówię, że to ma być najnowsza, ale Błyskawica 800 będzie dobra.. Ma rok..
- Musimy już wracać. Mama będzie nas szukać.. - powiedziała Lily, i zlecieliśmy na dół.
Szliśmy tak przez oświetloną dolinę Godryka.. Ma już tyle lat, a nadal ma swój piękny urok..
#Chady
- Siema James.
- Hej Rose.
- Hej Albus.
- Cześć Rose!
- Cześć Lily - odrzekłam, po czym moja kuzynka przytuliła mnie mocno.
- Tak się cieszę że przyjechałaś!
- Ja też - powiedziałam z uśmiechem
- Mama normalnie życie James'owi ubolewa - zaczęła - Bo on ma w tym roku sumy, i powiedziała że jeżeli nie dostaniej przynajmiej 6, wraca do domu!
- Ja tam nie marudzę..
- AL!
- No dobra - rzucił, włożył ręce w kieszenie i wszedł do domu.
- Choć pokażę Ci pokój! Rodzice zrobili mały remont, kiedy byłam w szkole!
Wzięła mnie za rękę i weszłyśmy do domu. Był ogromny : Salon miał przynajmniej ze 40 metrów! Za łukiem była kuchnia, w której ciocia szykowała obiad, łazienka z prysznicem, toaletą i umywalką, garaż, w którym było auto (Wujek teleportuje się do pracy), oraz miotły do Quidditch'a. Siłą (Lily jest dość silna jak na swój wiek!), zaciągnęła mnie na góre gdzie były sypialnie i łazienka. Spojrzałam ukosem na pokój Albusa. Dawno tam nie byłam : Białe ściany, niebieski dywan, jednoosobowe łóżko z czarną pościelą, posłanie dla ich psa.. O właśnie! Gdzie jest Meggy?!
- Lily, gdzi jest Meggy?
Jest suczką rasy shit-zu.
- Pewnie "pomaga" mamie przy obiedzie. Raczej kiedy mama coś upuści, to ona sprząta.
James śpiewał w kiblu, i wkońcu. Pokój Lilki. Różowe ściany (tak naprawdę, to wszystko tu jest różowe), białe łóżko z różową pościelą, wszędzie na półkach pluszaki, białe biurko, kufer z Hogwartu, oraz jej sowa Wari (Łari).
- Mogę iść pogadać z Alem? - zapytałam
- Dobrze.
Wyszłam z jej pokoju i poszłam do Albusa. Zapukałam :
- Al, mogę wejść?!
- Wchodź.
Otworzyłam drzwi, i weszłam. On, siedział na łóżku i słuchał muzyki.
- Co tam? - zapytałam
- Dobrze.
- I tyle?
- Rose, mam ci się spowiadać?
- Nie. Pisałeś już z Emily?
- Jeszcze nie. Poza tym, nie mam do niej numeru.
- Ja mam. Chcesz?
- Tak.
- 884..
- DZIECI OBIAD - krzyknęła z dołu ciocia
Zbiegliśmy wszyscy po schodach i usiedliśmy przy stole.
- Co dzisiaj? - zapytał James
- Wołowina z ziemniakami i buraczkami.
- Pychaa - powiedziała Lily
Ciocia podała każdemu talerz i zaczęliśmy jeść.
Pychota! Chociaż kuchni mamy, nikt nie przebije. Cioci na drugim miejscu.
Skończyłam jeść, położyłam sztuće na talerzu i odniosłam do kuchni.
- Pyszne ciociu - odrzekłam z uśmiechem
- Cieszę się, że ci smakowało - rzekła również z uśmiechem
- Rose idziemy? - zapytał Albus
- Tak.
Weszliśmy do góry, do pokoju Ala.
- Nie skończyłaś podawać mi numeru.
- Wiem. Mam dalej?
- Tak.
- 884111999
- Łatwy.
- No.. Mogę ci zadać pytanie?
- Tak
- Jak myślisz... Victorie jest w ciąży? Bo tak się pospieszyli z tym ślubem..
- Myślę że nie..
- Ale nie masz pewności..
- Wkońcu Teddy i Victorie to porządni ludzie..
- Masz stu procentową pewność?
- Nie.
- No właśnie. Mi się wydaje że jest.
- Zaczynam ci wierzyć...
- ALBUS! ROSE! JAMES! LILY! PRZYJDŹCIE NA CHWILĘ! - krzyknęła ponownie ciocia.
- IDZIEMY! - odpowiedzieliśmy chórem
Zbiegliśmy szybko po schodach do salonu. Ciocia siedziała na kanapie.
- Muszę wam coś powiedzieć..
- Co? -zapytał James
- Vcitoire..
- No co?
- Jest w ciąży.
- CO?! - krzyknęła Lily
- Mówiłam - szepnęłam na ucho Alu
- Jej rodzice i jego babcia jeszcze nie wiedzą - zaczęła ciocia - Bardzo boją się im powiedzieć. Tylko do mnie zadzwoniła..
Wszyscy zaniemówiliśmy. Z jednej strony było nam ich szkoda, a z drugiej mieliśmy powód do radości..
- Pamiętajcie. Ja im powiem. Wy narazie macie milczeć. Oraz nie macie zaczynać tematu.
- Dobrze - odpowiedzieliśmy chórem
- Idźcie do ogródka. Możecie pójść na boisko do Quidditch'a za wzgórzem.
- Mamo, ja też mogę latać?! - zapytała z nadzieją Lily
- No możesz.. Ale macie na nią uważać! - powiedziała ciocia zwracając się do nas
- Oczywiście
Wzięli swoje miotły (James dał mi swoją, bo powiedzieli że jeżeli coś stało by się miotle ich mamy..), i poszliśmy na boisko. Wiadomo, wielkie nie było jak w szkole. Nie miało trybun, i było o połowę mniejsze. Lily nie mogła spokojnie ustać w miejscu.
- Rose potrafisz chociaż trochę latać? - zapytał ironicznie James
- No.. Troszkę.. - zaczęłam
- Czyli nie umiesz.
- No nie umiem.
James szybko wzbił się w powietrze.. Był zajebistym graczem..
Po chwili Allbus wyleciał.. Był nawet lepszy od swojego brata..
- ROSE! TERAZ TY! - krzyknęli
Zaczęłam się stresować.. Nigdy nie lubiłam latać i nie robiłam tego.. Ale muszę..
"Wsiadłam" na miotłę, odpychnęłam się nogami i.. Poleciałam!
Naprawdę leciałam!
Ta lekkość.. Ta adrenalina..
- Hej dobra jesteś - powiedział James ze szelmowskim uśmiechem - Myślałem, że będziesz gorsza.. Ale jednak nie!
Uśmiechnęłam się drwiąco. Nagle, obok mnie pojawiła się Lily. Długie, związane w warkocze włosy opadały jej na twarz.
- Ścigamy się? - zapytała
- Pewnie - odrzekłam
Ustawiłyśmy się na "miejscach".
- 3.. - zaczął odliczać Al - 2....1.. START!
Mała wystartowała szybciej ode mnie. I była szybsza. Nie dziwie się. Ona już długo ćwiczyła. Ja tak naprawdę drugi raz "weszłam" na miotłę. Pierwszy raz był kiedy w pierwszej klasie były lekcje latania.
- LILKA WYGRAŁA! - krzyknął James - Dobrze siostra. A ty to co? - zwrócił się do mnie - Z jedenastolatką sobie rady nie dałaś?
- James, ona już tyle razy latała, a ja nie. Nigdy mnie do tego nie ciągnęło. Ale teraz, chyba zgłoszę się do drużyny..
- Ale na jaką pozycję? - spytał Albus, słysząc naszą rozmowę
- Nie wiem.. Na pałkarza napewno nie.. Obrońce też nie.. Al?
- Tak?
- Dostępna jest pozycja szukającego?- zapytałam rumieniąc się.
- Tak. Ten co był skończył w tym roku szkołę. No i wszystkie pozycje ścigających..
- Spróbuje swoich sił - powiedziałam dumnie
- To sobie poczekasz. Musisz gdzieś trenować.. Masz koło domu coś...?
- Chyba.. Niewiem.. Ale nie mam miotły..
- Namówisz starego.. Mama powiedziała - zaczął Albus - Że twój tato uwielbiał Quidditch, ale nie zabardzo mieli środki.. Teraz macie... Nie mówię, że to ma być najnowsza, ale Błyskawica 800 będzie dobra.. Ma rok..
- Musimy już wracać. Mama będzie nas szukać.. - powiedziała Lily, i zlecieliśmy na dół.
Szliśmy tak przez oświetloną dolinę Godryka.. Ma już tyle lat, a nadal ma swój piękny urok..
#Chady
sobota, 13 grudnia 2014
sobota, 6 grudnia 2014
12 Rozdział "Wakacje czas zacząć!".
Zapraszam do czytania! ^^
Byliśmy na obiedzie u Malfoy'ów. Przyznam (naprawdę!) polubiłam się ze Scorpiusem. Tak. Albus i Lily również, ale James i Hugo mieli inne zdanie. Wyglądało to tak jak relacje dziadka, i ojca chrzestego, wujka Harry'ego oraz Severusa Snape'a. James i Syriusz nienawidzili Severusa, tak samo jak chłopacy, Scorpa (piękne przezwisko). Rodzice rozmawiali, śmiali się i pili wino (potem mieliśmy się przeteleportować, bo pijany tato to nie jest dobry pomysł). Scorpius pokazał nam swój pokój. Mimo, że mieszkali w dworze Malfoy'ów, miał bardzo nowoczesny pokój : Niebieskie ściany, wszędzie poprzyklejane plakaty, dwu-osobowe łóżko i czarne komody. Więc podsumowując. Scorpius jest moim przyjacielem. Nie takim jak Al, czy Emily, ale jednak był. Zresztą Albusa przyjacielem też był.
**
Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą mamę.
- Rose, wstawaj szybko.
- Dlaczego?
- Zaraz ci powiem.
Szybko pobiegłam do łazienki, umyłam zęby, twarz i zeszłam na dół. Tam siedzieli już wszyscy z uśmiechami na twarzy.
- Powiecie mi wkońcu o co chodzi?
Rodzice poopatrzyli na siebie radośnie.
- Szykuj sukienkę na sierpień - powiedział z uśmiechem tata
O co im chodziło?!
- Powiecie wkońcu czy nie?!
Zła, usiadłam na kanapie.
- Victoire i Teddy żenią się w sierpniu!
- Naprawdę? - zapytałam z niedowierzaniem
Ale super!
Potter'owie napewną pierwsi dostali zaproszenie, na ślub i wesele!
Lily pewnie skacze z radości..
- Ale oni dopiero skończyli szkołę! Nie mają pieniędzy!
- I tu się mylisz - zaczął tata- Rodzice Teddy'ego zostawili mu pieniądze. A przecież wiesz że rodzice Victoire mają hajs..
- RONALD! - krzyknęła mama - JAK MOŻESZ TAK MÓWIĆ PRZY DZIECIACH?!
- Ale co ja takiego powiedziałem?! - spytałam zezłoszczony tata
- Hajs?! Hajs?! - odrzekła mama z wyrzutem
- A to.. - powiedział tato, jakby mało co wiedział dlaczego dostałał "reprymendę" od mamy.
Pobiegłam do góry, bo nie chciałam słuchać kłótni rodzicó, i wysłałm SMS do Albusa. Pewnie już wiedział, ale chciałam się go spytać..
- BII!!
Zadzwoniła komórka..Al..
- Hej Albus.
- Cześć Rose. Pisałaś SMS że chcesz pogadać..
- No.. Teddy i Victoire biorą ślub!
- Wiem. Sami do nas przyszli oznajmić. Mama zaczęła płakać, że jeszcze nie tak dawno, odprowadzali go na pierwszy rok do Hogwartu, a teraz się żeni..
- Moi robili mi zagadki. Szykuj sukienkę na sierpień, itp..
- Haha.. Lily po prostu ześwirowała.. Myślałem, że ich udusi ze szczęścia..
- Cała Lily. To kiedy widzimy się Al?
- Spytam się rodziców czy jutro mogła byś przyjechać do nas.
- Super! To idź się spytaj i napiszem SMS czy się zgodzili!
- Ok. Do zobaczenia!
- Pa Albus!
Rozłączył się, a ja położyłam się na łóżku i rozmyślałam o ślubie.. Nawet nie wiedziałam że tak "bardzo" się kochają.. W co ja się ubiorę?!
- BII!
Przyszedł SMS od Ala : "Rodzice się zgodzili. Zadzwonią do twoich i spytają się o której godzinie itp." .
Wiedziałam, że jego rodzice się zgodzą. Z moją mamą może być różnie..
Usłyszałam jak mama rozmawia z ciocią. Wyszłam z pokoju i stanęłam przy schodach żeby lepiej słyszeć :
- Ginny, ale nie będzie problemu? - spytała mama
- Nie będzie. Dzieci mogą przecież się spokojnie bawić. A poza tym, mam wolne w wakacje, więc nie będą same. Harry musi. Obowiązki aurora wzywają.. Więc jak Hermiono?
- Dobrze, zgadzam się. Przywieziemy ją jutro o dwunastej. Pasuje godzina?
- Tak. Rose może u nas spać. Lily ma miejsce.
- No niewiem.. Wkońcu niedługo ten ślub..
- Hermiona! Jeszcze prawie miesiąc! Co ty musisz szykować! Tylko musicie się ubrać i przyjść!
- Właśnie nie. Umówiłam się z Fleur, że pomogę w przygotowaniu jedzenia.
- No to masz co robić. Ale i tak. Miesiąc! A to jest tylko jeden dzień!
- No dobrze. A tak wogóle co u ciebie?
W dalszym ciągu rozmowy, przestałam słuchać. Poszłam do pokoju napisać Alu, że moi się zgadzają. Wzięłam komórkę i zaczęłam pisać : " Mama się zgadza. Ojcem się nie przejmuje, bo i tak by się zgodził, a mimo tego, mama i tak decyduje o wszystkim. Napisz, co mam zabrać. Jeżeli możesz podaj mi numer do Lily". Wysłałam..
**
No to jadę do Potter'ów! Nie mogę się doczekać!
- Tato! Wstawaj! Jadę do Albusa! Pamiętasz?! - powiedziałam, potrząsajc tatę, żeby się obudził.
- Taaaaaaaaaaaaaaaak, Roooose!, Paaaaaaaaaamiętam - odrzekł, niestłumiając ziewnięcia.
- No to wstawaj szybko! Jest wpół do jedenastej!
- Już?! Ubieraj się szybko! Do nich się przynajmniej jedzie z czterdzieści minut!
Pobiegłam do pokoju, ubrałam niebieski top z kotkiem, czarne leginsy, wzięłam torbę z ubraniami i zeszłam na dół. Tata szybko popijał kawę, a mi kazał wypić kakao.
- Wypiłaś? - spytał
Machęłam twierdząco głową.
- Wkładaj buty i jedziemy!
Pobiegłam do przedpokoju, ubrałam trampki, weszłam do auta i czekałam na tatę.. dwie minuty.. trzy minuty.. cztery minuty.. O! Idzie!
- Możemy jechać!
Zakręt w lewo..W prawo... O! Dolina Godryka!..
Znalazłam! Godryka 2!
Lily bawiła się z Jamesem i Albusem w ogródku... Raczej oni się bawili, a ona kibicowała.. Latali na swoich miotłach.. Kto szybszy.. Nagle z domu wyszła ciocia..
- JAMES! ALBUS! NATYCHMIAST MACIE ZLECIEĆ NA DÓŁ! - krzyknęła na całe podwórko.. Może na całą dolinę.. - Witaj Rose! Cześć Ron.
- Ginny, ja ją zostawiam i lecę do pracy. Pa kochanie. - odrzekł, i pocałował mnie w czoło.
- Cześć tato.
Wsiadł do auta i odjechał..
Dom Potter'ów..
2 najlepsze dni Ever!
#Rose
Byliśmy na obiedzie u Malfoy'ów. Przyznam (naprawdę!) polubiłam się ze Scorpiusem. Tak. Albus i Lily również, ale James i Hugo mieli inne zdanie. Wyglądało to tak jak relacje dziadka, i ojca chrzestego, wujka Harry'ego oraz Severusa Snape'a. James i Syriusz nienawidzili Severusa, tak samo jak chłopacy, Scorpa (piękne przezwisko). Rodzice rozmawiali, śmiali się i pili wino (potem mieliśmy się przeteleportować, bo pijany tato to nie jest dobry pomysł). Scorpius pokazał nam swój pokój. Mimo, że mieszkali w dworze Malfoy'ów, miał bardzo nowoczesny pokój : Niebieskie ściany, wszędzie poprzyklejane plakaty, dwu-osobowe łóżko i czarne komody. Więc podsumowując. Scorpius jest moim przyjacielem. Nie takim jak Al, czy Emily, ale jednak był. Zresztą Albusa przyjacielem też był.
**
Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą mamę.
- Rose, wstawaj szybko.
- Dlaczego?
- Zaraz ci powiem.
Szybko pobiegłam do łazienki, umyłam zęby, twarz i zeszłam na dół. Tam siedzieli już wszyscy z uśmiechami na twarzy.
- Powiecie mi wkońcu o co chodzi?
Rodzice poopatrzyli na siebie radośnie.
- Szykuj sukienkę na sierpień - powiedział z uśmiechem tata
O co im chodziło?!
- Powiecie wkońcu czy nie?!
Zła, usiadłam na kanapie.
- Victoire i Teddy żenią się w sierpniu!
- Naprawdę? - zapytałam z niedowierzaniem
Ale super!
Potter'owie napewną pierwsi dostali zaproszenie, na ślub i wesele!
Lily pewnie skacze z radości..
- Ale oni dopiero skończyli szkołę! Nie mają pieniędzy!
- I tu się mylisz - zaczął tata- Rodzice Teddy'ego zostawili mu pieniądze. A przecież wiesz że rodzice Victoire mają hajs..
- RONALD! - krzyknęła mama - JAK MOŻESZ TAK MÓWIĆ PRZY DZIECIACH?!
- Ale co ja takiego powiedziałem?! - spytałam zezłoszczony tata
- Hajs?! Hajs?! - odrzekła mama z wyrzutem
- A to.. - powiedział tato, jakby mało co wiedział dlaczego dostałał "reprymendę" od mamy.
Pobiegłam do góry, bo nie chciałam słuchać kłótni rodzicó, i wysłałm SMS do Albusa. Pewnie już wiedział, ale chciałam się go spytać..
- BII!!
Zadzwoniła komórka..Al..
- Hej Albus.
- Cześć Rose. Pisałaś SMS że chcesz pogadać..
- No.. Teddy i Victoire biorą ślub!
- Wiem. Sami do nas przyszli oznajmić. Mama zaczęła płakać, że jeszcze nie tak dawno, odprowadzali go na pierwszy rok do Hogwartu, a teraz się żeni..
- Moi robili mi zagadki. Szykuj sukienkę na sierpień, itp..
- Haha.. Lily po prostu ześwirowała.. Myślałem, że ich udusi ze szczęścia..
- Cała Lily. To kiedy widzimy się Al?
- Spytam się rodziców czy jutro mogła byś przyjechać do nas.
- Super! To idź się spytaj i napiszem SMS czy się zgodzili!
- Ok. Do zobaczenia!
- Pa Albus!
Rozłączył się, a ja położyłam się na łóżku i rozmyślałam o ślubie.. Nawet nie wiedziałam że tak "bardzo" się kochają.. W co ja się ubiorę?!
- BII!
Przyszedł SMS od Ala : "Rodzice się zgodzili. Zadzwonią do twoich i spytają się o której godzinie itp." .
Wiedziałam, że jego rodzice się zgodzą. Z moją mamą może być różnie..
Usłyszałam jak mama rozmawia z ciocią. Wyszłam z pokoju i stanęłam przy schodach żeby lepiej słyszeć :
- Ginny, ale nie będzie problemu? - spytała mama
- Nie będzie. Dzieci mogą przecież się spokojnie bawić. A poza tym, mam wolne w wakacje, więc nie będą same. Harry musi. Obowiązki aurora wzywają.. Więc jak Hermiono?
- Dobrze, zgadzam się. Przywieziemy ją jutro o dwunastej. Pasuje godzina?
- Tak. Rose może u nas spać. Lily ma miejsce.
- No niewiem.. Wkońcu niedługo ten ślub..
- Hermiona! Jeszcze prawie miesiąc! Co ty musisz szykować! Tylko musicie się ubrać i przyjść!
- Właśnie nie. Umówiłam się z Fleur, że pomogę w przygotowaniu jedzenia.
- No to masz co robić. Ale i tak. Miesiąc! A to jest tylko jeden dzień!
- No dobrze. A tak wogóle co u ciebie?
