poniedziałek, 28 września 2015

Rozdział 19 "Okrutna tajemnica".

Beta: Black Apple

Ferie dobiegły końca. Spędziłam je w domu i u dziadków Weasleyów, jak co roku. Pogodziłam się z Jamesem, mimo że to JA musiałam go przepraszać.
Do szkoły doszedł nowy uczeń. Nie wiem, jak to się stało, że, po pierwsze, doszedł w połowie roku szkolnego, po drugie, do 3 klasy. Nazywa się Patrick Torres. Miał nawet osobistą ceremonie przydziału. Slytherin. Rozmawiałam z nim, gdyż zawsze chodził sam ze zwieszoną głową. Powiedział, że jest z domu dziecka i nie ma pojęcia, jak się tam znalazł. Opiekunki wpajały mu, że jest tam od urodzenia. Zrobiło mi się go żal. Nie znał swoich rodziców... Zaraz, zaraz... Czy... Voldemort nie miał podobnego dzieciństwa?! Nie... tylko tak sobie mówię... Bo przecież to niemożliwe, że to jego sy... Nie! Musze przestać tak myśleć! Voldemort nie żyje! A nawet jeśli, to on nie potrafił kochać! Więc jak mogł go... I z kim...
KONIEC ROZKMIN!
Rok szkolny mija... James przygotowuje się do sumów, chociaż i tak nie zda.
A za rok czeka to mnie.
Ze Scorpiusem dalej nie rozmawiam. Nie potrafię. On kilka razy próbował do mnie zagadać, ale zawsze udawało mi się go spławić.
Idąc na pierwsze zaklęcia w tym semestrze, natknęłam się na Cassie,
- Ty... Ty... - warknęła w moją stronę. - Przez ciebie Scorpius się do mnie nie odzywa!
- Sama zaczęłaś - powiedziałam, i odwróciłam się do niej plecami.
Zaczynam się jej bać, chociaż to głupie, przecież ona mi nic nie zrobi... Merlinie! Rozchodzi się o Scorpiusa. Wszystko wokół niego. Eh...
Rozległ się dzwonek na lekcje.
Siedziałam z Malfoyem. Jego na razie się nie pojawiał. Zajęłam miejsce i wyciągnęłam książki. Za mną siedział Albus z Emily.
- Al! Al! - szepnęłam.
- Co?
- Wiesz, gdzie jest Scorpius?
- Nie, a co?
- No przecież nie przyszedł na lekcje! A on nigdy nie opuszcza lekcji!
- Nie wiem co mu...
- Cisza! - krzyknął nauczyciel.
Przez całą lekcje gryzmoliłam piórem po pergaminie.



                                                                      ***

Zaprzyjaźniłam sie z Patrickiem. McGonagall często z nim rozmawiała na osobności. Po tych rozmowach był albo przygnębiony, albo radosny. Postanowiłam, że porozmawiam z nim o tym. Po lekcjach poszłam go poszukać. Znalazłam go na błoniach, siedzącego z książką pod wielkim dębem.
- Patrick... Możemy pogadać? - spytałam ostrożnie.
Zamknął książkę i wstał,
- O czym?
- O... Twoich rozmowach z Mcgonagall.
Stanął jak wryty,
- A... Ale dlaczego?
- Bo... Dziwnie po nich wyglądasz.
- W jakim sensie?
- Raz jesteś przygnębiony, raz radosny...
Zaczął ryć butem w ziemii.
- Nie chcę o tym gadać...
- Dlaczego? Nie chcę się narzucać, ale martwie się o ciebie...
Uśmiechnął się smutno.
- Nie musisz. Umiem o siebie zadbać.
- Patrick! Proszę!
Popatrzył na mnie.
- Wiem, kim jest moja matka.
- Kto to?
Zwiesił głowę.
- Bellatrix Lestrange.
Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Przecież... Ona nie żyje... Zabiła ją babcia Weasley... Ponad dwadzieścia lat temu...
- Patrick... Ale ona nie żyje już tyle lat,,,
- McGonagall powiedziała, że miała horkruksa...
- Merlinie... Ona musiała kogoś zabić!
- Wiem... O... ona... Zabiła... Zabiła...
Łza popłynęła po jego policzku.
- Patrick... Kogo? - spytałam, przytulając go.
- Mojego brata bliźniaka.

wtorek, 22 września 2015

Liebster Blog Awards.