W dalszym ciągu rozmowy, przestałam słuchać. Poszłam do pokoju napisać Alu, że moi się zgadzają. Wzięłam komórkę i zaczęłam pisać : " Mama się zgadza. Ojcem się nie przejmuje, bo i tak by się zgodził, a mimo tego, mama i tak decyduje o wszystkim. Napisz, co mam zabrać. Jeżeli możesz podaj mi numer do Lily". Wysłałam..
**
No to jadę do Potter'ów! Nie mogę się doczekać!
- Tato! Wstawaj! Jadę do Albusa! Pamiętasz?! - powiedziałam, potrząsajc tatę, żeby się obudził.
- Taaaaaaaaaaaaaaaak, Roooose!, Paaaaaaaaaamiętam - odrzekł, niestłumiając ziewnięcia.
- No to wstawaj szybko! Jest wpół do jedenastej!
- Już?! Ubieraj się szybko! Do nich się przynajmniej jedzie z czterdzieści minut!
Pobiegłam do pokoju, ubrałam niebieski top z kotkiem, czarne leginsy, wzięłam torbę z ubraniami i zeszłam na dół. Tata szybko popijał kawę, a mi kazał wypić kakao.
- Wypiłaś? - spytał
Machęłam twierdząco głową.
- Wkładaj buty i jedziemy!
Pobiegłam do przedpokoju, ubrałam trampki, weszłam do auta i czekałam na tatę.. dwie minuty.. trzy minuty.. cztery minuty.. O! Idzie!
- Możemy jechać!
Zakręt w lewo..W prawo... O! Dolina Godryka!..
Znalazłam! Godryka 2!
Lily bawiła się z Jamesem i Albusem w ogródku... Raczej oni się bawili, a ona kibicowała.. Latali na swoich miotłach.. Kto szybszy.. Nagle z domu wyszła ciocia..
- JAMES! ALBUS! NATYCHMIAST MACIE ZLECIEĆ NA DÓŁ! - krzyknęła na całe podwórko.. Może na całą dolinę.. - Witaj Rose! Cześć Ron.
- Ginny, ja ją zostawiam i lecę do pracy. Pa kochanie. - odrzekł, i pocałował mnie w czoło.
- Cześć tato.
Wsiadł do auta i odjechał..
Dom Potter'ów..
2 najlepsze dni Ever!
#Rose
środa, 3 grudnia 2014
11 Rozdział "Koniec z miłością".
Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale nauka i brak weny mi dokuczał ;/
Ale zapraszam na kolejną "kartkę" z pamiętnika Rose!
Rozdział nie jest za długi ;/
- Emily, uważaj!
- Lily cicho, bo będziemy musieli wyjść!
- A ty Albus to co? Też cicho nie jesteś!
Ktoo..?
Co..?
Zaczęłam sobie przypominać co się stało..
Byłam na eliksirach..I...
TAK!
Al wylał na mnie eliksir niewidzialności!
Zaraz co?!
Otworzyłam oczy, i zobaczyłam że jestem w skrzydle szpitalnym..
A wokół mnie czwórka osób..
- Wstaje!
Byli Albus, Hugo, Lily i Em.
- Widzicie mnie już? - zapytałam z uśmiechem
- Tak - odrzekł Hugo
- Rose przepraszam! Ja chciałem tylko podnieść nożyk i .. - Al mówił jak nakręcony - I wtedy cię szturchnęłem.. Przepraszam..
- Albus, ja nie jestem na ciebie zła - zaczęłam - Wiem że nie chciałeś i to mi wystarcza. Tobie zawsze uwierze.
Wstałam z łóżka i przytuliłam Ala..
Jak ja go kochałam..
Na nim zawsze, i wszędzie moge polegać..
Momentami, był i jest dla mnie najważniejszy..
- Rose? Odpłynęłaś? - powiedziała z uśmiechem Emily
- Chyba tak.
Poszłam do "Gabinetu" Pani Pomfrey.
- Proszę pani, czy mogę już wyjść? - zapytałam
- Tak
Wyszliśmy wszyscy ze skrzydła, i ruszyliśmy w stronę pokoju wspólnego..
Los chciał, żebym wpadła na Maksa..
- Rose.. Proszę porozmawiaj ze mną.. - zaczął
- Nie mam ci nic do powiedzenia - odrzekłam i wyminęłam go.
Albus i Hugo zatrzymali się, i zaczęli z nim rozmawiać. Dogoniły mnie dziewczyny i krzyczały, żebym zwolniła.
Nie miałam takiego zamiaru..
Chciałam tylko pójść sama do dormitorium i wypłakać się w poduszkę ile da..
* 5 miesięcy później*
Zerwałam z Maksem. W czasie kiedy byłam w skrzydle, James powiedział mi, że chodził ciągle z jakąś dziewczyną z Huffelpuffu. Szybko sobie pocieszene znalazł! Niebyło mnie JEDEN dzień! Byłam na niego na fochana, bo zachował się jak małe dziecko w stosunku do Scorpiusa.
Mamy początek czerwca . Niedługo koniec roku. Zakuwamy wszyscy do egzaminów końcowych. Nauczyciele zadają masę prac domowych, żebyśmy "ćwiczyli" przed sprawdzianami. Do Maksa, prawie się nie odzywam. Muszę tylko na zielarstwie, bo jesteśmy razem z Albusem i Emily przy stole. Al też jest na niego zły, i nie odzywa się do niego. "Biedaczek", została mu tylko jego dziewczyna.. A! Zapomniałam! 24 kwietnia miałam urodziny! Mam już 14 lat! Wszyscy, z wyjątkiem mojego byłego, zrobili mi niespodziankę!
Nie odzywali się do mnie przez tydzień.. Okazało się że przez ten czas planowali imprezę w dormitorium. Lily dostała zgodę od profesora Finnegana na nią! Jaka byłam szczęśliwa, kiedy weszłam do pokoju wspólnego a tu wszyscy nagle wyskakują i krzyczą "Sto Lat!". Popłakał się ze szczęścia i wszystkim po koleji zaczęłam dziękować i przytulać. Na sam pomysł wpadła Hanna, z którą zaczęłyśmy "na nowo" się przyjaźnić. Nadal chodzi z Jamesem, ale mniej się spotykają. Tak samo Em i Al, ale oni spotykają się tak jak wcześniej...
**
No i ostatni tydzień nauki! Ale to nie oznacza lenistwa! Egzaminy końcowe samę sie nie napiszą. Potter'owie dostali list od mamy, że jeżeli zawalą egzaminy, na kolejny rok nie pójdą. Wujek dopisał że wszystkich pozdrawia. Lily i Albus bać się nie musieli, bo byli jednymi z najlepszych uczniów. Egzaminy wykazały to samo. James był trochę zagrożony, ale jakoś mu się udało. Mi też dobrze poszły.
Nadszedł dzień powrotu do domu. Po dojechaniu na stację King's Cross, pożegnałam się z dziewczynami i pobiegłam do rodziców. Stali trochę smutni, ale zaraz kiedy mnie zobaczyli, uśmiechy odrazu pojawiły im się na twarzach. Wujek i Ciocia to samo. Jak tylko zobaczyli swoje dzieci, uśmiechy pojawiły się "automatycznie". Lily wskoczyła w ramiona ojca, a chłopaki w objęcia matki. Nie powiem że u mnie było inaczej. Odrazu przytuliłam tatę, a następnie mamę. Wróciliśmy do domu. Kochanego domu..
- Kochanie!
To do mnie?!
- Rose - zaczął tata - W sobotę idziemy do państwa Malfoy'ów na obiad.
CO?! Do domu Scorpiusa?! Oni chyba żartują!
- Wiem, że ze Scorpiusem za bardzo za sobą nie przepadacie - zaczęła mama- ale my chcemy zerwać naszą szkolną wojnę. A poza tym, będą też Potter'owie. Ale macie się zachowywać należycie!
- Tak - burknęłam i poszłam do góry.
Tak.. Mój piękny, kochany, pokój..
#Rose
Ale zapraszam na kolejną "kartkę" z pamiętnika Rose!
Rozdział nie jest za długi ;/
- Emily, uważaj!
- Lily cicho, bo będziemy musieli wyjść!
- A ty Albus to co? Też cicho nie jesteś!
Ktoo..?
Co..?
Zaczęłam sobie przypominać co się stało..
Byłam na eliksirach..I...
TAK!
Al wylał na mnie eliksir niewidzialności!
Zaraz co?!
Otworzyłam oczy, i zobaczyłam że jestem w skrzydle szpitalnym..
A wokół mnie czwórka osób..
- Wstaje!
Byli Albus, Hugo, Lily i Em.
- Widzicie mnie już? - zapytałam z uśmiechem
- Tak - odrzekł Hugo
- Rose przepraszam! Ja chciałem tylko podnieść nożyk i .. - Al mówił jak nakręcony - I wtedy cię szturchnęłem.. Przepraszam..
- Albus, ja nie jestem na ciebie zła - zaczęłam - Wiem że nie chciałeś i to mi wystarcza. Tobie zawsze uwierze.
Wstałam z łóżka i przytuliłam Ala..
Jak ja go kochałam..
Na nim zawsze, i wszędzie moge polegać..
Momentami, był i jest dla mnie najważniejszy..
- Rose? Odpłynęłaś? - powiedziała z uśmiechem Emily
- Chyba tak.
Poszłam do "Gabinetu" Pani Pomfrey.
- Proszę pani, czy mogę już wyjść? - zapytałam
- Tak
Wyszliśmy wszyscy ze skrzydła, i ruszyliśmy w stronę pokoju wspólnego..
Los chciał, żebym wpadła na Maksa..
- Rose.. Proszę porozmawiaj ze mną.. - zaczął
- Nie mam ci nic do powiedzenia - odrzekłam i wyminęłam go.
Albus i Hugo zatrzymali się, i zaczęli z nim rozmawiać. Dogoniły mnie dziewczyny i krzyczały, żebym zwolniła.
Nie miałam takiego zamiaru..
Chciałam tylko pójść sama do dormitorium i wypłakać się w poduszkę ile da..
* 5 miesięcy później*
Zerwałam z Maksem. W czasie kiedy byłam w skrzydle, James powiedział mi, że chodził ciągle z jakąś dziewczyną z Huffelpuffu. Szybko sobie pocieszene znalazł! Niebyło mnie JEDEN dzień! Byłam na niego na fochana, bo zachował się jak małe dziecko w stosunku do Scorpiusa.
Mamy początek czerwca . Niedługo koniec roku. Zakuwamy wszyscy do egzaminów końcowych. Nauczyciele zadają masę prac domowych, żebyśmy "ćwiczyli" przed sprawdzianami. Do Maksa, prawie się nie odzywam. Muszę tylko na zielarstwie, bo jesteśmy razem z Albusem i Emily przy stole. Al też jest na niego zły, i nie odzywa się do niego. "Biedaczek", została mu tylko jego dziewczyna.. A! Zapomniałam! 24 kwietnia miałam urodziny! Mam już 14 lat! Wszyscy, z wyjątkiem mojego byłego, zrobili mi niespodziankę!
Nie odzywali się do mnie przez tydzień.. Okazało się że przez ten czas planowali imprezę w dormitorium. Lily dostała zgodę od profesora Finnegana na nią! Jaka byłam szczęśliwa, kiedy weszłam do pokoju wspólnego a tu wszyscy nagle wyskakują i krzyczą "Sto Lat!". Popłakał się ze szczęścia i wszystkim po koleji zaczęłam dziękować i przytulać. Na sam pomysł wpadła Hanna, z którą zaczęłyśmy "na nowo" się przyjaźnić. Nadal chodzi z Jamesem, ale mniej się spotykają. Tak samo Em i Al, ale oni spotykają się tak jak wcześniej...
**
No i ostatni tydzień nauki! Ale to nie oznacza lenistwa! Egzaminy końcowe samę sie nie napiszą. Potter'owie dostali list od mamy, że jeżeli zawalą egzaminy, na kolejny rok nie pójdą. Wujek dopisał że wszystkich pozdrawia. Lily i Albus bać się nie musieli, bo byli jednymi z najlepszych uczniów. Egzaminy wykazały to samo. James był trochę zagrożony, ale jakoś mu się udało. Mi też dobrze poszły.
Nadszedł dzień powrotu do domu. Po dojechaniu na stację King's Cross, pożegnałam się z dziewczynami i pobiegłam do rodziców. Stali trochę smutni, ale zaraz kiedy mnie zobaczyli, uśmiechy odrazu pojawiły im się na twarzach. Wujek i Ciocia to samo. Jak tylko zobaczyli swoje dzieci, uśmiechy pojawiły się "automatycznie". Lily wskoczyła w ramiona ojca, a chłopaki w objęcia matki. Nie powiem że u mnie było inaczej. Odrazu przytuliłam tatę, a następnie mamę. Wróciliśmy do domu. Kochanego domu..
- Kochanie!
To do mnie?!
- Rose - zaczął tata - W sobotę idziemy do państwa Malfoy'ów na obiad.
CO?! Do domu Scorpiusa?! Oni chyba żartują!
- Wiem, że ze Scorpiusem za bardzo za sobą nie przepadacie - zaczęła mama- ale my chcemy zerwać naszą szkolną wojnę. A poza tym, będą też Potter'owie. Ale macie się zachowywać należycie!
- Tak - burknęłam i poszłam do góry.
Tak.. Mój piękny, kochany, pokój..
#Rose
środa, 19 listopada 2014
10 Rozdział "Nauka wcale nie jest łatwa.."
Jestem juź w Hogwarcie. Długo wyczekiwanym. Podróż przebiegła tak jak zawsze : Śniadanie, wykład mamy, King's Cross , wykład mamy, Expres Hogwart, Powozy, Kolacja i spać..
**
- Szybko bo się spóźnimy! - krzyczała Emily na Hannę.
Han siedziała w łazience półgodziny. Dlaczego? Bo umówiła się dzisiaj z Jamesem na randkę. Nie mogła tego zrobić po lekcjach?!
- Idziemy bez ciebie! - rzuciłam i poszłam z Em na transmutacje. Profesor Montogmery jest strasznie wymagająca. Opiekunka Ravenclaw. Biedne Lucy i Molly.
- Panno Weasley - powiedziała, zwracając się do mnie - Niech pani spróbuje zamienić tego ptaka w pucharek.
Trzeba było słuchać na lekcji. Cały czas gapiłam się na Maksa...
- PANNO WEASLEY! CZY PANI MNIE WOGÓLE SŁUCHA?! - zapytała krzykiem
- T-t-t-t-tak.. Z-z-z-amienić p-p-p-ptaka w p-p-p-puchar- wyjąkałam przestraszona
- To proszę.
Jak było to zaklęcie?! A tak! *Feraverto!
- Feraverto! - odrzekłam, obserwując jak mój ptak, zamienia się w pucharek.
- Dobrze - rzuciła zawstydzona profesorka, która spodziewała się że nie znam odpowiedzi - 10 punktów dla Gryffindoru.
Spojrzałam z uśmiechem na Albusa. Wiedziałam, że nadal ma poczucie winy z powodu naszego wypadku na sankach. Nie dało mu się wytłumaczyć, że to przeze mnie. Mogłam bardziej uważać...
Profesorka kazała ćwiczyć to zaklęcie, bo na następnej lekcji każdego sprawdzi.
Zadzwonił dzwonek.
Czekałam na Maksa.
Nareszcie.
- Hej idziemy na błonia? - zapytał - Mamy godzinę wolnego.
- Pewnie
Właśnie mieliśmy wyjść, ale zagrodził nam drogę Prof. Finnegan.
- Na dwór można tylko wychodzić na zielarstwo i Opieke nad magicznymi Stworzeniami. Jest strasznie zimno. A jeśli się nie mylę, nie macie teraz tych przedmiotów?
- Tak profesorze. - powiedziałam
- Wracać do środka.
Po drodze wpadłam, przewracając się, na Scorpiusa. Miło się dzień zaczyna.
- Uważaj jak chodzisz Weasley! - warknął
- Odwal się Malfoy - odrzekł przez zęby Max
- Nie wtrącaj się Thomas.
- NIE KŁÓCIĆ SIĘ! - krzyknęłam
- Zamknij się! - wydarł się Malfoy
- Zostaw ją idioto! - krzyknął Max, na którego rzucił się od tyłu Scorpius.
Jak dzieci!
- SPOKÓJ! - zaprotesowałam - Zachowujecie się jak małe dzieci. Maks.. Po tobie bym się nie spowiedziewała..
- Rose.. - zaczął
- Daj mi spokój - odrzekłam, i odwróciłam się na pięcie.
Poszłam do dormitorium. Miałam nadzieję, że znajdę Hannę, Emily lub Albusa.
Przeszłam przez dziurę w portrecie,i byli wszyscy : Al, Han, Em, Lily, James i Hugo. Hanna siedziała i czytała książkę a James ją obejmował. Lily, Albus, Hugo i Emily rozmawiali. Podeszłam do "większej" grupy i spytałam o czym gadają.
- O tym że, "zakochanej parze" wszystko wisi - odrzekł Al
- Czyli? - spytałam
- Han spytała się mnie czy zrobię dla niej zadanie domowe na zaklęcie, bo idzie z Jamesem na randkę - odpowiedziała Em
- On spytał się o to samo, tylko z historii Magii - powiedział Albus - Niech się szykuje na to że wyślę sowę do rodziców. Dostanie szlaban taki, że długo nie wróci do Hogwartu..
- Ej,zaraz idę na wróżbiarstwo - zaczęła Emily - Ktoś też?
Milczeliśmy.
- Moi rodzice - powiedziałam - Uważają, że wróżbiarstwo to stetka bzdur. Mama, na trzecim roku, tak się wkurzyła na profesorkę że zrzuciła kulę do "wróżenia" i z hukiem wyszła z klasy.
- Nasi tak samo - odrzekła Lily - A mama to wogóle. Mówi że to głupstwo..
Emily zmusiła się na uśmiech
- To lece. Pa - rzuciła Em i wyszła.
- Al, my mamy zaraz opiekę nad magicznymi stworzeniami! - krzyknęłam zdenerowana
Szybko wzięliśmy książki i wybiegliśmy na błonia.
Profesorka Patil już na nas czekała. Super. Lekcja ze ślizgonami. Unikałam Maksa. Nie mógł Scorpiusa po prostu zignorować?!
- Dzisiaj będziemy oglądać jednorożce - powiedziała - Idziemy do lasu.
Dziewczyny zaczęły piszczeć z radości. Byłam jedną z nich. JEDNOROŻCE! Ale super!
Szliśmy 10 minut i doszliśmy. Na środku pasło się pięć pięknych koni.
- Najpierw, powoli podejdą dziewczyny, i pogłaszczą je.
Zaczęłyśmy się przybliżać do stworzeń. Wyciągnęlam ręke i pogłaskałam zwierzę. Futro mięciutkie jak niewiem...
- Drogie Panie, teraz chłopcy.
Przyszłyśmy "na swoje miejsca". Widziałam, jak Al głaszcze jednorożca. Ten szturchnął go żartobliwie w ręke.
- Bardzo dobrze Albus. 10 punktów dla Gryfonów.
Wróciliśmy do zamku i pobiegliśmy na następną lekcje.
Eliksiry.
Z Puchonami. Też nie źle.
Uczy nas profesor Wilner. Opiekun Huffelpuff'u.
Usiadłam razem z Albusem i Emily przy "naszym" stole.
- Dzisiaj, uważycie eliksir niewidzialności. Dla pierwszej osoby, która zrobi go bezbłędnie, otrzyma dla domu 50 punktów. Więc zaczynajcie!
Szybko zaczęłam czytać podręcznik...
Dodać ogon szczura.. (BLE)
Dosypać sproszkowany róg jednorożca..
Bla...Blaa..Blaa
-AU! - krzyknęłam na całą klasę, bo Al uderzył mnie łokciem w twarz, a ja uderzyłam kolanem w twarde jak kamień ławki, rozlewając przy tym cały eliksir na siebie. Chciałam pomasować moje kolano, kiedy zdałam sobie sprawę, że.. GO NIE MA!
Byłam niewidzialna!
- Panno Wealey! Idź do pani Pomfrey - zaczął profesor - A i 50 punktów dla Gryfonów za dobrze wyważony eliksir!
Wzięłam torbę (niewidzialną ręką) i poszłam do skrzydła szpitalnego. Teraz Albus będzie miał poczucie winy..
- Dzień dobry! - krzyknęłam - Proszę pani!
Wbiegła Pani Pomfrey, rozglądając się po izbie.
- Jest tu kto?!
- Proszę pani! - powiedziałam - Na lekcji eliksirów, kuzyn przez przypadek wylał na mnie eliksir niewidzialności!
- Kochana! Połóż się na jednym z wolnych łóżek i stuknij w jedną z szafek, na znak na którym łóżku leżysz!
Pobiegłam w stronę przedostatniego łóżka. Uderzyłam w szafkę.
- Już idę!
Podeszła do mnie z jakąś butelką.
- Wypij to. Za kilka godzin będziesz całkowicie widzialna.
Wzięłam "dużego" łyka i położyłam się.
Ciekawe czy przyjdą Al, Emily, LIly, Hugo, Hanna i James..
Zasnęłam...
#Rose
**
- Szybko bo się spóźnimy! - krzyczała Emily na Hannę.
Han siedziała w łazience półgodziny. Dlaczego? Bo umówiła się dzisiaj z Jamesem na randkę. Nie mogła tego zrobić po lekcjach?!
- Idziemy bez ciebie! - rzuciłam i poszłam z Em na transmutacje. Profesor Montogmery jest strasznie wymagająca. Opiekunka Ravenclaw. Biedne Lucy i Molly.
- Panno Weasley - powiedziała, zwracając się do mnie - Niech pani spróbuje zamienić tego ptaka w pucharek.
Trzeba było słuchać na lekcji. Cały czas gapiłam się na Maksa...
- PANNO WEASLEY! CZY PANI MNIE WOGÓLE SŁUCHA?! - zapytała krzykiem
- T-t-t-t-tak.. Z-z-z-amienić p-p-p-ptaka w p-p-p-puchar- wyjąkałam przestraszona
- To proszę.
Jak było to zaklęcie?! A tak! *Feraverto!
- Feraverto! - odrzekłam, obserwując jak mój ptak, zamienia się w pucharek.
- Dobrze - rzuciła zawstydzona profesorka, która spodziewała się że nie znam odpowiedzi - 10 punktów dla Gryffindoru.
Spojrzałam z uśmiechem na Albusa. Wiedziałam, że nadal ma poczucie winy z powodu naszego wypadku na sankach. Nie dało mu się wytłumaczyć, że to przeze mnie. Mogłam bardziej uważać...
Profesorka kazała ćwiczyć to zaklęcie, bo na następnej lekcji każdego sprawdzi.
Zadzwonił dzwonek.
Czekałam na Maksa.
Nareszcie.
- Hej idziemy na błonia? - zapytał - Mamy godzinę wolnego.
- Pewnie
Właśnie mieliśmy wyjść, ale zagrodził nam drogę Prof. Finnegan.
- Na dwór można tylko wychodzić na zielarstwo i Opieke nad magicznymi Stworzeniami. Jest strasznie zimno. A jeśli się nie mylę, nie macie teraz tych przedmiotów?
- Tak profesorze. - powiedziałam
- Wracać do środka.
Po drodze wpadłam, przewracając się, na Scorpiusa. Miło się dzień zaczyna.
- Uważaj jak chodzisz Weasley! - warknął
- Odwal się Malfoy - odrzekł przez zęby Max
- Nie wtrącaj się Thomas.
- NIE KŁÓCIĆ SIĘ! - krzyknęłam
- Zamknij się! - wydarł się Malfoy
- Zostaw ją idioto! - krzyknął Max, na którego rzucił się od tyłu Scorpius.
Jak dzieci!
- SPOKÓJ! - zaprotesowałam - Zachowujecie się jak małe dzieci. Maks.. Po tobie bym się nie spowiedziewała..
- Rose.. - zaczął
- Daj mi spokój - odrzekłam, i odwróciłam się na pięcie.
Poszłam do dormitorium. Miałam nadzieję, że znajdę Hannę, Emily lub Albusa.
Przeszłam przez dziurę w portrecie,i byli wszyscy : Al, Han, Em, Lily, James i Hugo. Hanna siedziała i czytała książkę a James ją obejmował. Lily, Albus, Hugo i Emily rozmawiali. Podeszłam do "większej" grupy i spytałam o czym gadają.
- O tym że, "zakochanej parze" wszystko wisi - odrzekł Al
- Czyli? - spytałam
- Han spytała się mnie czy zrobię dla niej zadanie domowe na zaklęcie, bo idzie z Jamesem na randkę - odpowiedziała Em
- On spytał się o to samo, tylko z historii Magii - powiedział Albus - Niech się szykuje na to że wyślę sowę do rodziców. Dostanie szlaban taki, że długo nie wróci do Hogwartu..
- Ej,zaraz idę na wróżbiarstwo - zaczęła Emily - Ktoś też?
Milczeliśmy.
- Moi rodzice - powiedziałam - Uważają, że wróżbiarstwo to stetka bzdur. Mama, na trzecim roku, tak się wkurzyła na profesorkę że zrzuciła kulę do "wróżenia" i z hukiem wyszła z klasy.
- Nasi tak samo - odrzekła Lily - A mama to wogóle. Mówi że to głupstwo..
Emily zmusiła się na uśmiech
- To lece. Pa - rzuciła Em i wyszła.
- Al, my mamy zaraz opiekę nad magicznymi stworzeniami! - krzyknęłam zdenerowana
Szybko wzięliśmy książki i wybiegliśmy na błonia.
Profesorka Patil już na nas czekała. Super. Lekcja ze ślizgonami. Unikałam Maksa. Nie mógł Scorpiusa po prostu zignorować?!
- Dzisiaj będziemy oglądać jednorożce - powiedziała - Idziemy do lasu.
Dziewczyny zaczęły piszczeć z radości. Byłam jedną z nich. JEDNOROŻCE! Ale super!
Szliśmy 10 minut i doszliśmy. Na środku pasło się pięć pięknych koni.
- Najpierw, powoli podejdą dziewczyny, i pogłaszczą je.
Zaczęłyśmy się przybliżać do stworzeń. Wyciągnęlam ręke i pogłaskałam zwierzę. Futro mięciutkie jak niewiem...
- Drogie Panie, teraz chłopcy.
Przyszłyśmy "na swoje miejsca". Widziałam, jak Al głaszcze jednorożca. Ten szturchnął go żartobliwie w ręke.
- Bardzo dobrze Albus. 10 punktów dla Gryfonów.
Wróciliśmy do zamku i pobiegliśmy na następną lekcje.
Eliksiry.
Z Puchonami. Też nie źle.
Uczy nas profesor Wilner. Opiekun Huffelpuff'u.
Usiadłam razem z Albusem i Emily przy "naszym" stole.
- Dzisiaj, uważycie eliksir niewidzialności. Dla pierwszej osoby, która zrobi go bezbłędnie, otrzyma dla domu 50 punktów. Więc zaczynajcie!
Szybko zaczęłam czytać podręcznik...
Dodać ogon szczura.. (BLE)
Dosypać sproszkowany róg jednorożca..
Bla...Blaa..Blaa
-AU! - krzyknęłam na całą klasę, bo Al uderzył mnie łokciem w twarz, a ja uderzyłam kolanem w twarde jak kamień ławki, rozlewając przy tym cały eliksir na siebie. Chciałam pomasować moje kolano, kiedy zdałam sobie sprawę, że.. GO NIE MA!
Byłam niewidzialna!
- Panno Wealey! Idź do pani Pomfrey - zaczął profesor - A i 50 punktów dla Gryfonów za dobrze wyważony eliksir!
Wzięłam torbę (niewidzialną ręką) i poszłam do skrzydła szpitalnego. Teraz Albus będzie miał poczucie winy..
- Dzień dobry! - krzyknęłam - Proszę pani!
Wbiegła Pani Pomfrey, rozglądając się po izbie.
- Jest tu kto?!
- Proszę pani! - powiedziałam - Na lekcji eliksirów, kuzyn przez przypadek wylał na mnie eliksir niewidzialności!
- Kochana! Połóż się na jednym z wolnych łóżek i stuknij w jedną z szafek, na znak na którym łóżku leżysz!
Pobiegłam w stronę przedostatniego łóżka. Uderzyłam w szafkę.
- Już idę!
Podeszła do mnie z jakąś butelką.
- Wypij to. Za kilka godzin będziesz całkowicie widzialna.
Wzięłam "dużego" łyka i położyłam się.
Ciekawe czy przyjdą Al, Emily, LIly, Hugo, Hanna i James..
Zasnęłam...
#Rose
środa, 12 listopada 2014
9 Rozdział "Wekeend w Norze" Cz. II
Obudziłam się i poczułam, że ktoś skacze na naszym łóżku..
- ROSE! LUCY! WSTAWAJCIE! - krzyczała Lily
- Nie moooogłyście nas trochę inaczej obudzić? - zapytałam ziewając
- Mogłyśmy, ale tak było najszybciej - powiedziała Roxanne
- Już wstajeeeemy - odrzekła Lucy, niestłumiając ziewnięcia
- Prawie wszyscy są już na dole, idziemy teraz obudzić Jamesa i Freda - odparła Lily i wyszły z pokoju.
- Idę się szybko ubrać do łazienki- rzuciła Lucy i poszła.
Podeszłam do mojej torby i szukałam jakiegoś ubrania.
Wiem!
Różowy top z czarnymi getrami. Szybko przebrałam się i zeszłam na dół. Albus i dziadek rozmawiali, a dziewczynki jadły płatki.
- Cześć babciu, cześć dziadku - powiedziałam
- Witaj kochanie - zaczęła babcia - zrób sobie śniadanie.
Wzięłam miskę z półki, nalałam mleka i nasypałam płatków. Przybiegła Lucy i również zrobiła sobie płatki.
- Słyszałam jak James i Fred krzyczą na Lily i Roxanne..
- "Bo za wcześnie ich obudziły" - powiedziałam naśladując Jamesa
Podszedł do nas Albus.
- Jak się spało? - spytał popijając herbatę.
- Dobrze - odpowiedziałam
- Idziemy na podwó..- urwała Lucy, bo nagle wpadli James, Fred, Lily i Roxanne.
- BABCIA! DLACZEGO KAZAŁAŚ IM NAS BUDZIĆ?! - krzyknął Fred
- Bo sami byście nie wstali - zaczęła z uśmiechem - Chłopcy, zjedźcie śniadanie i śmigajcie na dwór.Inni już idą.
Poszliśmy po kurtki i buty i wyszliśmy na podwórko. Padał śnieg i wzięliśmy sanki z szopy. Przybiegli chłopcy. Mogliśmy iść na górkę. Mieliśmy zawody. Byłam w 'drużynie z Albusem i Lily. Lucy z Roxanne, a James z Fredem. Ja byłam pierwsza. Razem z Jamesem i Lucy.
- 1..2..3 ! - krzyknął Al i wystartowaliśmy
James był na prowadzeniu. Ja byłam druga, a daleko za mną Lucy. Nagle nie wiadomo jak, wyścignęłam kuzyna i byłam pierwsza!
- Brawo Rose! - powiedziała Lily i przytuliła mnie.
- Teraz ty - odrzekłam z uśmiechem do kuzynki
- Super - odparła "cała w skowronkach" i pobiegła do sanek
Teraz Lily, Roxanne i Fred.
-1..2...3 START! - krzyknęłam i i śmignęli na dół.
Lily na prowadzeniu.. TAK! Wygrała! Za nią Roxanne, a na końcu Fred.
- One oszukiwały! - krzyczał Fred, który nie zniósł przegranej z dziewczynami.
- Teraz ja - zaczął Albus - kto ze mną?
- Ja! - powiedziałam
- I ja! - odrzekł James
Ustawiliśmy się.
- 1..2..3 START! - krzyknęła Lucy
Popędziliśmy. Byłam na równi z Alem. Nagle podjechałam bardzo blisko niego i ...TRACH! Wpadliśmy na siebie, łamiąc sanki (Tyle siły?!) i wyliśmy z bólu.
- Lily zawołaj babcię i dziadka - powiedziała wystarszona Lucy - Co was boli?!
Bolała mnie strasznie ręka i noga. Próbowałam wstać, ale ból w nodze był nie do zniesienia..
- Ał.. - jęknął Albus- boli mnie noga i głowa..
- Spokojnie, zaraz przyjdą dziadkowie - rzekła zdenerwowana Lucy - O! Już idą!
Kątem oka zobaczyłam biegnącą w naszą stronę babcię z Lily, a za nimi dziadka.
- Co się stało?! - pytała wystraszona babcia
- Bo ścigaliśmy się na sankach - zaczął Fred - No i pojechali Rose, Albus i James. Rose niekontrolowała sanek i podjechała za blisko Ala i się zderzyli..
- O matko! Kochanie - zwróciła się do mnie- co cię boli?
- N-n-noga i r-r-r-r-ręka - wyjąkałam
- Naszczęście nauczyłam się zaklęć sklejających kości - rzekła
Wyciągnęła różdżkę i machnęła nad moją nogą, a potem nad ręką. Ból po kilku sekundach ustał. Mogłam swobodnie wstać. Lucy rzuciła mi się na szyje.
- Naszczęście nic ci nie jest - powiedziała. Spojrzałam na Albusa. Też właśnie wstał.
- To moja wina Al, przepraszam - odrzekłam, również przytulając go.
- To był wypadek. Nie chciałaś - powiedział
- Dzieci, chodźcie do domu na herbatę - rzucił dziadek - weźcie te sanki. Naprawimy je.
Wzięliśmy sanki i ruszyliśmy w stronę domu. Trzymałam Albusa za ręke. Uspokajało mnie to. Al zawsze był wyrozumiały. No, nielicząc Jamesa. Nigdy nie szukał wyjaśnień jak do tego doszło.
- Chłopcy - dziadek zwrócił się do niech - zanieście sanki do salonu. Zaraz je naprawie.
Wykonali polecenie i odłożyli je tam, gdzie mieli. Dziadek wszedł do pokoju i powiedział
- Reparo
Sanki nagle zaczęły unosić się w powietrzu, a potem złączyły się i były naprawione!
- Idźcie do kuchni napić się czegoś gorącego - rzekł z uśmiechem staruszek
Jak na zawołanie, wszyscy udaliśmy się do pomieszczenia. Babcia jakby przewidziała sytuacje i już czekały na nas ciepłe herbaty.
- Już nic nie czujecie? - zapytała babcia mnie i Albusa
- Nie - odpowiedzieliśmy chórem z uśmiechem
- To dobrze
Dopiliśmy, i poszliśmy do góry.
- Gramy w butelkę?! - krzyknął ochoczo James
- NIE! - odpowiedzieliśmy wszyscy razem
- No dobra.. jak nie to nie.. - wyjąkał zmieszany
- Rose, Lucy przyjdziecie do nas? - zapytała Lily
- Ok - odpowiedziałam z uśmiechem
Poszłyśmy do "ich" pokoju, a one zamknęły drzwi.
- Co jest? - powiedziałam zaskoczona
Lilka usiadła na łóżku.
- Nobo ty Rose masz chłopaka.. - zaczęła Lily - Lucy ty też...
- Przejdź do rzeczy - odrzekła szybko Lucy
- Podoba mi się chłopak.. poznałam go na balu.. - wyjąkała - I..
- Chcesz żeby był twoim chłopakiem? - dokończyłam za nią z uśmiechem - Posłuchaj, jesteś jeszcze za młoda na związki. To jest zauroczenie a nie miłość.
Usiadłam obok niej.
- M-m-masz racje - odrzekła przytulając mnie - Jesteś kochana Rose.
- Oj tam oj tam - powiedziałam śmiejąc się - Pamiętaj, zezwalam ci na związki dopiero w połowie drugiej klasy.
Zaczęłyśmy się wszystkie śmiać.
- Mamy dzisiaj razem spać? - zapytała Lucy
- TAK! - odrzekły chórem Lily i Roxanne
- Chodźcie do nas. Mamy więcej miejsca - rzekłam, biorąc Lilkę za ręke.
- Poczekajcie chwilkę - powiedziałam szybko, biegnąc na dół.
Zastałam babcię w kuchni.
- Babciu, bo Lily i Roxanne śpią dzisiaj z nami - zaczęłam - Masz jakieś materace?
- Pójdźcie na strych. Tam jakieś będą - odrzekła z uśmiechem. Wyszłam z pokoju i pobiegłam do góry. Na schodach wpadłam na Albusa.
- Al, pójdziesz ze mną na strych po materace? - zapytałam
- Dobra - odpowiedział
Poszliśmy na samą górę, gdzie była klapa na suficie.
- Jak mamy tak wejść ? - spytałam
- Tam na komodzie jest jakiś pręt
Rzeczywiście. Leżał tam jakiś metalowy "patyk". Wzięłam go i "przycisnęłam" do dziurki w klapie. Otworzyła się i powoli opadała, niosąc za sobą schody. Weszliśmy szybko do góry.
- Ty poszukaj tam, a ja tam - odrzekł Albus
- Ok
Zaczęliśmy szukać. Jakie tu były skarby! Znalazłam starą rodzinną fotografię! Prawie wszyscy siedzieli na kanapie, tylko nie bliźniacy! Młody dziadek obejmował młodą babcię, która trzymała w rękach zawiniątko. To była ciocia Ginny! Na kolanach u dziadka siedział około roczny chłopiec. Tata! Przed nim siedzieli identyczni 3 letni chłopcy. Wujkowie Fred i George. Obok babci siedział dziesięcioletni chłopak.. A! To wujek Bill! A siedział obok niego, wujek Charlie. A jeszcze obok dziadka, siedział wujek Percy.
- Hej Al! Chodź na chwilę! - krzyknęłam
- Znalazłaś materace?! Ja znalazłem jeden.
- Nie! Znalazłam zdjęcie!
Podszedł do mnie. Zaczęłam mu pokazywać poszczególne osoby, które udało mi się rozpoznać.
- Zanieśmy je babci - zaczął - napewno się ucieszy!
- Ale musimy jeszcze jeden materac zna..- nieskończyłam, bo zachaczyłam się o coś.
Los chciał żeby to był materac.
- Dobra, możemy iść na dół - powiedziałam
Zrzuciliśmy materace, i zeszliśmy po schodach.
- Al, pójdziesz to zanieść do pokoju? - zaczęłam - Chciałabym pokazać to zdjęcie babci.
- Ok
Poszłam na dół zastając babcię w kuchni.
- Co skarbie? - zapytała
- Zobacz, co znalazłam na strychu - odrzekłam z uśmiechem
Babcia przestała zmywać, i podeszła do mnie. Uśmiechnęła się.
- Oo.. Tyle szukałam tego zdjęcia! Ono ma jakieś 30 lat!
- Naprawdę? Wow!
- Zatrzymaj je sobie jeśli chcesz
Nie chciałam go. Chciałam go dać babci. Żeby postawiła je sobie w kuchni. Żeby codziennie przechodząc tutaj, widziała i przypominała sobie, jakie wspaniałe dzieci wychowała.
- Nie. Ono jest twoje babciu.
Wzięła je ode mnie z uśmiechem i postawiła na półce w kuchni. Odrazu zrobiło się milej.
**
Już wróciłam z Nory do domu. Nie działo się nic "ciekawego", więc nic nie pisałam. Jutro wracam do Hogwartu. Jeszcze 6 miesięcy nauki.. Znaczy jeszcze 4 lata nauki..
#Rose
- ROSE! LUCY! WSTAWAJCIE! - krzyczała Lily
- Nie moooogłyście nas trochę inaczej obudzić? - zapytałam ziewając
- Mogłyśmy, ale tak było najszybciej - powiedziała Roxanne
- Już wstajeeeemy - odrzekła Lucy, niestłumiając ziewnięcia
- Prawie wszyscy są już na dole, idziemy teraz obudzić Jamesa i Freda - odparła Lily i wyszły z pokoju.
- Idę się szybko ubrać do łazienki- rzuciła Lucy i poszła.
Podeszłam do mojej torby i szukałam jakiegoś ubrania.
Wiem!
Różowy top z czarnymi getrami. Szybko przebrałam się i zeszłam na dół. Albus i dziadek rozmawiali, a dziewczynki jadły płatki.
- Cześć babciu, cześć dziadku - powiedziałam
- Witaj kochanie - zaczęła babcia - zrób sobie śniadanie.
Wzięłam miskę z półki, nalałam mleka i nasypałam płatków. Przybiegła Lucy i również zrobiła sobie płatki.
- Słyszałam jak James i Fred krzyczą na Lily i Roxanne..
- "Bo za wcześnie ich obudziły" - powiedziałam naśladując Jamesa
Podszedł do nas Albus.
- Jak się spało? - spytał popijając herbatę.
- Dobrze - odpowiedziałam
- Idziemy na podwó..- urwała Lucy, bo nagle wpadli James, Fred, Lily i Roxanne.
- BABCIA! DLACZEGO KAZAŁAŚ IM NAS BUDZIĆ?! - krzyknął Fred
- Bo sami byście nie wstali - zaczęła z uśmiechem - Chłopcy, zjedźcie śniadanie i śmigajcie na dwór.Inni już idą.