                                Powracam!
Na początek dostałam nominacje do Liebster Blog Awards.

Co to jest Liebster Blog Avards? „Nominacja jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował”.


Nominowała mnie  http://avada-dramione.blogspot.com/




Pytania:
1. Najlepszy blog, który do tej pory przeczytałaś?
2. Najlepszy/Ulubiony parring?
3. Ulubiona część Harry'ego Pottera?
4. Najbardziej nie lubiana część Harry'ego Pottera?
5. Kto zainspirował/inspiruje Cię do pisania?
6. Ulubiona liczba?
7. Znienawidzony szkolny przedmiot?
8. Jak zaczęła się Twoja przygoda z pisaniem?
9. Jakie blogi regularnie czytasz i śledzisz ich postępy?
10. Masz zaplanowaną całą fabułę opowiadania, czy wymyślasz na bieżąco całą historię?
11. Ulubiona książka?




1. Będzie to  http://pamietnik-lily-jej-zycie.blog.onet.pl/   
2. Hinny i Dramione.
3. "Książe Półkrwi".
4. "Czara ognia".
5. Wiadomo - miłe słowa (tzn, komentarze i prywatne wiadomości "dopingujące").
6. 11. ;')
7. Historia!

8. Zaczęłam czytać bloga (do którego linka dałam powyżej) i stwierdziłam, czemu by samej nie spróbować. ;)
9. Żadnego, ;')
10. Trochę tak i trochę tak. Mam pomysł na dalszą część. ;')
11. Nie zdecyduje. xD

Ja nie nominuje nikogo, ;')




PS
Rozdział 19 pojawi się jeszcze w tym tygodniu. ;')

niedziela, 12 lipca 2015

Ważna informacja.

Zawieszam bloga na czas nieokreślony.
Wena mi nie dopisuje.
Nie mam chęci na pisanie.
Może zobaczycie kolejny rozdział za miesiąc, dwa...
Ale nie zamykam bloga.
Do zobaczenia.
                                               
                                                                    Chady

sobota, 23 maja 2015

Rozdział 18 'Zwrot akcji'

Na wstępie przepraszam, że tak długo nie wstawiałam! Rozdział mam nadzieję dłuuuugi! :3 Nie miałam trochu weny, ale udało się! :) Zapraszam do czytania!                  