Poszliśmy po kurtki i buty i wyszliśmy na podwórko. Padał śnieg i wzięliśmy sanki z szopy. Przybiegli chłopcy. Mogliśmy iść na górkę. Mieliśmy zawody. Byłam w 'drużynie z Albusem i Lily. Lucy z Roxanne, a James z Fredem. Ja byłam pierwsza. Razem z Jamesem i Lucy.
- 1..2..3 ! - krzyknął Al i wystartowaliśmy
James był na prowadzeniu. Ja byłam druga, a daleko za mną Lucy. Nagle nie wiadomo jak, wyścignęłam kuzyna i byłam pierwsza!
- Brawo Rose! - powiedziała Lily i przytuliła mnie.
- Teraz ty - odrzekłam z uśmiechem do kuzynki
- Super - odparła "cała w skowronkach" i pobiegła do sanek
Teraz Lily, Roxanne i Fred.
-1..2...3 START! - krzyknęłam i i śmignęli na dół.
Lily na prowadzeniu.. TAK! Wygrała! Za nią Roxanne, a na końcu Fred.
- One oszukiwały! - krzyczał Fred, który nie zniósł przegranej z dziewczynami.
- Teraz ja - zaczął Albus - kto ze mną?
- Ja! - powiedziałam
- I ja! - odrzekł James
Ustawiliśmy się.
- 1..2..3 START! - krzyknęła Lucy
Popędziliśmy. Byłam na równi z Alem. Nagle podjechałam bardzo blisko niego i ...TRACH! Wpadliśmy na siebie, łamiąc sanki (Tyle siły?!) i wyliśmy z bólu.
- Lily zawołaj babcię i dziadka - powiedziała wystarszona Lucy - Co was boli?!
Bolała mnie strasznie ręka i noga. Próbowałam wstać, ale ból w nodze był nie do zniesienia..
- Ał.. - jęknął Albus- boli mnie noga i głowa..
- Spokojnie, zaraz przyjdą dziadkowie - rzekła zdenerwowana Lucy - O! Już idą!
Kątem oka zobaczyłam biegnącą w naszą stronę babcię z Lily, a za nimi dziadka.
- Co się stało?! - pytała wystraszona babcia
- Bo ścigaliśmy się na sankach - zaczął Fred - No i pojechali Rose, Albus i James. Rose niekontrolowała sanek i podjechała za blisko Ala i się zderzyli..
- O matko! Kochanie - zwróciła się do mnie- co cię boli?
- N-n-noga i r-r-r-r-ręka - wyjąkałam
- Naszczęście nauczyłam się zaklęć sklejających kości - rzekła
Wyciągnęła różdżkę i machnęła nad moją nogą, a potem nad ręką. Ból po kilku sekundach ustał. Mogłam swobodnie wstać. Lucy rzuciła mi się na szyje.
- Naszczęście nic ci nie jest - powiedziała. Spojrzałam na Albusa. Też właśnie wstał.
- To moja wina Al, przepraszam - odrzekłam, również przytulając go.
- To był wypadek. Nie chciałaś - powiedział
- Dzieci, chodźcie do domu na herbatę - rzucił dziadek - weźcie te sanki. Naprawimy je.
Wzięliśmy sanki i ruszyliśmy w stronę domu. Trzymałam Albusa za ręke. Uspokajało mnie to. Al zawsze był wyrozumiały. No, nielicząc Jamesa. Nigdy nie szukał wyjaśnień jak do tego doszło.
- Chłopcy - dziadek zwrócił się do niech - zanieście sanki do salonu. Zaraz je naprawie.
Wykonali polecenie i odłożyli je tam, gdzie mieli. Dziadek wszedł do pokoju i powiedział
- Reparo
Sanki nagle zaczęły unosić się w powietrzu, a potem złączyły się i były naprawione!
- Idźcie do kuchni napić się czegoś gorącego - rzekł z uśmiechem staruszek
Jak na zawołanie, wszyscy udaliśmy się do pomieszczenia. Babcia jakby przewidziała sytuacje i już czekały na nas ciepłe herbaty.
- Już nic nie czujecie? - zapytała babcia mnie i Albusa
- Nie - odpowiedzieliśmy chórem z uśmiechem
- To dobrze
Dopiliśmy, i poszliśmy do góry.
- Gramy w butelkę?! - krzyknął ochoczo James
- NIE! - odpowiedzieliśmy wszyscy razem
- No dobra.. jak nie to nie.. - wyjąkał zmieszany
- Rose, Lucy przyjdziecie do nas? - zapytała Lily
- Ok - odpowiedziałam z uśmiechem
Poszłyśmy do "ich" pokoju, a one zamknęły drzwi.
- Co jest? - powiedziałam zaskoczona
Lilka usiadła na łóżku.
- Nobo ty Rose masz chłopaka.. - zaczęła Lily - Lucy ty też...
- Przejdź do rzeczy - odrzekła szybko Lucy
- Podoba mi się chłopak.. poznałam go na balu.. - wyjąkała - I..
- Chcesz żeby był twoim chłopakiem? - dokończyłam za nią z uśmiechem - Posłuchaj, jesteś jeszcze za młoda na związki. To jest zauroczenie a nie miłość.
Usiadłam obok niej.
- M-m-masz racje - odrzekła przytulając mnie - Jesteś kochana Rose.
- Oj tam oj tam - powiedziałam śmiejąc się - Pamiętaj, zezwalam ci na związki dopiero w połowie drugiej klasy.
Zaczęłyśmy się wszystkie śmiać.
- Mamy dzisiaj razem spać? - zapytała Lucy
- TAK! - odrzekły chórem Lily i Roxanne
- Chodźcie do nas. Mamy więcej miejsca - rzekłam, biorąc Lilkę za ręke.
- Poczekajcie chwilkę - powiedziałam szybko, biegnąc na dół.
Zastałam babcię w kuchni.
- Babciu, bo Lily i Roxanne śpią dzisiaj z nami - zaczęłam - Masz jakieś materace?
- Pójdźcie na strych. Tam jakieś będą - odrzekła z uśmiechem. Wyszłam z pokoju i pobiegłam do góry. Na schodach wpadłam na Albusa.
- Al, pójdziesz ze mną na strych po materace? - zapytałam
- Dobra - odpowiedział
Poszliśmy na samą górę, gdzie była klapa na suficie.
- Jak mamy tak wejść ? - spytałam
- Tam na komodzie jest jakiś pręt
Rzeczywiście. Leżał tam jakiś metalowy "patyk". Wzięłam go i "przycisnęłam" do dziurki w klapie. Otworzyła się i powoli opadała, niosąc za sobą schody. Weszliśmy szybko do góry.
- Ty poszukaj tam, a ja tam - odrzekł Albus
- Ok
Zaczęliśmy szukać. Jakie tu były skarby! Znalazłam starą rodzinną fotografię! Prawie wszyscy siedzieli na kanapie, tylko nie bliźniacy! Młody dziadek obejmował młodą babcię, która trzymała w rękach zawiniątko. To była ciocia Ginny! Na kolanach u dziadka siedział około roczny chłopiec. Tata! Przed nim siedzieli identyczni 3 letni chłopcy. Wujkowie Fred i George. Obok babci siedział dziesięcioletni chłopak.. A! To wujek Bill! A siedział obok niego, wujek Charlie. A jeszcze obok dziadka, siedział wujek Percy.
- Hej Al! Chodź na chwilę! - krzyknęłam
- Znalazłaś materace?! Ja znalazłem jeden.
- Nie! Znalazłam zdjęcie!
Podszedł do mnie. Zaczęłam mu pokazywać poszczególne osoby, które udało mi się rozpoznać.
- Zanieśmy je babci - zaczął - napewno się ucieszy!
- Ale musimy jeszcze jeden materac zna..- nieskończyłam, bo zachaczyłam się o coś.
Los chciał żeby to był materac.
- Dobra, możemy iść na dół - powiedziałam
Zrzuciliśmy materace, i zeszliśmy po schodach.
- Al, pójdziesz to zanieść do pokoju? - zaczęłam - Chciałabym pokazać to zdjęcie babci.
- Ok
Poszłam na dół zastając babcię w kuchni.
- Co skarbie? - zapytała
- Zobacz, co znalazłam na strychu - odrzekłam z uśmiechem
Babcia przestała zmywać, i podeszła do mnie. Uśmiechnęła się.
- Oo.. Tyle szukałam tego zdjęcia! Ono ma jakieś 30 lat!
- Naprawdę? Wow!
- Zatrzymaj je sobie jeśli chcesz
Nie chciałam go. Chciałam go dać babci. Żeby postawiła je sobie w kuchni. Żeby codziennie przechodząc tutaj, widziała i przypominała sobie, jakie wspaniałe dzieci wychowała.
- Nie. Ono jest twoje babciu.
Wzięła je ode mnie z uśmiechem i postawiła na półce w kuchni. Odrazu zrobiło się milej.
**
Już wróciłam z Nory do domu. Nie działo się nic "ciekawego", więc nic nie pisałam. Jutro wracam do Hogwartu. Jeszcze 6 miesięcy nauki.. Znaczy jeszcze 4 lata nauki..
#Rose
sobota, 8 listopada 2014
9 Rozdział "Wekeend w Norze" Cz.I
Po odjeździe rodziców poszłam z Albusem do domu. Babcia była w kuchni i robiła kanapki. Tym razem bez czarów.
- Babciu, możemy ci pomóc - powiedziałam i zabrałam się za krojenie ogórka.
Al zaczął kroić chleb. Z taką "pomocą" kolacja była już gotowa w pięć minut.
- Dziękuje kochani za pomoc - odrzekła babcia z uśmiechem - Zanieście do góry kanapki, i zajmijcie sobie pokój, jest pięć. Chyba się zmieścicie.
Wzięliśmy dwa talerze kanapek, i poszliśmy na piętro. Z czyjegoś pokoju dobiegały chichoty. Otworzyłam drzwi, a w pomieszczeniu były Lily, Roxanne i Lucy.
- Hej Rose. To jest pokój cioci Ginny. Śpią w nim dziewczynki. My pójdziemy do pokoju mojego taty. Jest piętro wyżej - powiedziała Lucy
- Dobra dziewczyny, macie kilka kanapek - podeszły do mnie - a my idziemy do góry.
Poszłyśmy na piętro, a z tamtąt dobiegały hałasy z innego pokoju.
- JAMES! FRED! USPOKÓJCIE SIĘ! - krzyczał Albus
Pobiegłyśmy szybko do góry, zobaczyć co się dzieje. Wbiegłyśmy do pokoju w którym na drzwiach pisało "George i
Nie wiedziałam, jak to jest stracić brata. Ale dla niego był to najlepszy przyjaciel..
- Rose! Chodź tu! - krzyknęła Lucy
Weszłam do pokoju, a krzyki dobiegały z ... Gry w butelkę! Al darł się bo pewnie dali mu jakieś wyzwanie.
- Ej dziewczyny, gracie z nami? - zapytał James, szczerząc zęby
- N.. - zaczęłam
- Pewnie! - skończyła za mnie Lucy i zaciągnęła na podłoge. Fred zakręcił butelką. Wypadło na Albusa.
- Prawda czy wyzwanie?- zapytał Fred
- Prawda - odrzekł
- Masz dziewczynę? - powiedział chichocąc
Musiał akurat o to spytać?!
- Mam - odrzekł bez stresu Al
- Okej.. - zaczął James - Jak się nazywa? Mcgonagall?
- Nie, Emily - powiedział
- TAA ..- wypalił James - i jeszcze co?
Musiałam w tej chwili mu pomóc.
- On nie kłamie - odrzekłam - Sama ją znam
James zrobił wielkie oczy. Ponownie zakręcił. Wypadło na Lucy.
- Prawda czy wyzwanie?
- Wyzwanie - powiedziała szczerząc zęby
- Hm... - odrzekł- musisz zejść na dół, obiec cały dom i tu wrócić - wyszczerzył zęby - A i masz 5 minut!
- ŻE CO?!- krzyknęła
- Jeden..dwa..trzy - zaczął liczyć, a Lucy natychmiast pobiegła na dół. Podeszliśmy do okna. Właśnie obiegła pół domu.
- Ma jeszcze 2 minuty - powiedział Fred
Lucy przybiegła kilka sekund przed, cała zdyszna.
- Teraz ja kręce - powiedziała
Zakręciła. Wypadło na mnie.
- Prawda czy wyzwanie?
- Prawda
- Masz chłopaka - odrzekła z uśmiechem
Wkopała mnie.
- Mam
- Imię?
- M-m-m-max - wyjąkałam
- Zaliczone - powiedziała z uśmiechem
Zakręciłam butelką. Wypadło na Jamesa. Uśmiechnęłam się złowrogo.
- Prawda czy wyzwanie?
- Wyzwanie
Szykuj się na piekło, kuzynie.
- DZIECI DO ŁÓŻEK! - krzyknęła babcia
- No nie.. - szepnęłam
- Kto tu śpi? - zapytała Lucy
- Ja z Fredem - oznajmił James
- To ja idę do pokoju twojego ojca - powiedział do mnie Albus i wyszedł - Dobranoc
- Cześć Al - odrzekłam
- Chodź - powiedział Lucy
Poszłyśmy do pokoju obok, gdzie tym razem była tabliczka z imieniem "Percy". Otworzyłyśmy drzwi i weszłyśmy. Pomieszczenie było dosyć duże: brązowe tapety, drewniana podłoga i łóżko, które było naszczęście podwójne.
- Ja śpię przy ścianie! - powiedziałam z uśmiechem
- Niech ci będzie - odrzekła
- Ja idę się myć - oznajmiłam, wzięłam z mojej torby, która nie wiem skąd się tu pojawiła piżamę i poszłam do łazienki. Była piętro niżej, otworzyłam drzwi i prawię potknęłam się o dywanik łazienkowy. Była dosyć mała: miała umywalkę, wannę, toaletę oraz lusterko. Ściągnęłam ubrania i weszłam do wanny. Puściłam wodę i.. tak fajnie gorąco.. Pomoczyłam się jeszcze z 5 minut i wyszłam. Ubrałam się i poszłam do pokoju.
- Fajna piżamka Rose! - oznajmiła Lucy
- Dzięki - odpowiedziałam, spoglądając na moją białą piżamę w czarne kropki.
- Teraz ja szybko lecę się umyć! - krzyknęła i pobiegła
Położyłam się na łóżku, i czekałam na kuzynkę. Wróciła po 10 minutach, w słodziutkiej różowej koszuli z pandą.
- Jaka słodka! - odrzekłam
- Dzięki - powiedziała z uśmiechem- idziemy spać czy plotkujemy?
- Pogadamy chwilę i idziemy spać, bo padam z nóg
Lucy usiadła obok mnie na łóżku.
- Masz chłopaka? - zapytałam z uśmieszkiem
- Mam - odrzekła z dumą - Nazywa się Will Wood. Ty też masz, nie? Maksa, jeśli się nie myle.
- Tak - zarumieniłam się - Z nim byłaś na balu, Lucy?
- Zaprosił mnie - zaczęła - I tam zaczęliśmy chodzić.
- Ja tak sa.. - niedokończyłam, bo w drzwiach stała babcia.
- Dziewczynki, kładźcie się już! - powiedziała wchodząc do pokoju babcia - 23.00!
- Doooobrze - odrzekła ziewając Lucy - Dobranoc babciu.
- Dobranoc - odpowiedziała z uśmiechem
Zgasiła światło a ja odrazu zasnęłam..
Mam nadzieje że się spodobało.
Przepraszam że krótki.
Mile widziane komentarze.
Pozdrawiam
#Rose
poniedziałek, 3 listopada 2014
8 Rozdział "Święta w Norze" Cz. II
Dojechaliśmy na miejsce!
Moja kochana Nora!
Jeszcze półgodziny do 17.00, a na miejscu byli już prawie wszyscy! Tylko nie Wujek Bill i Ciocia Fleur z dziećmi..
Wyszliśmy z auta i poszliśmy w stronę domu. Babcia stała przy drzwiach i całowała każdego na powitanie.
- Och Rose! - powiedziała i ucałowała mnie - ale urosłaś!
Uśmiechnęłam się do niej, i weszłam do salonu. Przywitałam się ze wszystkimi i zauważyłam.. że żadnego z moim kuzynów i kuzynek nie ma w pokoju!
- Gdzie są wszyscy? - zapytałam ciocię Ginny
- Są na dworze - odpowiedziała z uśmiechem
Naszczęście jeszcze nie ściągnęłam kurtki i butów i mogłam lecieć na dwór. Wyszłam do ogródka, a tam była bitwa na śnieżki. Dziewczyny kontra chłopaki.
- Hej Rose! Chodź szybko! - krzyknęła w samą porę Lily, i uniknęłam oberwania śnieżką
- Długo tu jesteście? - zapytałam Lucy
- My przyjechaliśmy pierwsi - oznajmiła - potem Lily,James i Albus. Po nich Fred i Roxanne, a teraz wy. A i jeszcze przed wami Teddy!
- To jeszcze Victorie, Donia i Louis.. - powiedziałam
- PADNIJ! - krzyknęła Molly
Niestety, nie zdążyłam i dostałam śnieżką w twarz.
- IDIOTO! MOGŁEŚ JEJ COŚ ZROBIĆ! - wydarła się Lucy
- Co tu się dzieje?! - krzyknął Ted, wchodząc na podwórko
- Hugo trafił w Rose śnieżką! No i trafił ją w buzie! - powiedziała Lily
- Chodź na chwilę - odrzekł z uśmiechem
Śnieg był na całej mojej twarzy. Było mi strasznie zimno.
- *Snownigo - szepnął chłopak i po chwili nie było już śniegu na mojej twarzy - Idź do babci i niech ci zrobi herbatę.
- Dobrze - odpowiedziałam. Machnęłam głową do Lucy żeby ze mną poszła. Zrozumiała sygnał i poszłyśmy razem do kuchni.
- Babciu, zrobisz nam herbatę? - zapytałam z uśmiechem
- Oczywiście kochanie - powiedziała
Wyciągnęła kubki z szafki, machnęła nad nimi różdżką i nagle pojawiła się w nich herbata.
Niemogę się doczekać kiedy sama będe mogła używać czarów poza szkołą!
Do pokoju wszedł dziadek i zawołał wszystkich przez okno że czas na prezenty. W tym momencie przyjechali wujek Bill , ciocia Fleur, Victorie, Dominique i Louis.
- Witaj tato - odrzekł Bill - Przepraszamy za spóźnienie, ale te dwie panie - wskazał na kuzynki - nie mogły się wyrobić.
- Nic nie szkodzi - powiedział z uśmiechem dziadek - dopiero idziemy na prezenty.
Poszliśmy wszyscy do salonu, gdzie wszyscy rodzice już siedzieli i rozmawiali w najlepsze.
- Kochani, możemy już dać wszystkim upominki! - powiedziała babcia - ale najpierw ode mnie!
Wiedziałam co da nam babcia. Własnoręcznie robione przez nią swetry albo szaliki.
- Accio prezenty ! - zawołała, i nagle do salonu wleciało 14 paczuszek, które poleciały w stronę choinki - podejdzie do niej i zobaczcie które wasze! Panie przodem!
Dziewczyny razem ze mną poszły w stronę drzewka. Kucnęłam i zaczęłam szukać. James nie.. Roxanne nie.. Lily nie.. Mam! wzięłam prezent i otworzyłam go. Był w nim piękny biało- różowy szalik.
- Dzięki babciu - powiedziałam z uśmiechem
Popatrzyłam na Lily. Dostała niebieski szalik z wielką literką "L" na przodzie. Była bardzo szczęśliwa z upominku. Po nas podeszli chłopcy. Szukałam wzrokiem Hugo. Właśnie odnalazł swój. Był w nim zielony szalik. Też najwidoczniej mu się podobał.
- Teddy, dla ciebie też jest - powiedziała z uśmiechem babcia do chłopaka
- Ale niepotrzebnie się pani trudziła.. - zaczął
- To nic takiego, otwieraj! - zawołała ochoczo
Lupin ruszył w stronę choinki i wziął ostatni prezent. Otworzył i wyciągnał czarny sweter z literką "T".
- Mam nadzieje że ci się podob.. - niedokończyła po Teddy podszedł i przytulił ją mocno.
- No to teraz czas na nasze! - powiedział wujek Harry - Accio!
To pokoju nagle wleciało 14 paczek. Każda skierowała się do "swojego" właściciela. Mój był ostatni, ale w końcu doleciał. Odwiązałam wstążke, a w środku:
Piękna miętowa sukienka i czarna torebka! Były piękne!
Podbiegłam szybko do rodziców i przytuliłam ich mocno.
- Dziękuje.
- Och Rose, cieszymy się że ci się podoba! - powiedział tata
Szukałam wzrokiem Hugo. Właśnie otworzył swój, a w nim.. Piorun 2001! Najnowsza miotła!
On też szybko podbiegł do rodziców i ich przytulił. Usiadłam na kanapie i "dokładnie" oglądałam moje nowe ubrania. Nagle usiadł koło mnie Albus.
- Chciałaś pogadać - powiedział
- Ale nie tutaj - odrzekłam - Chodź na dwór
Wykonał moje "polecenie" i 2 minuty potem spacerowaliśmy już polem obok domu.
- Chcę się dowiedzieć, jak to się stało że jesteś z Emily - rzuciłam
- Tak jak połowa szkoły - powiedział z uśmiechem - przez bal. Można na nim było o wszystkim spokojnie pogadać..
- Taa.. ja tak samo
- Czyli chodzisz z Maksem?
- Tak
- Ale kochasz go?
- Al.. o co ci chodzi?
- O nic.. - zaczął
- No powiedz!
- Ale to zabrzmi głupio..
- No mów!
- No bo.. martwię się o ciebie... Jeszcze z nikim nie byłaś.. Maks to mój kumpel.. Ale to nie znaczy że cie zrani...
- Och Albus.. Jesteś żałosny jak jesteś taki "opiekuńczy" - powiedziałam z uśmiechem - Ufam jemu i wiem, że mnie nie zrani..
- Ale gdyby..
- To mam ciebie. I wiem że ty zawsze mnie wysłuchasz. Dlatego, tak cię kocham - powiedział i przytuliłam się do niego. On mnie rozumiał. Nie zawsze, ale często. Mogłam mu się wyżalić dosłownie o wszystkim..
- Wracamy? - zapytałam
- Jak chcesz - wzruszył ramionami
- Och, nie fochaj się głuptasie! - powiedziałam po czym, zaczęłam się śmiać i rzuciłam w niego śnieżką. Nagle poprawił mu się humor.
- ROSE ! JEDZIEMY! - krzyczała mama
- OJ MAMO! JUŻ?! - wykrzyczałam smutna - NIE MOGĘ TU SPAĆ?!
Podeszliśmy bliżej, żebyśmy się tak nie darły.
- Oj.. niewiem..Ron? - zaczęła mama- może zostać?
- Hermiona, niech zostanie - powiedział po czym obejrzał się na Albusa - też zostajesz?
- Zaraz spytam się rodziców - rzucił, i pobiegł w stronę domu
- No dobrze, możesz zostać - odrzekła mama - masz szczęście że jest piątek. Jeżeli dziadkowie się zgodzą będziesz mogła zostać na weekend.
- Ale super! dziękuje! - powiedziałam i przytuliłam mamę
Przybiegł zdyszany Al.
- Też mogę zostać - powiedział z uśmiechem - ale będzie też Lily, Roxanne,Lucy, Fred i James.
- No to będziecie mieli co robić - odrzekł tata z uśmiechem - matka niech ci da ubrania. Do zobaczenia - pocałował mnie w czoło i wsiadł do auta.
- Bądź grzeczna i nie rób problemu - zaczęła wykład mama - przyjedziemy w niedziele po południu.
- Mamo.. nie mam pięciu lat. Nie musisz mi mówić jak mam się zachowywać - odrzekłam
- Och.. przepraszam.. - powiedziała i pocałowała mnie w czoło - Masz ubrania - wyciągnęła je z malutkiej kopertówki.. jak ona to robi?.- Do zobaczenia w niedziele.
Wsiadła do samochodu i odjechała...
No to 2 dni w Norze !
*Snownigo - zaklęcie wymyślone przeze mnie xD
Mam nadzieje że nadrobiłam z długością rozdziałów ^^
#Rose
Moja kochana Nora!
Jeszcze półgodziny do 17.00, a na miejscu byli już prawie wszyscy! Tylko nie Wujek Bill i Ciocia Fleur z dziećmi..
Wyszliśmy z auta i poszliśmy w stronę domu. Babcia stała przy drzwiach i całowała każdego na powitanie.
- Och Rose! - powiedziała i ucałowała mnie - ale urosłaś!
Uśmiechnęłam się do niej, i weszłam do salonu. Przywitałam się ze wszystkimi i zauważyłam.. że żadnego z moim kuzynów i kuzynek nie ma w pokoju!
- Gdzie są wszyscy? - zapytałam ciocię Ginny
- Są na dworze - odpowiedziała z uśmiechem
Naszczęście jeszcze nie ściągnęłam kurtki i butów i mogłam lecieć na dwór. Wyszłam do ogródka, a tam była bitwa na śnieżki. Dziewczyny kontra chłopaki.
- Hej Rose! Chodź szybko! - krzyknęła w samą porę Lily, i uniknęłam oberwania śnieżką
- Długo tu jesteście? - zapytałam Lucy
- My przyjechaliśmy pierwsi - oznajmiła - potem Lily,James i Albus. Po nich Fred i Roxanne, a teraz wy. A i jeszcze przed wami Teddy!
- To jeszcze Victorie, Donia i Louis.. - powiedziałam
- PADNIJ! - krzyknęła Molly
Niestety, nie zdążyłam i dostałam śnieżką w twarz.
- IDIOTO! MOGŁEŚ JEJ COŚ ZROBIĆ! - wydarła się Lucy
- Co tu się dzieje?! - krzyknął Ted, wchodząc na podwórko
- Hugo trafił w Rose śnieżką! No i trafił ją w buzie! - powiedziała Lily
- Chodź na chwilę - odrzekł z uśmiechem
Śnieg był na całej mojej twarzy. Było mi strasznie zimno.
- *Snownigo - szepnął chłopak i po chwili nie było już śniegu na mojej twarzy - Idź do babci i niech ci zrobi herbatę.
- Dobrze - odpowiedziałam. Machnęłam głową do Lucy żeby ze mną poszła. Zrozumiała sygnał i poszłyśmy razem do kuchni.
- Babciu, zrobisz nam herbatę? - zapytałam z uśmiechem
- Oczywiście kochanie - powiedziała
Wyciągnęła kubki z szafki, machnęła nad nimi różdżką i nagle pojawiła się w nich herbata.
Niemogę się doczekać kiedy sama będe mogła używać czarów poza szkołą!
Do pokoju wszedł dziadek i zawołał wszystkich przez okno że czas na prezenty. W tym momencie przyjechali wujek Bill , ciocia Fleur, Victorie, Dominique i Louis.
- Witaj tato - odrzekł Bill - Przepraszamy za spóźnienie, ale te dwie panie - wskazał na kuzynki - nie mogły się wyrobić.
- Nic nie szkodzi - powiedział z uśmiechem dziadek - dopiero idziemy na prezenty.
Poszliśmy wszyscy do salonu, gdzie wszyscy rodzice już siedzieli i rozmawiali w najlepsze.
- Kochani, możemy już dać wszystkim upominki! - powiedziała babcia - ale najpierw ode mnie!
Wiedziałam co da nam babcia. Własnoręcznie robione przez nią swetry albo szaliki.
- Accio prezenty ! - zawołała, i nagle do salonu wleciało 14 paczuszek, które poleciały w stronę choinki - podejdzie do niej i zobaczcie które wasze! Panie przodem!
Dziewczyny razem ze mną poszły w stronę drzewka. Kucnęłam i zaczęłam szukać. James nie.. Roxanne nie.. Lily nie.. Mam! wzięłam prezent i otworzyłam go. Był w nim piękny biało- różowy szalik.
- Dzięki babciu - powiedziałam z uśmiechem
Popatrzyłam na Lily. Dostała niebieski szalik z wielką literką "L" na przodzie. Była bardzo szczęśliwa z upominku. Po nas podeszli chłopcy. Szukałam wzrokiem Hugo. Właśnie odnalazł swój. Był w nim zielony szalik. Też najwidoczniej mu się podobał.
- Teddy, dla ciebie też jest - powiedziała z uśmiechem babcia do chłopaka
- Ale niepotrzebnie się pani trudziła.. - zaczął
- To nic takiego, otwieraj! - zawołała ochoczo
Lupin ruszył w stronę choinki i wziął ostatni prezent. Otworzył i wyciągnał czarny sweter z literką "T".
- Mam nadzieje że ci się podob.. - niedokończyła po Teddy podszedł i przytulił ją mocno.
- No to teraz czas na nasze! - powiedział wujek Harry - Accio!
To pokoju nagle wleciało 14 paczek. Każda skierowała się do "swojego" właściciela. Mój był ostatni, ale w końcu doleciał. Odwiązałam wstążke, a w środku:
Piękna miętowa sukienka i czarna torebka! Były piękne!
Podbiegłam szybko do rodziców i przytuliłam ich mocno.
- Dziękuje.
- Och Rose, cieszymy się że ci się podoba! - powiedział tata
Szukałam wzrokiem Hugo. Właśnie otworzył swój, a w nim.. Piorun 2001! Najnowsza miotła!
On też szybko podbiegł do rodziców i ich przytulił. Usiadłam na kanapie i "dokładnie" oglądałam moje nowe ubrania. Nagle usiadł koło mnie Albus.
- Chciałaś pogadać - powiedział
- Ale nie tutaj - odrzekłam - Chodź na dwór
Wykonał moje "polecenie" i 2 minuty potem spacerowaliśmy już polem obok domu.
- Chcę się dowiedzieć, jak to się stało że jesteś z Emily - rzuciłam
- Tak jak połowa szkoły - powiedział z uśmiechem - przez bal. Można na nim było o wszystkim spokojnie pogadać..
- Taa.. ja tak samo
- Czyli chodzisz z Maksem?
- Tak
- Ale kochasz go?
- Al.. o co ci chodzi?
- O nic.. - zaczął
- No powiedz!
- Ale to zabrzmi głupio..
- No mów!
- No bo.. martwię się o ciebie... Jeszcze z nikim nie byłaś.. Maks to mój kumpel.. Ale to nie znaczy że cie zrani...
- Och Albus.. Jesteś żałosny jak jesteś taki "opiekuńczy" - powiedziałam z uśmiechem - Ufam jemu i wiem, że mnie nie zrani..
- Ale gdyby..
- To mam ciebie. I wiem że ty zawsze mnie wysłuchasz. Dlatego, tak cię kocham - powiedział i przytuliłam się do niego. On mnie rozumiał. Nie zawsze, ale często. Mogłam mu się wyżalić dosłownie o wszystkim..
- Wracamy? - zapytałam
- Jak chcesz - wzruszył ramionami
- Och, nie fochaj się głuptasie! - powiedziałam po czym, zaczęłam się śmiać i rzuciłam w niego śnieżką. Nagle poprawił mu się humor.
- ROSE ! JEDZIEMY! - krzyczała mama
- OJ MAMO! JUŻ?! - wykrzyczałam smutna - NIE MOGĘ TU SPAĆ?!
Podeszliśmy bliżej, żebyśmy się tak nie darły.
- Oj.. niewiem..Ron? - zaczęła mama- może zostać?
- Hermiona, niech zostanie - powiedział po czym obejrzał się na Albusa - też zostajesz?
- Zaraz spytam się rodziców - rzucił, i pobiegł w stronę domu
- No dobrze, możesz zostać - odrzekła mama - masz szczęście że jest piątek. Jeżeli dziadkowie się zgodzą będziesz mogła zostać na weekend.
- Ale super! dziękuje! - powiedziałam i przytuliłam mamę
Przybiegł zdyszany Al.
- Też mogę zostać - powiedział z uśmiechem - ale będzie też Lily, Roxanne,Lucy, Fred i James.
- No to będziecie mieli co robić - odrzekł tata z uśmiechem - matka niech ci da ubrania. Do zobaczenia - pocałował mnie w czoło i wsiadł do auta.
- Bądź grzeczna i nie rób problemu - zaczęła wykład mama - przyjedziemy w niedziele po południu.
- Mamo.. nie mam pięciu lat. Nie musisz mi mówić jak mam się zachowywać - odrzekłam
- Och.. przepraszam.. - powiedziała i pocałowała mnie w czoło - Masz ubrania - wyciągnęła je z malutkiej kopertówki.. jak ona to robi?.- Do zobaczenia w niedziele.
Wsiadła do samochodu i odjechała...
No to 2 dni w Norze !
*Snownigo - zaklęcie wymyślone przeze mnie xD
Mam nadzieje że nadrobiłam z długością rozdziałów ^^
#Rose
niedziela, 26 października 2014
8 Rozdział "Święta w Norze" Cz. I
Dzień przed świętami, wszyscy pojechaliśmy do Nory żeby przygotować dom na wigilię. Wszystkie ciocie z mamą robiły potrawy, tata z wujkami wieszli ozdoby a my, dzieci sprzątaliśmy. Przyszedł nawet Teddy Lupin. Chrześniak wujka Harry'ego. Jak ja kocham kiedy wszyscy jesteśmy razem! Tyle się dzieje! Przyjeżdzają wszyscy! Wujek Bill i Ciocia Fleur z Victorie (według informacji zdobytych przez Jamesa chodzi z Teddym) , Dominique (po francusku, my mówimy na na nią Donia) i Louis jest w moim wieku. Wujek Charlie nie ma dzieci ani żony, więc przyjeżdża z Rumunii gdzie pracuje tylko na święta. Również przychodzą wujek Percy i ciocia Audrey z Molly i Lucy. Wujek George z ciocią Angeliną, Roxanne i Fredem. No i wujek Harry i ciocią Ginny, Albusem, Jamesem i Lily. I my. Trochę nas jest. Standardowo babcia nie przestała mówić na Wujka Harry'ego "kochaneczku". Mówi tak od kiedy go poznała. Wszystkich nas to śmieszy. A najbardziej Jamesa, który milknie pod spojrzeniem swojej mamy.
No i wkońcu wigilia! Niestety, jechaliśmy dopiero o 17.00 a była 9.00 . Jeszcze 8 godzin! Nie przeżyje tego! Uratowało mnie pohukiwanie mojej sowy, która przyleciała z listem od Albusa.
Podbiegłam do niej szybko i odwiązałam list :
Droga Rose
Przepraszam, że dopiero teraz odpisuje. Ale byłem lekko przygaszony. A co do tego, to też nie mogę się doczekać aż pójdziemy do dziadków! Już dzisiaj! A co do Emily.. Jesteśmy razem. A z tego co wiem to ty z Maksem? Opowiesz mi potem. Do zobaczenia
Albus
Niewiem czemu ulżyło mi jak to przeczytałam... Może bałam się że nie powie mi co go łączy z Em..
- ROSE! Śniadanie! - krzyknęła z dołu mama
- Już idę! - wykrzyczałam
Zeszłam po schodach w podskokach, prawie zabijając sie na przed ostatnim..
Wszyscy siedzieli już w kuchni, a Hugo próbowałam wyciągnąć z taty co dostanie.
- Małe czy duże? - mówił jak nakręcony- ciężkie czy lekkie?
- USPOKÓJ SIĘ - krzyknął a ja prawie wylałam herbatę
- Ron! nie krzycz! - powiedziała rozgniewana mama - A ty Hugo, uspokój się!
Obydwaj zamilkli. Zjadłam bułkę, wypiłam herbatę i poszłam do góry. Nudziłam się i to strasznie!
Poszłam zapytać się mamy czy mogę wyjść się przejść.
- Możesz - powiedziała - ale zabież ze sobą brata.
- Czemu.. ? - zapytałam
- Bo z nim zwariujemy! - odrzekła
- No dobra - odpowiedziałam niechętnie - HUGO! idziemy na dwór!
Ten jak torpeda się zjawił i ubrał. Rano byłam tak zajęta rozmyślaniem, że nie zauważyłam że pada śnieg! Ubrałam swoje czarne kozaki, niebieską kurtkę, różową czapkę i szalik. Wyszliśmy z domu, a gamoń już rzucił we mnie śnieżką! Odpłaciłam mu pięknie w tyłek!
- Ej! Ulepmy bałwana! - zawołał
- Niech ci będzie! - powiedziałam
Zaczeliśmy toczyć wielkie kule po podwórku, poustawialiśmy je na sobie i zaczeliśmy szukać
kamyków. Hugo jakieś znalazł i wbił je w bałwana. Nagle mama zaczęła krzyczeć
- Dzieci do domu! Zaraz jedziemy!
Już?! pomyślałam. Przecież jest około 13.00 a matka każe nam już jechać? Pobiegliśmy w stronę drzwi. Gdy weszliśmy, pachniało już ciepłą herbatą..
-Mamo, przecież jest dopiero 13.00! - powiedziałam
- Nie, jest 15.00 - odrzekła - a musimy się jeszcze ubrać i dojechać!
To ile my byliśmy na tym dworze?! Tego się nie dowiem.. Poszłam do góry znaleźć jakieś ciuchy. Hm... Wiem! Biały sweter i czarne rurki! To jest to! Szybko ubrałam się i poszłam szukać mamy które musi "ocenić" jak wyglądam. Znalazłam ją w pokoju brata, który chciał iść w dresie.
- Hugo! Na święta nigdy nie ubiera się luźnych ubrań! - robiła mu wykład- Wiesz jaki to jest wstyd!
- No dobra, to w czym mam iść? - zapytal znudzonym tonem
- Pójdziesz w koszuli i dżinsach! - odrzekła
- Ech.. niech będzie - odpowiedział
- Ubieraj mi się szybko, a ja poszukam Rose! - powiedziała i wpadła na mnie w drzwiach.
- Mogę tak iść? - zapytał z nadzieją w głosie
- Tak. Chociaż ty jakoś się ubierasz w porównaniu do brata! - odrzekła i poszła do sypialni ubrać się.
Poszłam do pokoju, zabrałam moją małą czarną torebkę i włożyłam do niej telefon. Do Hogwartu nie można ich zabierać. To dlaczego pisałam do Albusa sowią pocztą? To jestem ja i nikt tego nie połapie...
- Ubrani?! Gotowi?! Możemy jechać?! - krzyczał z dołu tato
- Jeszcze nie! - darła się z sypialni mama- muszę zapakować awaryjne rzeczy!
Ach ta matka. Zawsze musi zabierać ze sobą zapasowe ubrania, itp..
Po 20 minutach wkońcu wyszliśmy z domu i pojechaliśy do Nory..
Nareszczie!
C.D.N
No i wkońcu wigilia! Niestety, jechaliśmy dopiero o 17.00 a była 9.00 . Jeszcze 8 godzin! Nie przeżyje tego! Uratowało mnie pohukiwanie mojej sowy, która przyleciała z listem od Albusa.
Podbiegłam do niej szybko i odwiązałam list :
Droga Rose
Przepraszam, że dopiero teraz odpisuje. Ale byłem lekko przygaszony. A co do tego, to też nie mogę się doczekać aż pójdziemy do dziadków! Już dzisiaj! A co do Emily.. Jesteśmy razem. A z tego co wiem to ty z Maksem? Opowiesz mi potem. Do zobaczenia
Albus
Niewiem czemu ulżyło mi jak to przeczytałam... Może bałam się że nie powie mi co go łączy z Em..
- ROSE! Śniadanie! - krzyknęła z dołu mama
- Już idę! - wykrzyczałam
Zeszłam po schodach w podskokach, prawie zabijając sie na przed ostatnim..
Wszyscy siedzieli już w kuchni, a Hugo próbowałam wyciągnąć z taty co dostanie.
- Małe czy duże? - mówił jak nakręcony- ciężkie czy lekkie?
- USPOKÓJ SIĘ - krzyknął a ja prawie wylałam herbatę
- Ron! nie krzycz! - powiedziała rozgniewana mama - A ty Hugo, uspokój się!
Obydwaj zamilkli. Zjadłam bułkę, wypiłam herbatę i poszłam do góry. Nudziłam się i to strasznie!
Poszłam zapytać się mamy czy mogę wyjść się przejść.
- Możesz - powiedziała - ale zabież ze sobą brata.
- Czemu.. ? - zapytałam
- Bo z nim zwariujemy! - odrzekła
- No dobra - odpowiedziałam niechętnie - HUGO! idziemy na dwór!
Ten jak torpeda się zjawił i ubrał. Rano byłam tak zajęta rozmyślaniem, że nie zauważyłam że pada śnieg! Ubrałam swoje czarne kozaki, niebieską kurtkę, różową czapkę i szalik. Wyszliśmy z domu, a gamoń już rzucił we mnie śnieżką! Odpłaciłam mu pięknie w tyłek!
- Ej! Ulepmy bałwana! - zawołał
- Niech ci będzie! - powiedziałam
Zaczeliśmy toczyć wielkie kule po podwórku, poustawialiśmy je na sobie i zaczeliśmy szukać
kamyków. Hugo jakieś znalazł i wbił je w bałwana. Nagle mama zaczęła krzyczeć
- Dzieci do domu! Zaraz jedziemy!