Betowała Black Apple 
Nie mogłam zasnąć po 'incydencie' z Scorpiusem. Ten chłopak powoli doprowadza mnie do szaleństwa. Jeszcze może się mnie spyta... Nie, to jest głupie. Jak Cassie się dowie... Nie mam życia. Ona mnie go pozbawi. Dlaczego się jej tak boję? Głupia jestem! Dzisiaj wtorek. Ze względu na mój szlaban McGonagall odwołała mi dzisiejsze lekcje, Hannie też. Super. Wstałam cicho z łóżka, nie chcąc obudzić współlokatorek. Wyciągnęłam z szafy biały T-shirt, czarne dresy i weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i ubrałam się. Usłyszałam ziewanie. Cholera, któraś się obudziła.             
- Rose! Jesteś w toalecie?! - dobiegł mnie głos Emily.
- Taa…
-Wyjdziesz?
- Bo?
- Muszę wejść!                                                                                                                            
-Poczekaj jeszcze z 3 minuty.
- Ale...                                                                                                                                        
- Ja nie wyjdę.
- Eh…
Umyłam zęby i rozczesałam włosy, po czym wyszłam z łazienki. Emily siedziała na podłodze, chwiejąc się w tył i przód. Gdy tylko mnie zobaczyła, zerwała się na nogi i wbiegła do toalety. Wzięłam gumkę do włosów ze stolika nocnego i uplotłam sobie warkocza. Spojrzałam na śpiącą Hannę. Kołdra spadła na podłogę (jak zawsze), a dziewczyna leżała na brzuchu mając jedną rękę z przodu, a drugą z tyłu. Gdyby James ją zobaczył... Słysząc, że Emily właśnie skończyła poranną toaletę, sięgnęłam po bluzę i wybiegłam z dormitorium. Chciałam pogadać z Albusem. Na szczęście mój kuzyn siedział w pokoju wspólnym.                                                                                        
- Hej, Al! Pójdziemy na spacer na błonia? - zaproponowałam.                                                          
- Rose, niezbyt jestem... - zaczął.                                                                                                  
- Nie zamartwiaj się nią! Jej problem! Mi jest przykro, kiedy się smucisz...                                       Uśmiechnął się do mnie.
-Nasza „przysięga” przyjaźni - powiedział.                                                                                    
- No chodź! - chwyciłam go za rękę i wyprowadziłam z pomieszczenia.
Zbiegliśmy po schodach i wyszliśmy na błonia. Przytuliłam się do niego. Albus to mój najlepszy przyjaciel… Najlepszy… Niezastąpiony... Nagle w oddali zobaczyłam Cassie ze Scorpiusem. Chłopak nie zauważył mnie, ale ona tak. Podeszła bliżej do niego i... Pocałowała go w usta! On odepchnął ją. Zacisnęłam rękę na dłoni Albusa. Scorp zaczął się na nią wydzierać:
- CO TY WYPRAWIASZ, IDIOTKO!?
- Ja... – zaczęła.
- Nie odzywaj się do mnie! - krzyknął. Cassie zaczęła szlochać. Scorpius mnie zobaczył.                   
- Rose! – krzyknął.
Stanęłam jak wryta. Miałam ochotę poderżnąć gardło Cassie i zacząć płakać.
- Al... – szepnęłam. - Chodźmy stąd!
- Ale co... – chciał spytać.
- Chodź! Proszę…
Zaczęliśmy biec w stronę zamku. Gdy dotarliśmy do wejścia, szybko otworzyłam drzwi i wbiegłam po schodach. Byle by mnie Scorpius nie dogonił. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Gdy przeszłam przez dziurę w portrecie, położyłam się na kanapie w pokoju wspólnym. Dyszałam, nie mogłam złapać oddechu. Po chwili zjawił się Albus.
- Rose! Co się stało, do cholery!? - krzyknął na tyle głośno, że przybiegły Emily, Hanna, Lily, James i Max. Super…
- Al! Co się drzesz? - zapytał James.
- Rose trochę odpie…
-ZAMKNIJCIE SIĘ OBOJE! - krzyknęłam. Wstałam z kanapy i pobiegłam do sypialni. Pierwszy dzień i tyle się już zdarzyło... A jeszcze 10 miesięcy!