Już?! pomyślałam. Przecież jest około 13.00 a matka każe nam już jechać? Pobiegliśmy w stronę drzwi. Gdy weszliśmy, pachniało już ciepłą herbatą..
-Mamo, przecież jest dopiero 13.00! - powiedziałam
- Nie, jest 15.00 - odrzekła - a musimy się jeszcze ubrać i dojechać!
To ile my byliśmy na tym dworze?! Tego się nie dowiem.. Poszłam do góry znaleźć jakieś ciuchy. Hm... Wiem! Biały sweter i czarne rurki! To jest to! Szybko ubrałam się i poszłam szukać mamy które musi "ocenić" jak wyglądam. Znalazłam ją w pokoju brata, który chciał iść w dresie.
- Hugo! Na święta nigdy nie ubiera się luźnych ubrań! - robiła mu wykład- Wiesz jaki to jest wstyd!
- No dobra, to w czym mam iść? - zapytal znudzonym tonem
- Pójdziesz w koszuli i dżinsach! - odrzekła
- Ech.. niech będzie - odpowiedział
- Ubieraj mi się szybko, a ja poszukam Rose! - powiedziała i wpadła na mnie w drzwiach.
- Mogę tak iść? - zapytał z nadzieją w głosie
- Tak. Chociaż ty jakoś się ubierasz w porównaniu do brata! - odrzekła i poszła do sypialni ubrać się.
Poszłam do pokoju, zabrałam moją małą czarną torebkę i włożyłam do niej telefon. Do Hogwartu nie można ich zabierać. To dlaczego pisałam do Albusa sowią pocztą? To jestem ja i nikt tego nie połapie...
- Ubrani?! Gotowi?! Możemy jechać?! - krzyczał z dołu tato
- Jeszcze nie! - darła się z sypialni mama- muszę zapakować awaryjne rzeczy!
Ach ta matka. Zawsze musi zabierać ze sobą zapasowe ubrania, itp..
Po 20 minutach wkońcu wyszliśmy z domu i pojechaliśy do Nory..
Nareszczie!
C.D.N
sobota, 25 października 2014
7 Rozdział "Wracamy do domu"
Nadszedł dzień powrotu do domu. Pocałowałam Maksa na pożegnanie. Mimo tego, że też wracał do domu, to nie do nas.. Podróż szybko nam zleciała.. Graliśmy w eksplodującego durnia.. i rozmawialiśmy..
Dojechaliśmy na stację King's Cross. Mama, tata, ciocia Ginny i wujek Harry już na nas czekali. Gdy tylko wyszliśmy z pociągu rzuciłam się rodzicą na szyje.. Strasznie za nimi tęskiniłam.. Hugo zrobił to samo.. Umówili się z wujkami że na święta wszyscy ( cały ród Weasley'ów) pojedziemy do Nory. Wzięliśmy kufry i przeszliśmy na mugolski peron.. Do widzenia Hogwarcie.. Niedługo się zobaczymy.. Pierwsze słowo mamy to
- Jak było na balu?
Wiedziałam, że opowiem jej o Maksie, ale nie w towarzystwie taty i brata..
- Fajnie.. - zaczęłam- dużo tańczyłam..
- Z kim byłaś? - zapytał ostro ojciec
- Z Maksem Thomasem.. - odpowiedziałam ze strachem
- Synem Deana Thomasa? - zapytał zaciekawiony
Niewiedziałam.. nie pytałam się go..
- A co ? - odrzekłam, bo nic innego nie przyszło mi do głowy
- Nic.. - odpowiedział zamyślony
Ech.. Nikt go nie zrozumie..
Gdy dojechaliśmy do domu, czułam się jak w niebie.. Piękny, pachnący lawendą salon.. Z kuchni pachniało obiadem...
- Chcecie już jeść? - zapytała mama, ściągając płaszcz
- Ja tak! - krzyknął Hugo, wbiegając do jadalni
- A ty kochanie? - spytała się mnie mama
- Mogę zjeść.. - powiedziałam
Myślałam oniebieskich migdałach..znaczy o Maksie.. i o Świętach których nie mogłam się doczekać.. nie prezentów.. tylko spotkania ze wszystkimi..
- Rose! chodź na obiad! - krzyknęła mama z kuchni, a ja jak głupa stałam na środku przedpokoju..
Weszłam do jadalni, gdzie czekała na mnie zupa pomidorowa.. Moja ulubiona!
Jak skończyłam jeść poszłam do mojego pokoju. Ach! tak za nim tęskniłam! na łóżku rozłożył się nasz kot..
- Och Jackson! tak mi ciebie brakowałam! - powiedziałam do futrzaka
Odrazu zeskoczył z pościeli i zaczął się łasić... pogłaskałam go za uchem.. zaczął mruczeć..
Wiem! napiszę do Albusa!
Podeszłam do biurka, wzięłam kartkę, długopis i zaczęłam pisać :
Drogie Albusie
Mam nadzieje, że zobaczymy się u dziadków w Norze! Jak tam z Emily? Nie mogę się doczekać! Odpisz jak najszybciej
Rose
Wsunęłam liścik do koperty i przywiązałam mojej sowie do nóżki. Powiedziałam do kogo i odleciała..
Podeszłam do kufra, otworzyłam go i zobaczyłam co mam zadane.. Naszczęście tylko napisać co to jest druzgotek na czarną magię i tyle. Mama weszła do pokoju.
- Kochanie, możesz mi teraz powiedzieć o co chodzi.. - zaczęła
- Mamo.. ja tylko przy tacie nie chciałam mówić.. - powiedziałam
- Teraz go nie ma i możesz mówić - odrzekła z uśmiechem
- No bo .. ten chłopak..z którym byłam na balu.. jest teraz.. moim chłopakiem - wyjąkałam i zarumieniłam sie
- Och Rose! Chłopak w tym wieku? - zaczęła, a ja chciałam się rozpłakać.. Myślałam że mnie zrozumie..
- Nie płacz skarbie! Nie oto mi chodziło! - powiedziała i przytuliła mnie - tylko o to że jesteś już taka dorosła, że już masz chłopaka!
Przestałam płakać. Przytuliłam się do niej jeszcze mocniej.. Jednak mnie rozumiała..
Dojechaliśmy na stację King's Cross. Mama, tata, ciocia Ginny i wujek Harry już na nas czekali. Gdy tylko wyszliśmy z pociągu rzuciłam się rodzicą na szyje.. Strasznie za nimi tęskiniłam.. Hugo zrobił to samo.. Umówili się z wujkami że na święta wszyscy ( cały ród Weasley'ów) pojedziemy do Nory. Wzięliśmy kufry i przeszliśmy na mugolski peron.. Do widzenia Hogwarcie.. Niedługo się zobaczymy.. Pierwsze słowo mamy to
- Jak było na balu?
Wiedziałam, że opowiem jej o Maksie, ale nie w towarzystwie taty i brata..
- Fajnie.. - zaczęłam- dużo tańczyłam..
- Z kim byłaś? - zapytał ostro ojciec
- Z Maksem Thomasem.. - odpowiedziałam ze strachem
- Synem Deana Thomasa? - zapytał zaciekawiony
Niewiedziałam.. nie pytałam się go..
- A co ? - odrzekłam, bo nic innego nie przyszło mi do głowy
- Nic.. - odpowiedział zamyślony
Ech.. Nikt go nie zrozumie..
Gdy dojechaliśmy do domu, czułam się jak w niebie.. Piękny, pachnący lawendą salon.. Z kuchni pachniało obiadem...
- Chcecie już jeść? - zapytała mama, ściągając płaszcz
- Ja tak! - krzyknął Hugo, wbiegając do jadalni
- A ty kochanie? - spytała się mnie mama
- Mogę zjeść.. - powiedziałam
Myślałam o
- Rose! chodź na obiad! - krzyknęła mama z kuchni, a ja jak głupa stałam na środku przedpokoju..
Weszłam do jadalni, gdzie czekała na mnie zupa pomidorowa.. Moja ulubiona!
Jak skończyłam jeść poszłam do mojego pokoju. Ach! tak za nim tęskniłam! na łóżku rozłożył się nasz kot..
- Och Jackson! tak mi ciebie brakowałam! - powiedziałam do futrzaka
Odrazu zeskoczył z pościeli i zaczął się łasić... pogłaskałam go za uchem.. zaczął mruczeć..
Wiem! napiszę do Albusa!
Podeszłam do biurka, wzięłam kartkę, długopis i zaczęłam pisać :
Drogie Albusie
Mam nadzieje, że zobaczymy się u dziadków w Norze! Jak tam z Emily? Nie mogę się doczekać! Odpisz jak najszybciej
Rose
Wsunęłam liścik do koperty i przywiązałam mojej sowie do nóżki. Powiedziałam do kogo i odleciała..
Podeszłam do kufra, otworzyłam go i zobaczyłam co mam zadane.. Naszczęście tylko napisać co to jest druzgotek na czarną magię i tyle. Mama weszła do pokoju.
- Kochanie, możesz mi teraz powiedzieć o co chodzi.. - zaczęła
- Mamo.. ja tylko przy tacie nie chciałam mówić.. - powiedziałam
- Teraz go nie ma i możesz mówić - odrzekła z uśmiechem
- No bo .. ten chłopak..z którym byłam na balu.. jest teraz.. moim chłopakiem - wyjąkałam i zarumieniłam sie
- Och Rose! Chłopak w tym wieku? - zaczęła, a ja chciałam się rozpłakać.. Myślałam że mnie zrozumie..
- Nie płacz skarbie! Nie oto mi chodziło! - powiedziała i przytuliła mnie - tylko o to że jesteś już taka dorosła, że już masz chłopaka!
Przestałam płakać. Przytuliłam się do niej jeszcze mocniej.. Jednak mnie rozumiała..
6 Rozdział "Bal Bożonarodzeniowy" cz. II
- Chcesz ze mną być? - wypalił
Ja, nadal wtulona w niego, szepnęłam
-Tak. Obiecaj, że mnie nie zostawisz ..
Popatrzyłam w jego niebieskie oczy.
- Nigdy - odrzekł, po czym pocałowal mnie tak jak nigdy... znaczy jak pierwszy raz ... Marzyłam tylko o dwóch rzeczach.. Żeby ta chwila trwała wiecznie.. i żeby Mcgonagall nam nie przeszkodziła..
Jak skończyliśmy, uśmiechnęłam się do niego i rzuciłam w ramiona.. W oddali zobaczyłam również całujących się Albusa i Emily oraz Jamesa i Hannę... Chyba każdemu z nas bal się udał..
Gdy zegar wybił północ, nauczyciele kazali wracać do dormitoriów. Całą drogę trzymaliśmy się z Maksem za ręke. Gdy przeszliśmy przez dziurę w portrecie, "mój" chłopak pocałował mnie w ręke, a ja go w policzek. Weszłyśmy z dziewczynami do naszego pokoju i zaczęły się opowiadania..
- Chodzę z Albusem! - powiedziała Em z radością
- A ja z Maksem - odpowiedziałam z dumą
- Haha - zaśmiała się Han - a ja z Jamesem!
Pogadałyśmy jeszcze i poszłyśmy spać. Za dwa dni razem z Hugo, Lily i kuzynami wracaliśmy do domu na święta.. Miałam dwa dni na nacieszenie się Maksem.. Spędziliśmy je w szóstkę na spacerach na błoniach.. To chłopaki się nawalali na śnieżki.. To jeździliśmy na zamarzniętym jeziorze..
Rozdział jest krótki ponieważ, jest to dokończenie ;)
Ja, nadal wtulona w niego, szepnęłam
-Tak. Obiecaj, że mnie nie zostawisz ..
Popatrzyłam w jego niebieskie oczy.
- Nigdy - odrzekł, po czym pocałowal mnie tak jak nigdy... znaczy jak pierwszy raz ... Marzyłam tylko o dwóch rzeczach.. Żeby ta chwila trwała wiecznie.. i żeby Mcgonagall nam nie przeszkodziła..
Jak skończyliśmy, uśmiechnęłam się do niego i rzuciłam w ramiona.. W oddali zobaczyłam również całujących się Albusa i Emily oraz Jamesa i Hannę... Chyba każdemu z nas bal się udał..
Gdy zegar wybił północ, nauczyciele kazali wracać do dormitoriów. Całą drogę trzymaliśmy się z Maksem za ręke. Gdy przeszliśmy przez dziurę w portrecie, "mój" chłopak pocałował mnie w ręke, a ja go w policzek. Weszłyśmy z dziewczynami do naszego pokoju i zaczęły się opowiadania..
- Chodzę z Albusem! - powiedziała Em z radością
- A ja z Maksem - odpowiedziałam z dumą
- Haha - zaśmiała się Han - a ja z Jamesem!
Pogadałyśmy jeszcze i poszłyśmy spać. Za dwa dni razem z Hugo, Lily i kuzynami wracaliśmy do domu na święta.. Miałam dwa dni na nacieszenie się Maksem.. Spędziliśmy je w szóstkę na spacerach na błoniach.. To chłopaki się nawalali na śnieżki.. To jeździliśmy na zamarzniętym jeziorze..
Rozdział jest krótki ponieważ, jest to dokończenie ;)
środa, 22 października 2014
6 Rozdział "Bal Bożonarodzeniowy" Cz.I
23 Grudnia! Dzień Balu!
Szybko wstałam i ubrałam się, obudziłam dziewczyny i zeszłyśmy na dół, do Wielkiej sali. Jak podsłyszałam rozmowy, około dziesięciu osób to wszyscy rozmawiali tylko o balu! Napięcie rośnie!
Zjadłyśmy tosty, i poszłyśmy szukać chłopaków. Max i Albus rozmawiali na końcu stołu, a James dopiero wszedł. Hanna podeszła do niego, a my z Emily poszłyśmy w stronę naszych partnerów.
- Hej - zagadałam do nich - macie stresa?
- Ja tak - odpowiedział Al - boję się że coś pójdzie nie tak..
- Nie mów tak - odrzekła Em - dla mnie będziesz się liczył tylko t..- urwała i zarumieniła się
Albus uśmiechnął się do niej, a ona odwzajemniła.
Pogadałyśmy jeszcze chwilę z chłopakami i poszłyśmy szukać Han. To co zobaczyłyśy.. zamurowało... ale trochę nas to bawiło...
James całowałam się z Hanną na środku korytarza... i na nikogo nie zwracali uwagi.
Zaczęłyśmy z Emily chichotać jak złośliwe chochliki. Z sali wyszli Max i Albus i podeszli szybko do nas.
- Ja bym się tak wstydził przy "całej" szkolę całować - zaczął Al
- Och Albus to jest miłość ! - powiedziałam i zaczęli się z nami śmiać, ale cicho żeby zakochanym nie przerwać taki pięknej chwili.
Naszczęście Mcgonagall uratowała sytuację.
- Panie Potter i Panno Andrew's-odrzekła ostro profesorka - nie wstyd tak przy całej szkole?
Emily zrobiła się cała czerwona, a James jak to on tylko się uśmiechał, obejmując przy tym Han.
- Jeżeli jeszcze raz zobaczę taką wstydliwą sytuacje, będe zmuszona napisać do waszych rodzin! - krzyknęła i odeszła.
Podbiegliśmy szybko do nich.
- James co ci odwala !? - zapytał z gniewem Al - wiesz co by było gdyby matka się dowiedziała ?
- "Jeszcze jeden taki incydent i wracasz do domu" - cytowała ciocię Ginny a Hanna chichotała.
Albus wyglądał jakby zaraz miał się rzucić na Jamesa, a ja zaczęłam ratować sytuację.
- Chłopaki, to gdzie się umawiamy przed balem? - zapytałam szybko
- Niewiem, może w pokoju wspólnym? - odrzekł Maks, a my pokiwaliśmy głowami na znak że się zgadzamy.
Potem poszłyśmy do dormitorium na obmyślanie co będziemy robić na balu. Ale Em musiała spytać Hanny, co jej odwaliło żeby całować się na sierotku korytarza.
- No bo, kiedy wy poszłyście do chłopaków, James zapytał mnie jak się mam, a ja mu że dobrze - opowiadała jak nakręcona - i on powiedział że ma dla mnie "prezent" , zdziwiłam się o co mu chodzi.. i powiedział żebyśmy wyszli z sali i nagle mnie pocałował.. całował jak we śnie...
- Zakochałaś się,tak ? - wypaliłam z uśmiechem
- TAK! - krzyknęła i zaczęła przytulać się do poduszki - kocham go !
Myślałam na początku jej szaleństwa że James dolał jej czegoś do herbaty, ale potem przekonałam się że nie.
Około godziny 18.00, czyli 2 godziny przed balem zaczęłyśy się szykować. No wkońcu jesteśmy dziewczyny! Poszłam pierwsza do łazienki, bo wiedziałam że jak Hanna tam wejdzie to to już nie wyjdzie. Umalowałam usta szminką na różowo, pomalowałam mascarą rzęsy i przypudrowałam policzki. Wyszłam w samej bieliźnie, ale w szlafroku! Emily weszła do łazienki a ja zaczęłam ubierać się w sukienkę. Em była w toalcie 10 minut, czyli tyle co ja. Teraz weszła Han i wiedziałyśmy że trochę to potrwa. Uważała że " przy Jamesie musi wyglądać pięknie". Emily ubrała się w sukienkę, a odziwo Hanna była tylko 15 minut! Szybko ubrała się w sukienkę, zabrałyśmy torebki i wyszłyśmy z dormitorium. Chłopacy już tam byli. Max miał białą koszulę z czarnym krawatem, oraz tego samego koloru marynarkę. Albus był ubrany tak samo, a James miał czarną koszulę, biały krawat i oraz takiego samego koloru marynarkę. Podeszłyśmy do nich, i Max powiedział do mnie :
- Pięknie wyglądasz
Zarumieniłam się.
- Ty też
Zeszliśmy na dół do wielkiej sali, która wyglądała pięknie: miała girlandy, więlką choinkę, świecę były koloru czerwonego, a gdzieniegdzie były jemioły... Przy wejściu kto chciał mógł zrobić sobie lub z partnerem zdjęcie. Zapytałam Maksa czy chce, on szybko się zgodził. Złapał mnie za ręke i ruszyliśmy w stronę fotografa. Był tam Scorpius Malfoy, ze swoją partnerką. Gdy zszedł z kadru, ja szybko schowałam się za Maksa. Na szczęście ślizgon mnie nie zobaczył. Weszliśmy na podest i uśmiechneliśmy się. Błysło światło. Powiedziałam że chcemy 2 więc kazał jeszcze raz się ustawić. Znowu błysnęło, a my poszliśy szukać Em i Albusa. Szybko ich znaleźliśmy, rozmawiali przy stole, pijąc kremowe piwo. Hannę i Jamesa widziała już w oddali. Całowali się pod jemiołą. Nie nowość.. moja wyobraźnia znowu płata mi figle.. ja i Maks pod jedną z nich....
- Rose, jak się bawisz? - wyrwał mnie z zamyślenia partner
- Super - odpowiedziałam z uśmiechem - idziemy zatańczyć?
Może nie powinnam tego mówić.. On powinien mnie zapytać..
- Pewnie- odpowiedział z uśmiechem
Wziął mnie za rękę i szłam za nim na parkiet. Machnięciem ręki zasygnalizowałam Em żeby zaprosiła Albusa do tańca. Przyjęła komunikat i już szybko zaczęła rozmawiać z Alem. Gdy "dotarłam" na parkiet były akurat muzyka disco więc zaczęły się wygibasy. Nie tańczyłam za dobrze, ale nie nie tragicznie. Max był świetnym tancerzem. Gdy skończyła się piosenka, zacząła się ballada..
Dostrzegłam w oddali Hannę już tańczącą z Jamesem wolny taniec.. A nieco bliżej Emily z Albusem.. Też tańczyli.. Nagle Max zapytał czy chce tańczyć, a ja że oczywiście... I tak wolno przetańczliśmy może z pięć piosenek.. niewiem.. byłam w innym świecie.. Moim świecie..Naszym świecie.. liczył sie Max i tylko on..
Nagle zapytał mnie o coś..
CDN
Szybko wstałam i ubrałam się, obudziłam dziewczyny i zeszłyśmy na dół, do Wielkiej sali. Jak podsłyszałam rozmowy, około dziesięciu osób to wszyscy rozmawiali tylko o balu! Napięcie rośnie!
Zjadłyśmy tosty, i poszłyśmy szukać chłopaków. Max i Albus rozmawiali na końcu stołu, a James dopiero wszedł. Hanna podeszła do niego, a my z Emily poszłyśmy w stronę naszych partnerów.
- Hej - zagadałam do nich - macie stresa?
- Ja tak - odpowiedział Al - boję się że coś pójdzie nie tak..
- Nie mów tak - odrzekła Em - dla mnie będziesz się liczył tylko t..- urwała i zarumieniła się
Albus uśmiechnął się do niej, a ona odwzajemniła.
Pogadałyśmy jeszcze chwilę z chłopakami i poszłyśmy szukać Han. To co zobaczyłyśy.. zamurowało... ale trochę nas to bawiło...
James całowałam się z Hanną na środku korytarza... i na nikogo nie zwracali uwagi.
Zaczęłyśmy z Emily chichotać jak złośliwe chochliki. Z sali wyszli Max i Albus i podeszli szybko do nas.
- Ja bym się tak wstydził przy "całej" szkolę całować - zaczął Al
- Och Albus to jest miłość ! - powiedziałam i zaczęli się z nami śmiać, ale cicho żeby zakochanym nie przerwać taki pięknej chwili.
Naszczęście Mcgonagall uratowała sytuację.
- Panie Potter i Panno Andrew's-odrzekła ostro profesorka - nie wstyd tak przy całej szkole?
Emily zrobiła się cała czerwona, a James jak to on tylko się uśmiechał, obejmując przy tym Han.
- Jeżeli jeszcze raz zobaczę taką wstydliwą sytuacje, będe zmuszona napisać do waszych rodzin! - krzyknęła i odeszła.
Podbiegliśmy szybko do nich.
- James co ci odwala !? - zapytał z gniewem Al - wiesz co by było gdyby matka się dowiedziała ?
- "Jeszcze jeden taki incydent i wracasz do domu" - cytowała ciocię Ginny a Hanna chichotała.
Albus wyglądał jakby zaraz miał się rzucić na Jamesa, a ja zaczęłam ratować sytuację.
- Chłopaki, to gdzie się umawiamy przed balem? - zapytałam szybko
- Niewiem, może w pokoju wspólnym? - odrzekł Maks, a my pokiwaliśmy głowami na znak że się zgadzamy.
Potem poszłyśmy do dormitorium na obmyślanie co będziemy robić na balu. Ale Em musiała spytać Hanny, co jej odwaliło żeby całować się na sierotku korytarza.
- No bo, kiedy wy poszłyście do chłopaków, James zapytał mnie jak się mam, a ja mu że dobrze - opowiadała jak nakręcona - i on powiedział że ma dla mnie "prezent" , zdziwiłam się o co mu chodzi.. i powiedział żebyśmy wyszli z sali i nagle mnie pocałował.. całował jak we śnie...
- Zakochałaś się,tak ? - wypaliłam z uśmiechem
- TAK! - krzyknęła i zaczęła przytulać się do poduszki - kocham go !
Myślałam na początku jej szaleństwa że James dolał jej czegoś do herbaty, ale potem przekonałam się że nie.
Około godziny 18.00, czyli 2 godziny przed balem zaczęłyśy się szykować. No wkońcu jesteśmy dziewczyny! Poszłam pierwsza do łazienki, bo wiedziałam że jak Hanna tam wejdzie to to już nie wyjdzie. Umalowałam usta szminką na różowo, pomalowałam mascarą rzęsy i przypudrowałam policzki. Wyszłam w samej bieliźnie, ale w szlafroku! Emily weszła do łazienki a ja zaczęłam ubierać się w sukienkę. Em była w toalcie 10 minut, czyli tyle co ja. Teraz weszła Han i wiedziałyśmy że trochę to potrwa. Uważała że " przy Jamesie musi wyglądać pięknie". Emily ubrała się w sukienkę, a odziwo Hanna była tylko 15 minut! Szybko ubrała się w sukienkę, zabrałyśmy torebki i wyszłyśmy z dormitorium. Chłopacy już tam byli. Max miał białą koszulę z czarnym krawatem, oraz tego samego koloru marynarkę. Albus był ubrany tak samo, a James miał czarną koszulę, biały krawat i oraz takiego samego koloru marynarkę. Podeszłyśmy do nich, i Max powiedział do mnie :
- Pięknie wyglądasz
Zarumieniłam się.
- Ty też
Zeszliśmy na dół do wielkiej sali, która wyglądała pięknie: miała girlandy, więlką choinkę, świecę były koloru czerwonego, a gdzieniegdzie były jemioły... Przy wejściu kto chciał mógł zrobić sobie lub z partnerem zdjęcie. Zapytałam Maksa czy chce, on szybko się zgodził. Złapał mnie za ręke i ruszyliśmy w stronę fotografa. Był tam Scorpius Malfoy, ze swoją partnerką. Gdy zszedł z kadru, ja szybko schowałam się za Maksa. Na szczęście ślizgon mnie nie zobaczył. Weszliśmy na podest i uśmiechneliśmy się. Błysło światło. Powiedziałam że chcemy 2 więc kazał jeszcze raz się ustawić. Znowu błysnęło, a my poszliśy szukać Em i Albusa. Szybko ich znaleźliśmy, rozmawiali przy stole, pijąc kremowe piwo. Hannę i Jamesa widziała już w oddali. Całowali się pod jemiołą. Nie nowość.. moja wyobraźnia znowu płata mi figle.. ja i Maks pod jedną z nich....
- Rose, jak się bawisz? - wyrwał mnie z zamyślenia partner
- Super - odpowiedziałam z uśmiechem - idziemy zatańczyć?
Może nie powinnam tego mówić.. On powinien mnie zapytać..
- Pewnie- odpowiedział z uśmiechem
Wziął mnie za rękę i szłam za nim na parkiet. Machnięciem ręki zasygnalizowałam Em żeby zaprosiła Albusa do tańca. Przyjęła komunikat i już szybko zaczęła rozmawiać z Alem. Gdy "dotarłam" na parkiet były akurat muzyka disco więc zaczęły się wygibasy. Nie tańczyłam za dobrze, ale nie nie tragicznie. Max był świetnym tancerzem. Gdy skończyła się piosenka, zacząła się ballada..
Dostrzegłam w oddali Hannę już tańczącą z Jamesem wolny taniec.. A nieco bliżej Emily z Albusem.. Też tańczyli.. Nagle Max zapytał czy chce tańczyć, a ja że oczywiście... I tak wolno przetańczliśmy może z pięć piosenek.. niewiem.. byłam w innym świecie.. Moim świecie..Naszym świecie.. liczył sie Max i tylko on..
Nagle zapytał mnie o coś..
CDN
poniedziałek, 20 października 2014
5 Rozdział "Już niebawem bal "
Tydzień po ogłoszeniu balu, pierwszo i drugoroczniacy pojechali do domów żeby przygotować się na swój bal. My czekaliśmy na nasz który odbędzie się 2 dni po ich przyjęciu. Ale nam, starszym klasom pozwolono iść do Hogesmade żeby kupić szaty wyjściowe. Rano po śniadaniu, Mcgonagall wołała nas na zbiórkę. Nadal nie wiedziałam z kim idzie Hanna... Więc jak szliśmy do miasteczka zawołałam ją.
- Han, z kim idziesz? - zapytałam
- Z Jamesem - powiedziała z uśmiechem
- Moim kuzynem!? - krzyknęłam zdziwiona
- Tak, z nim - odpowiedziała - sam mnie zapytałam, Zdziwiłam się że wogóle mnie zna...
- Zna,zna - powiedziałam zawstydzona - kiedy przyjechali do mnie w wakacje, poopowiadał im trochę o was...
- Naprawdę? kochana jesteś! - odpowiedziała i przytuliła mnie
Gdy w końcu dotarliśmy do Hogesmead, najpierw poszłyśmy do trzech mioteł, żeby napić się czegoś gorącego. Potem nadszedł moment, na który czekałyśmy najbardziej. Sukienki. Udałyśmy się do madame Rosalindy, żeby jakieś obejrzeć. Emily odrazu wypatrzyła sobię fajną sukienkę : pudrowo różową, koronkową, ze złotym paskiem... Potem ja znalazłam sobię piękną sukienkę : czarną, całą falbankowaną, oraz z kokardą... A Han znalazła miętową, rówież koronkową, z brązowym paskiem.
Nagle zobaczyłyśmy jak Albus, Max i James wchodzą tutaj! Szybko schowałyśmy sukienki, bo chciałyśmy zrobić im małą niespodziankę w jakich sukienkach przyjdziemy.. Jednak oni tylko weszli i zobaczyli że to damski sklep.. A raczej Madame Rosalinda ich wygoniła.. Wyszłyśmy ze sklepu i udałyśmy się w stronę zamku. Tam musiał akurat przechodzić Scorpius Malfoy z jego kolegą!
- Witaj Weasley jednak was wkońcu na coś stać? Bo słyszałem że jesteście jedną z najbiedniejszych rodzin czarodziejów! I jeszcze masz znajomych! To naprawdę cud! - odrzekł z szyderczym uśmiechem.
Miałam ochotę się rozpłakać. To prawda, kiedyś jak mój tato był dzieckiem to nie byli najbogatsi ... Miał szóstkę rodzeństwa! A razem z nim siedem! A to dlatego że babcia chciała mieć córkę! I dlatego ciocia Ginny urodziła się siódma, bo tyle razy próbowali!
- Odczep się od niej Malfoy! - to był Max, razem z Albusem i Jamesem.
Ten odrazu się ulotnił. Chciałam się rzucić Maksowi na szyję i mu podziękować za wybawienie mnie.. Kochałam go, ale on o tym nie wiedział...
-Nic ci nie jest Rose?- zapytał Al
Miałam zaczerwienione oczy. Prawie się poryczłam.. Ale mój Max mnie uratował ... Będe to sobie wmawiać i nikt tego nie zmieni..
- Idziemy ? bo zimno - zapytała Hanna
-Tak tak..- odpowiedziałam jej
Całą drogę szłam przytulona do Albusa. On był dla mnie jak brat.. Kochałam go tak samo jak Maksa. Zawsze mi pomagał.. Emily patrzyła na mnie wzrokiem bazyliszka. Zaczęłam się bać.. Naprawdę ona czasami mnie przeraża.. To jest mój kuzyn i mam prawo się do niego przytulać! Ona i nikt inny tego nie zmieni! Dotarliśmy do zamku cali zziębnięci. Mam tylko nadzieje że nie rozchorujemy się przed balem.
Wróciłyśmy do dormitorium, a z dziewczynami do naszego pokoju. Już myślałam że Em, zrobi mi awanturę ale nie. A na parapecie siedziała moja rodzinna sowa. Podeszłam do niej i odwiązałam liścik który był przywiązany do jej nóżki :
Kochana Rose !
Mam nadzieje że przyjedziesz do domu chociaż na kilka dni po balu. Myślę że kupiłaś już sobie sukienkę! Ale nie za skąpą! Tęsknimy za tobą! Hugo już jutro jedzie do Hogwartu na swój bal! Oni naszczęście nie muszą mieć partnerek! Co to by było ! Odpisz jak najszybciej ! Całuski
Mama
PS Pozdrów koleżanki, Albusa, Jamesa i twojego partnera!
Nie myśląc ani chwili, wzięłam pergamin i odpisałam :
Drogo Mamo !
Przyjadę oczywiście do domu! Mam nadzieje że na święta pójdziemy do dziadków Weasley'ów ! Uwielbiam gdy jesteśmy tam wszyscy! Kupiłam już sukienkę! I nie jest skąpa! Ja mam 13 lat a bnie 18! Też za wami tęsknie! Pozdrów tatę! Całuje
Rose
Po odpisaniu na list wzięłam moją sowę Arię i przywiązałam jej do nóżki wiadomość. Powiedziałam do kogo, odeszłam od okna, pozdrowiłam koleżanki (od mamy) poszłam się myć, ubrałam się i poszłam spać..
Śniło mi się że tańczę balladę z Maksem a potem od mnie całuje... Ja to jednak mam dziwne sny!
A oto sukienki dziewczyn :
Rose
PS nie zwracajcie uwagi na cenę ^^
- Han, z kim idziesz? - zapytałam
- Z Jamesem - powiedziała z uśmiechem
- Moim kuzynem!? - krzyknęłam zdziwiona
- Tak, z nim - odpowiedziała - sam mnie zapytałam, Zdziwiłam się że wogóle mnie zna...
- Zna,zna - powiedziałam zawstydzona - kiedy przyjechali do mnie w wakacje, poopowiadał im trochę o was...
- Naprawdę? kochana jesteś! - odpowiedziała i przytuliła mnie
Gdy w końcu dotarliśmy do Hogesmead, najpierw poszłyśmy do trzech mioteł, żeby napić się czegoś gorącego. Potem nadszedł moment, na który czekałyśmy najbardziej. Sukienki. Udałyśmy się do madame Rosalindy, żeby jakieś obejrzeć. Emily odrazu wypatrzyła sobię fajną sukienkę : pudrowo różową, koronkową, ze złotym paskiem... Potem ja znalazłam sobię piękną sukienkę : czarną, całą falbankowaną, oraz z kokardą... A Han znalazła miętową, rówież koronkową, z brązowym paskiem.
Nagle zobaczyłyśmy jak Albus, Max i James wchodzą tutaj! Szybko schowałyśmy sukienki, bo chciałyśmy zrobić im małą niespodziankę w jakich sukienkach przyjdziemy.. Jednak oni tylko weszli i zobaczyli że to damski sklep.. A raczej Madame Rosalinda ich wygoniła.. Wyszłyśmy ze sklepu i udałyśmy się w stronę zamku. Tam musiał akurat przechodzić Scorpius Malfoy z jego kolegą!
- Witaj Weasley jednak was wkońcu na coś stać? Bo słyszałem że jesteście jedną z najbiedniejszych rodzin czarodziejów! I jeszcze masz znajomych! To naprawdę cud! - odrzekł z szyderczym uśmiechem.
Miałam ochotę się rozpłakać. To prawda, kiedyś jak mój tato był dzieckiem to nie byli najbogatsi ... Miał szóstkę rodzeństwa! A razem z nim siedem! A to dlatego że babcia chciała mieć córkę! I dlatego ciocia Ginny urodziła się siódma, bo tyle razy próbowali!
- Odczep się od niej Malfoy! - to był Max, razem z Albusem i Jamesem.
Ten odrazu się ulotnił. Chciałam się rzucić Maksowi na szyję i mu podziękować za wybawienie mnie.. Kochałam go, ale on o tym nie wiedział...
-Nic ci nie jest Rose?- zapytał Al
Miałam zaczerwienione oczy. Prawie się poryczłam.. Ale mój Max mnie uratował ... Będe to sobie wmawiać i nikt tego nie zmieni..
- Idziemy ? bo zimno - zapytała Hanna
-Tak tak..- odpowiedziałam jej
Całą drogę szłam przytulona do Albusa. On był dla mnie jak brat.. Kochałam go tak samo jak Maksa. Zawsze mi pomagał.. Emily patrzyła na mnie wzrokiem bazyliszka. Zaczęłam się bać.. Naprawdę ona czasami mnie przeraża.. To jest mój kuzyn i mam prawo się do niego przytulać! Ona i nikt inny tego nie zmieni! Dotarliśmy do zamku cali zziębnięci. Mam tylko nadzieje że nie rozchorujemy się przed balem.
Wróciłyśmy do dormitorium, a z dziewczynami do naszego pokoju. Już myślałam że Em, zrobi mi awanturę ale nie. A na parapecie siedziała moja rodzinna sowa. Podeszłam do niej i odwiązałam liścik który był przywiązany do jej nóżki :
Kochana Rose !
Mam nadzieje że przyjedziesz do domu chociaż na kilka dni po balu. Myślę że kupiłaś już sobie sukienkę! Ale nie za skąpą! Tęsknimy za tobą! Hugo już jutro jedzie do Hogwartu na swój bal! Oni naszczęście nie muszą mieć partnerek! Co to by było ! Odpisz jak najszybciej ! Całuski
Mama
PS Pozdrów koleżanki, Albusa, Jamesa i twojego partnera!
Nie myśląc ani chwili, wzięłam pergamin i odpisałam :
Drogo Mamo !
Przyjadę oczywiście do domu! Mam nadzieje że na święta pójdziemy do dziadków Weasley'ów ! Uwielbiam gdy jesteśmy tam wszyscy! Kupiłam już sukienkę! I nie jest skąpa! Ja mam 13 lat a bnie 18! Też za wami tęsknie! Pozdrów tatę! Całuje
Rose
Po odpisaniu na list wzięłam moją sowę Arię i przywiązałam jej do nóżki wiadomość. Powiedziałam do kogo, odeszłam od okna, pozdrowiłam koleżanki (od mamy) poszłam się myć, ubrałam się i poszłam spać..
Śniło mi się że tańczę balladę z Maksem a potem od mnie całuje... Ja to jednak mam dziwne sny!
A oto sukienki dziewczyn :
Rose
PS nie zwracajcie uwagi na cenę ^^
Emily
Hanna
Dzięki za przeczytanie ^^ Będe wdzięczna za zostawienie komentarza ;)
środa, 15 października 2014
4 Rozdział "Bal"
Nie spałam.
Tylko gapiłam się w sufit.
-ROSE! Wstawaj! - krzyknęła Emily.
-Juuuuż wstaaaaje - odpowiedziałam ziewając.
Gdy wkońcu wygramoliłam się z łóżka, poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic i ubrałam się. Potem z dziewczynami poszłyśmy do wielkiej sali, gdzie odziwo były tłumy uczniów. Jak się okazało, dyrektor chciał coś ogłosić.
- Drodzy uczniowie! - zagrzmiał. - w tym roku odbędzie się Bal bożonarodzeniowy!
Wszyscy zaczęli szeptać do siebie nawzajem.
-Ale - zaczął. - bal jest tylko dla uczniów od 3 roku!
Twarze pierwszo i drugoklasistów posmutniały.
- Nie smućcie się młodsi - powiedział - bo dla was też będzie bal, tylko że nie będzie trwał całą noc!
Ich buzię momentalnie zaczęły się uśmiechać.
-Pierwszoroczni i drugo - znowu zaczął - pojedziecie tydzień przed balem do domu, żeby przygotować się do uroczystości, oraz każdy uczeń wyższych roczników musi znaleźć sobie partnera.
Już wiedziałam kogo zaproszę. Maxa. Albo on mnie. Bo trochę niewypada żeby dziewczyna prosiła chłopaka... Jestem ciekawa z kim pójdzie Albus...
-UCZNIOWIE KLAS STARSZYCH - zagrzmiał - nie wrócą do domu, tylko pójdą do Hogsmeade
żeby kupić potrzebne rzeczy! NAWET Ci którzy nie mają pozwolenia!
Mimo, że ja miałam zgodę to cieszyłam się z tej nowiny bo Hanna zapomniała ze sobą wziąść ze sobą pozwolenia. A na dodatek je zgubiła. Po skończonym przemówieniu dyrektora, McGonagall rozdała nam plany lekcji.
- Mamy dzisiaj transmutację, obronę przed czarną magią, eliksiry i nowy przedmiot: Wróżbiarstwo! - powiedziała radośnie Emily.
- My z Han nie mamy wróżbiarstwa, tylko Opiekę nad magicznymi stworzeniami - powiedziałam jej.
- Och... szkoda - odrzekła z wymuszonym uśmiechem.
- Pospieszmy się, bo zaraz dzwonek ! - krzyknęła Hanna.
Pobiegłyśmy szybko do sali lekcyjnej. Naszczęście Mcgonagall jeszcze nie było. Transmutacje mieliśmy z Krukonami. Więc nie było źle. Em zarobiła u profesorki 5 punktów za odpowiedź. Po dzwonku zaczepił mnie Max.
- Hej, Rose tak sobie myślałem... - zaczął - czy może chciałabyś ze mną iść na bal?
Zamurowało mnie ze szczęścia,
-P-p-pewnie - wyjąkałam - chętnie.
Uśmiechnęłam się do niego. Odwzajemnił.
Pobiegłam uradowana na OPCM, żeby wszystko powiedzieć dziewczynom. Niestety zadzwonił dzwonek, więc musiłam im powiedzieć po lekcji. Profesor Finnegan zaczął lekcję. Zarobiłam 10 punktów za poskromnienie bogina. Mój przybiera postać pająka, czyli tak jak mojego taty. Po skończonej lekcji, szybko dogoniłam dziewczyny i powiedziłam im o Maksie.
- Żartujesz?- zapytała Hanna.
- Nie. - powiedziałam z uśmiechem, bo nadal nie wierzyłam w moje szczęście.
- Szkoda że Albus, widzi we mnie tylko przyjaciółkę - powiedziała Emily - dała bym wszystko, żeby mnie zaprosił.