~~**~~


Tydzień minął szybko. Zamknęłam się w sobie. Prawdą jest, że za bardzo użalałam się nad sobą. Nie odzywałam się do nikogo, nawet do Albusa, Lily, Scorpiusa...
Jedząc śniadanie w Wielkiej Sali, moja sowa przyleciała z „Prorokiem Codziennym”. Niczego nowego się nie dowiedziałam. Nagle dyrektor McGonnagall zarządziła ciszę. Wszelkie głosy umilkły.
- Drodzy uczniowie! Ze względów bezpieczeństwa wprowadzono zakaz wychodzenia na błonia bez obecności któregoś z nauczycieli. Opuszczać Pokój Wspólny można tylko na lekcje. Każdy, kto złamie tą zasadę otrzyma całoroczny szlaban. Dziękuję.                                                                     
Po chwili całe pomieszczenie obiegły szepty. Nagle poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu. Obejrzałam się. Obok mnie siedziała Lucy. Wpatrywała się we mnie ze strachem w oczach.
- Rose, martwię się o ciebie. Obserwuje cię od tygodnia. Nie rozmawiasz z nikim – szepnęła. - Nie popełnij głupstwa. 
- Lucy... – zaczęłam.
- Nie rób głupstw. - powtórzyła i oddaliła się. Patrzyłam  na mój talerz, dłubiąc widelcem w posiłku. Kuzynka dobiła mnie doszczętnie. Zwlokłam się z ławki i poszłam do dormitorium. Emily leżała na łóżku i czytała książkę. „Zaraz zacznie się wypytywać o cały tydzień, bo udawało mi się je olać za każdym razem...” – pomyślałam.
- Rose, co się z tobą dzieję? – zapytała, zgodnie z moim przypuszczeniem. Zignorowałam ją, sięgając po pergamin.
Pytam się! - krzyknęła.
- ZAMKNIJ SIĘ! Nie mam ochoty z tobą rozmawiać! – odparowałam. Tym razem przesadziłam. W jej oczach zalśniły się łzy. Podeszłam do niej i ją przytuliłam.
- Em... Przepraszam… Mam lekki kryzys... Coś al’a depresja…
- Ja... Ja...
- Nie twoja wina...
- Po części też zawiniłam. Tęsknię za Albusem! Nie rozmawiałam z nim tyle czasu...
- Nie chcę cię ranić, ale...
- Nie chce mnie znać?
- Tak...
Rozpłakała się na dobre. Och! Po co ja jej to mówiłam?
- Emily! Nie płacz! Idę po Ala! Masz być gotowa za pięć minut.
- Co...?
Nie słuchałam jej dalej, tylko wyszłam z sypialni. Skierowałam się do dormitorium chłopców. Zapukałam. Otworzył Max.
– Ooo! Co cię do nas sprowadza, piękna? – zapytał. W jego głosie wyczułam nutkę kpiny.
- Gdzie jest Al? – zapytałam.
- Wyszedł.
- Max! Z kim ty rozmawiasz?! - usłyszałam krzyk kuzyna.
- Z twoją kuzynką!
- Rose?
- Nie, z Lily. – odpowiedział sarkastycznie.
- Wchodź, Rose. - zachęcił z szelmowskim uśmiechem mój „były”.
- Nie. Albus idziesz? – zawołałam, ignorując Maxa.
- Pędzę! – odkrzyknął kuzyn.
Po chwili pojawił się przy drzwiach.
- Muszę ci coś pokazać! – powiedziałam.
- Ale c... - nie dokończył, bo chwyciłam go za rękę i sprowadziłam na dół, gdzie na kanapie siedziała już Emily.
- Rose, co ty wyrabiasz? - szepnął.
- Macie się pogodzić - odpowiedziałam równie cicho. Spojrzał na mnie wymownym wzrokiem. Jemu by;ło ciężej. On nadal ją kochał. Widziałam to.
- Em! - zawołałam.
Obejrzała się za siebie. Spiekła raka.
- Zostawiam was samych! – odparłam, po czym szybko wymknęłam się z pokoju wspólnego i poszłam do Wielkiej Sali. Próbowałam znaleźć Scorpiusa. Siedział przy stole, na szczęście z jakimś chłopakiem. Podeszłam do niego i powiedziałam:
- Cześć, Scorpius!
Odwrócił się z uśmiechem, wstał i przywitał się:
- Cześć, Rose! Co się stało? Od tygodnia chodzisz jakaś taka przybita...
- Chodź porozmawiać gdzie indziej – zażądałam.
- Scorp... - zaczął jego kolega. - Mieliśmy iść ćwiczyć Quidditcha...
- Możesz chcesz pójść z nami, Rose? – zaproponował blondyn.
- Z chęcią - odpowiedziałam z uśmiechem.
Poszliśmy we trójkę na boisko. Cholera! Zapomniałam, że ja miałam się zgłosić do drużyny! Oby James był na boisku, pożyczy mi miotłę. Przynajmniej miałam taką nadzieję…Kolega Scorpiusa, Luck (przedstawił mi się) grał na pozycji ścigającego, a Scorp był szukającym. Ja chciałam pełnić tą samą funkcję, co Luck. Poza tym, Al był szukającym. James miał trening z całą drużyną. Czyli mój przyjaciel sobie nie poćwiczy. Kuzyn nadal się do niego nie przekonał. Pomachałam do niego z dołu. Krzyknęłam najgłośniej jak mogłam:
- JAMES! JAMES!
Zobaczył mnie i przybiegł.
- Słucham moja ukochana kuzyneczko? - zapytał ironicznie.
- Pożycz mi miotłę. Muszę ćwiczyć do kwalifikacji. Napiszę dzisiaj list do rodziców, czy kupią mi nową.
- Pożycz sobie od niego. Ma pewnie lepszą od swojego ukochanego tatuśka.
- James, odczep się od niego!
- Bo co? Nie wierzę, że zadajesz się ze Ślizgonami, poplecznikami Voldemorta. Pewnie jego rodzice już knują pla...
- Przestań! Jak możesz tak mówić?!
- Bo ich znam.
- Jesteś okropny!
- Jeszcze będziesz błagać o... - urwał, gdy odbiegłam ze łzami w oczach. Znowu ryczałam! Za dużo płakałam! Pobiegłam pod wielki dąb.  Poczułam czyjeś usta na moim policzku. Scorpius.
- Rose...
- Nic nie mów.
Dotknął swoimi ustami moje. Magiczna chwila. Chciałabym, żeby to wszystko trwało wiecznie. Boże, jak ja go kochałam.
- ROSE! – Rozległ się krzyk Jamesa..
- O nie… - jęknęłam.
- Nie wierzę...! - warknął.
- Nie musisz.
Zacisnął zęby i spojrzał na Scorpa.
- Trzymaj się od niej z daleka, zdrajco!
- Nie jestem zdrajcą. - odpowiedział i prychnął - Jesteś niemożliwy!
- Przegiąłeś, idioto!
Kuzyn próbował uderzyć Scorpiusa w twarz, lecz ten odparł cios.
- PRZESTAŃCIE, DO CHOLERY! - krzyknęłam. - James, zawiodłam się na tobie.                         Pobiegłam szybko do zamku, a raczej dormitorium. Zobaczyłam Albusa i Emily rozmawiających i śmiejących się na kanapie. Podeszłam i powiedziałam do Ala:
- Twój brat to pieprzony idiota!
- Co zrobił?
- Powiedział, że Scorpius to zdrajca i nie wierzy że się z nim zadaję... - nie dokończyłam, bo nie potrafiłam wyduszać z siebie tych kłamstw naopowiadanych przez Jamesa.
- James ma takie podejście, Rose. Nie przejmuj s...
- JAK MAM SIĘ NIE PRZEJMOWAĆ?!
Em i Albus wytrzeszczyli oczy.
- Merlinie! Przepraszam... Ja już nie kontroluję... Wszystko przez Cassie...
- Kto to Cassie? - zapytała Emily.
- Dziewczyna, która chce mi zniszczyć życie.