"Przypadkiem" Al przeszedł obok nas i uśmiechął się do Emily. Odwazjeminiła uśmiech i zarumieniła się. Po skończonym dniu wróciłyśmy z dziewczynami do dormitorium. Albus zapytał Em, czy może na chwilę do niego podejść. Ona w skocznym kroku pobiegła do niego. Z Han umyłyśmy się i przebrałyśmy się w piżamy. Ja w moją różową z krótkim rękawem w serca, a Hanna w szarą koszulę z kotami. Po jakiś 10 minutach wpadła uradowana Emily. Już bez pytania jej wiedziałam co się stało. Al zaprosił ją na bal.
- Zgadnijcie co się stało - mówiła Emily biegając po pokoju.
-Albus zaprosił Cię na bal, tak ? -odpowiedziałam.
- Z kąd wiedziałaś ? -zapytała, wciąż tańcząc z radości.
- Intuicja. - odpowiedziałam, po czym wszystkie zaczęłyśmy się śmiać i bić na poduszki.
Potem wróciłyśmy do swoich łóżek i poszłyśmy spać...
TERAZ PROŚBA DO WAS CZYTELNICY ! ^^ jakie sukienki wybiorą dziewczyny ? ;) piszcie w komentarzach.
Tylko gapiłam się w sufit.
-ROSE! Wstawaj! - krzyknęła Emily.
-Juuuuż wstaaaaje - odpowiedziałam ziewając.
Gdy wkońcu wygramoliłam się z łóżka, poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic i ubrałam się. Potem z dziewczynami poszłyśmy do wielkiej sali, gdzie odziwo były tłumy uczniów. Jak się okazało, dyrektor chciał coś ogłosić.
- Drodzy uczniowie! - zagrzmiał. - w tym roku odbędzie się Bal bożonarodzeniowy!
Wszyscy zaczęli szeptać do siebie nawzajem.
-Ale - zaczął. - bal jest tylko dla uczniów od 3 roku!
Twarze pierwszo i drugoklasistów posmutniały.
- Nie smućcie się młodsi - powiedział - bo dla was też będzie bal, tylko że nie będzie trwał całą noc!
Ich buzię momentalnie zaczęły się uśmiechać.
-Pierwszoroczni i drugo - znowu zaczął - pojedziecie tydzień przed balem do domu, żeby przygotować się do uroczystości, oraz każdy uczeń wyższych roczników musi znaleźć sobie partnera.
Już wiedziałam kogo zaproszę. Maxa. Albo on mnie. Bo trochę niewypada żeby dziewczyna prosiła chłopaka... Jestem ciekawa z kim pójdzie Albus...
-UCZNIOWIE KLAS STARSZYCH - zagrzmiał - nie wrócą do domu, tylko pójdą do Hogsmeade
żeby kupić potrzebne rzeczy! NAWET Ci którzy nie mają pozwolenia!
Mimo, że ja miałam zgodę to cieszyłam się z tej nowiny bo Hanna zapomniała ze sobą wziąść ze sobą pozwolenia. A na dodatek je zgubiła. Po skończonym przemówieniu dyrektora, McGonagall rozdała nam plany lekcji.
- Mamy dzisiaj transmutację, obronę przed czarną magią, eliksiry i nowy przedmiot: Wróżbiarstwo! - powiedziała radośnie Emily.
- My z Han nie mamy wróżbiarstwa, tylko Opiekę nad magicznymi stworzeniami - powiedziałam jej.
- Och... szkoda - odrzekła z wymuszonym uśmiechem.
- Pospieszmy się, bo zaraz dzwonek ! - krzyknęła Hanna.
Pobiegłyśmy szybko do sali lekcyjnej. Naszczęście Mcgonagall jeszcze nie było. Transmutacje mieliśmy z Krukonami. Więc nie było źle. Em zarobiła u profesorki 5 punktów za odpowiedź. Po dzwonku zaczepił mnie Max.
- Hej, Rose tak sobie myślałem... - zaczął - czy może chciałabyś ze mną iść na bal?
Zamurowało mnie ze szczęścia,
-P-p-pewnie - wyjąkałam - chętnie.
Uśmiechnęłam się do niego. Odwzajemnił.
Pobiegłam uradowana na OPCM, żeby wszystko powiedzieć dziewczynom. Niestety zadzwonił dzwonek, więc musiłam im powiedzieć po lekcji. Profesor Finnegan zaczął lekcję. Zarobiłam 10 punktów za poskromnienie bogina. Mój przybiera postać pająka, czyli tak jak mojego taty. Po skończonej lekcji, szybko dogoniłam dziewczyny i powiedziłam im o Maksie.
- Żartujesz?- zapytała Hanna.
- Nie. - powiedziałam z uśmiechem, bo nadal nie wierzyłam w moje szczęście.
- Szkoda że Albus, widzi we mnie tylko przyjaciółkę - powiedziała Emily - dała bym wszystko, żeby mnie zaprosił.
"Przypadkiem" Al przeszedł obok nas i uśmiechął się do Emily. Odwazjeminiła uśmiech i zarumieniła się. Po skończonym dniu wróciłyśmy z dziewczynami do dormitorium. Albus zapytał Em, czy może na chwilę do niego podejść. Ona w skocznym kroku pobiegła do niego. Z Han umyłyśmy się i przebrałyśmy się w piżamy. Ja w moją różową z krótkim rękawem w serca, a Hanna w szarą koszulę z kotami. Po jakiś 10 minutach wpadła uradowana Emily. Już bez pytania jej wiedziałam co się stało. Al zaprosił ją na bal.
- Zgadnijcie co się stało - mówiła Emily biegając po pokoju.
-Albus zaprosił Cię na bal, tak ? -odpowiedziałam.
- Z kąd wiedziałaś ? -zapytała, wciąż tańcząc z radości.
- Intuicja. - odpowiedziałam, po czym wszystkie zaczęłyśmy się śmiać i bić na poduszki.
Potem wróciłyśmy do swoich łóżek i poszłyśmy spać...
TERAZ PROŚBA DO WAS CZYTELNICY ! ^^ jakie sukienki wybiorą dziewczyny ? ;) piszcie w komentarzach.
wtorek, 14 października 2014
3 Rozdział "Już 3 rok"
Idę już na 3 rok! Strasznie szybko zleciały mi te 2 lata w Hogwarcie! Obudziłam się w moim pokoju, z którym znowu się pożegnam... Rodzice podczas mojej nieobecności przemalowali go na fioletowy i kupili nowe meble. A potem przypomniałam sobie że w tym roku Lily i Hugo idą do Hogwartu! Podniosłam się z łóżka, poszłam do łazienki umyć się i ubrałam się w moją nową, różową sukienkę. Spakowałam wszystkie rzeczy do kufra i zamknęłam moją nową sowę Arię, do klatki. Staszczyłam wszystkie rzeczy na dół i zrobiłam sobie płatki z mlekiem. Al w tamtym roku dostał się do drużyny naszego domu i odrazu wysłał swojemu tacie sowę z tą miłą informacją... Potem przyszli rodzice z Hugo. Tym razem mama robiła wykład bratu jak ma się zachowywać... Po zjedzeniu śniadania przez wszystkich, tato włożył nasze kufry do samochodu.
Oczywiście mama znowu na niego się darła jak jeździ... Gdy nareszcie dotarliśmy na stację, poszłam z Hugo po wózki na nasze bagaże. Weszliśmy na stację, gdzie już szukałam peronów 9 i 10... Mama nas dogoniła, bo tato musiał zmykać już do pracy. Gdy nareszcie zobaczyłam te perony. Pobiegłam na ścianę między nimi, a nagle znalazłam się na peronie 9 i trzy czwarte. Potem doszedł Hugo z mamą i znowu zaczęliśmy szukać Potterów... Hugo wypatrzył ich obok automatu. Poszliśmy w ich stronę, gdzie dostrzegłam już Lily skaczącą z radości.
- Cześć wszystkim. - powiedziałam do nich z uśmiechem.
- Hej Rose. - odpowiedział Albus - wszyscy myśleliśmy że zwariujemy z Lily. Ona wstała pierwsza i po kolei do każdego wchodziła i budziła!
- Hugo jakość się nie śpieszy... - powiedziałam i spojrzałam na brata, rozmawiającego z Lily.
- Dzieci wsiadać bo za 3 minuty pociąg odjeżdża! - krzyknął wujek Harry, po czym wszyscy się pożegnaliśmy i zaczęliśmy szukać wolnego przedziału. Potem jakiś znaleźliśmy, i wszycy (prócz Jamesa) weszliśmy do niego. Zaczęły się opowiadania wakacyjne... Albus chwalił się, że dostał nową miotłę (Pioruna), a Lily wtrąciła że James ma już kolejną dziewczynę, a ja dodałam że zmienia je jak skarpety ( co miesiąc nowa). Potem do przedziału weszły moje przyjaciółki: Hanna i Emily, a po chwili przyjaciel Albusa, Max. No nie powiem .. Max jest przy..przy.. przystojny! Głupia ja! Zakochałam się w najlepszym przyjacielu mojego kuzyna!
Głupia Rose! Głupia Rose! Zabujała się w wysokim brunecie... z pięknymi niebieskimi oczami...
- ROSE ! - krzyknęła Lily i wyrwała mnie z zamyślenia.
- Co? - zapytałam.
- Zaraz Hogwart ! - powiedział Hugo.
- Ooo.. już ? - spytałam na półprzytomna.
-Tak ! - odpowiedziały chórem Emily i Hanna.
Po 10 minutach jazdy, pociąg zatrzymał się na stacji. Wyszliśmy z niego i odrazu usłyszeliśmy znajomy głos.
- Pirszoroczni tutaj! Tutaj pirszoroczni! - zagrzmiał Rubeus Hagrid.
- Witaj Hagridzie. - powiedzieliśmy wszyscy chórem.
- Ooo witajcie kochani. - odrzekł gajowy - miło was widzieć.
-Ciebie też. - odpowiedział Albus
-Wy. - wskazał na mnie, Albusa, Maxa,Emily i Hannę - wy pojedziecie wozami, a wy - tym razem pokazał na Lily i Hugo - płyniecie ze mną łódkami .
-Dobra, to cześć - powiedziałam do nich - widzimy się w wielkiej sali
-Paa - odpowiedzieli mi chórem
Poszliśmy w piątke do powozów, akurat dla 5 osób. Po około 15 minutach dojechaliśmy do Hogwartu. Poszliśy za profesorem Flitwickiem do wielkiej sali. Była piękna i ogromna jak zwykle : Sufit, który wyglądł jak niebo, świecę na ścianach ... Ruszyliśmy w stronę stołu Gryfonów. Hugo,Lily i reszta pierwszoroczniaków czekała na swój przydział. Jak Eliza Parkinson trafiła do Slytherinu, wywołali Lily. Bez stresu ruszyła w stronę stołka, usiadła na nim i profesor Mcgonagall ledwo założyła jej tiarę, ta krzyknęła
-GRYFFINDOR !
Uradowana pobiegała do nas i usiadła koło Albusa. Po pięciu innych osobach, wyczytali Hugo.
On w porównaniu do Lily, bardzo się stresował. Gdy usiadł na stołku, profesorka nałożyła mu tiarę. Po chwili krzyknęla
- GRYFFINDOR !
Szczęśliwy podszedł do nas i usiadł obok mnie. Uśmiechęłam się do niego. On odwzajemnił uśmiech. Po skończonej ceremoni i uczcie, udaliśmy się do dormitorium. Ja, razem Hanną i Emily udałyśmy się do naszego, Al i Max do swojego a Lily i Hugo też do innych. Byłam tak zmęczona, że nawet pogaduchy Em i Han mnie nie obudziły ...
2 rozdział "Pierwsze dni wcale nie są łatwe"
Wstałam rano i nie za bardzo wiedziałam o co chodzi... Ach! przecież jestem w Hogwarcie!
Szybko wstałam, ubrałam się w szatę i właśnie miałam schodzić na dół, gdy drogę zagrodziły mi dwie dziewczyny z uśmiechami na twarzy.
-Hej, ja jestem Hanna, a to Emily. - powiedziała do mnie blondynka i potem wskazała na drugą, brunetkę.
-Cześć, ja jestem Rose. - powiedziałam i odwzajemniłam uśmiech.
-Idziesz z nami na śniadanie ? - zapytała Emily.
-Pewnie, ale jeszcze umówiłam się z moim kuzynem Albusem że z nim pójdę. - odpowiedziałam.
-To pójdzie z nami. - powiedziała Hanna, po czym wzięła mnie za ręke i zaprowadziła do pokoju wspólnego. Albus już tam był. Podeszłam do niego.
- Al idziemy na śniadanie? - zapytałam.
- Ok. - odpowiedział z uśmiechem.
Emily zarumieniła się. Więc we czwórkę poszliśmy na dół do Wielkiej sali, gdzie były już tłumy uczniów. Ruszyliśmy w stronę stołu Gryfonów, gdzie Mcgonagall rozdawała już plany lekcji. Gdy udało nam się przepchać przez tłumy uczniów i usiąć, profesorka dała nam rozkład zajęć.
- O NIE. - powiedział Albus ze smutkiem. - dzisiaj po południu mamy 2 godziny eliksirów ze Ślizgonami.
- Ale za to mamy zaklęcia! - powiedziałam.
- A potem zielarstwo ... a po latanie na miotłach! - powiedziała Emily z radością.
- Chciałbym się dostać do drużyny... - powiedział Albus. - szukającym jak tato...
- A James jest pałkarzem? - zapytałam.
- Tak, a tato był taki dumny że dostał się do drużyny! - powiedział Al i walnął pięścią w stół.
- Al... - zaczęłam - nie bądź o niego zazdrosny... ty też będziesz w drużynie... zobaczysz.
-Dzięki. - powiedział z uśmiechem i przytulił mnie.
Zobaczyłam minę Emily. Jakby lekko posmutniała.
- O proszę Potter , nie masz kolegów? - powiedział Scorpius Malfoy który nagle się pojawił.
- Spadaj Malfoy. - powiedział ze złością Al i odszedł od stołu i wyglądał jakby zaraz miał mu przywalić. Ale na szczęście przyszedł James i uratował sytuację.
- Szukasz guza, Malfoy ? - odrzekł spokojnie.
Scorpius natychmiast się zmył. Tylko ja podziękowałam Jamesowi za powstrzymanie Albusa, przed dostaniem szlabanu. Poszliśmy na górę po książki i korzytając z tego że Al poszedł do swojego dormitorium, szybko zapytałam Emily o coś co nie dało mi spokoju.
- Podoba ci się Albus? - wypaliłam.
Zarumieniła się.
-T-t-tak - wyjąkała.
Zamurowało mnie, i nie wiem dlaczego. Może dlatego że nigdy nikomu Al się nie podobał...
Niewiem...
Po tym jak Hanna przebrała się zeszłyśmy na dół, Albus już tam na nas czekał.
- Idziemy? - zapytał
Poszliśmy na zaklęcia. Albus zarobił 5 punktów dla nas, a ja 10 na zielarstwie. Okazało się, że eliskiry nie są złe, ale Ślizgoni tak. A zwłaszcza Scorpius. Może to przez tego że myśli że jest lepszy, bo ma "czystą krew"... Ech, nie mam pojęcia. A latanie na miotłach nie szło mi dobrze..
Mama, jak mówił mi tato były najgorszym graczem, a on sam byl średnim. A za to Albus był świetny, bo tato był świetnym szukającym, dziadek też .. A mama grała nawet przez kilka lat dla Harpi z HollyHead! Więc nie ma się co dziwić.. A po kolacji poszłyśmy z dziewczynami do dormitorium na nasze "wieczorne pogadanki". Pierwszy temat to kto nam się podoba...
- No, Hanna masz kogoś na oku? - zapytałam ze śmiechem
- JESZCZE nie. - powiedziała podkreślając "jeszcze".
- A ty Emily? - zapytała Han
Nie wiedziałam czy Emily się przyzna o swoim zauroczeniu Albusem... Bo Hanna nie wiedziała..
- Ta..- urwała - znaczy ... podoba mi się.... - znowu urwała - Albus..
- Serio ? - zapytała Hanna z uśmiechem.
- Tak - odpowiedziała i zarumieniła się
- A tobie Rose? - zapytała Emily
- Nikt - odpowiedziałam po czym, wszystkie zaczęłyśmy się śmiać i bić na poduszki...Nawet nie zorientowałam się kiedy zasnęłam...
Szybko wstałam, ubrałam się w szatę i właśnie miałam schodzić na dół, gdy drogę zagrodziły mi dwie dziewczyny z uśmiechami na twarzy.
-Hej, ja jestem Hanna, a to Emily. - powiedziała do mnie blondynka i potem wskazała na drugą, brunetkę.
-Cześć, ja jestem Rose. - powiedziałam i odwzajemniłam uśmiech.
-Idziesz z nami na śniadanie ? - zapytała Emily.
-Pewnie, ale jeszcze umówiłam się z moim kuzynem Albusem że z nim pójdę. - odpowiedziałam.
-To pójdzie z nami. - powiedziała Hanna, po czym wzięła mnie za ręke i zaprowadziła do pokoju wspólnego. Albus już tam był. Podeszłam do niego.
- Al idziemy na śniadanie? - zapytałam.
- Ok. - odpowiedział z uśmiechem.
Emily zarumieniła się. Więc we czwórkę poszliśmy na dół do Wielkiej sali, gdzie były już tłumy uczniów. Ruszyliśmy w stronę stołu Gryfonów, gdzie Mcgonagall rozdawała już plany lekcji. Gdy udało nam się przepchać przez tłumy uczniów i usiąć, profesorka dała nam rozkład zajęć.
- O NIE. - powiedział Albus ze smutkiem. - dzisiaj po południu mamy 2 godziny eliksirów ze Ślizgonami.
- Ale za to mamy zaklęcia! - powiedziałam.
- A potem zielarstwo ... a po latanie na miotłach! - powiedziała Emily z radością.
- Chciałbym się dostać do drużyny... - powiedział Albus. - szukającym jak tato...
- A James jest pałkarzem? - zapytałam.
- Tak, a tato był taki dumny że dostał się do drużyny! - powiedział Al i walnął pięścią w stół.
- Al... - zaczęłam - nie bądź o niego zazdrosny... ty też będziesz w drużynie... zobaczysz.
-Dzięki. - powiedział z uśmiechem i przytulił mnie.
Zobaczyłam minę Emily. Jakby lekko posmutniała.
- O proszę Potter , nie masz kolegów? - powiedział Scorpius Malfoy który nagle się pojawił.
- Spadaj Malfoy. - powiedział ze złością Al i odszedł od stołu i wyglądał jakby zaraz miał mu przywalić. Ale na szczęście przyszedł James i uratował sytuację.
- Szukasz guza, Malfoy ? - odrzekł spokojnie.
Scorpius natychmiast się zmył. Tylko ja podziękowałam Jamesowi za powstrzymanie Albusa, przed dostaniem szlabanu. Poszliśmy na górę po książki i korzytając z tego że Al poszedł do swojego dormitorium, szybko zapytałam Emily o coś co nie dało mi spokoju.
- Podoba ci się Albus? - wypaliłam.
Zarumieniła się.
-T-t-tak - wyjąkała.
Zamurowało mnie, i nie wiem dlaczego. Może dlatego że nigdy nikomu Al się nie podobał...
Niewiem...
Po tym jak Hanna przebrała się zeszłyśmy na dół, Albus już tam na nas czekał.
- Idziemy? - zapytał
Poszliśmy na zaklęcia. Albus zarobił 5 punktów dla nas, a ja 10 na zielarstwie. Okazało się, że eliskiry nie są złe, ale Ślizgoni tak. A zwłaszcza Scorpius. Może to przez tego że myśli że jest lepszy, bo ma "czystą krew"... Ech, nie mam pojęcia. A latanie na miotłach nie szło mi dobrze..
Mama, jak mówił mi tato były najgorszym graczem, a on sam byl średnim. A za to Albus był świetny, bo tato był świetnym szukającym, dziadek też .. A mama grała nawet przez kilka lat dla Harpi z HollyHead! Więc nie ma się co dziwić.. A po kolacji poszłyśmy z dziewczynami do dormitorium na nasze "wieczorne pogadanki". Pierwszy temat to kto nam się podoba...
- No, Hanna masz kogoś na oku? - zapytałam ze śmiechem
- JESZCZE nie. - powiedziała podkreślając "jeszcze".
- A ty Emily? - zapytała Han
Nie wiedziałam czy Emily się przyzna o swoim zauroczeniu Albusem... Bo Hanna nie wiedziała..
- Ta..- urwała - znaczy ... podoba mi się.... - znowu urwała - Albus..
- Serio ? - zapytała Hanna z uśmiechem.
- Tak - odpowiedziała i zarumieniła się
- A tobie Rose? - zapytała Emily
- Nikt - odpowiedziałam po czym, wszystkie zaczęłyśmy się śmiać i bić na poduszki...Nawet nie zorientowałam się kiedy zasnęłam...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