~~*~~

Hej!
Napracowałam się... Ponad 8 stron! Mój rekord!
Komentować!

Pozdawiam!
#Chady

niedziela, 5 kwietnia 2015

Rozdział 17 'Szlaban'.

Przepraszam, że rozdział pojawił się z lekkim opóźnieniem, ale byłam u rodziny i nie zdążyłam go dokończyć. Przepraszam, że jest krótki ale następny będzie zdecydowanie dłuższy! :3



Za chwilę mam odprawić swój szlaban. Nie będzie tak źle, bo będę z Hagridem. Związałam włosy w kucyka, założyłam grube dresy, polarową bluzę, wzięłam kurtkę z szafy i wyszłam z dormitorium i... prawie spadłam ze schodów. Przy kominku siedział Max. Cholera.  Bezszelestnie (przynajmniej tak mi się wydawało) przeszłam przez pokój wspólny kierując się do dziury pod portretem. Niestety, zauważył mnie.
- Hej, Rose! Gdzie się wybierasz?! - spytał, śmiejąc się.
- Nie twój interes. - mruknęłam, wychodząc.
Właśnie wychodziłam na błonia, kiedy ten idiota mnie dogonił. 
- No gdzie się wybierasz?! Chyba nie na spacerek o tej porze!
- Po co za mną idziesz?! Nie twój interes, powiedziałam ci już to!
- Ależ mój.
- Nie jesteś moim chłopakiem! Nie będziesz mi mówić co mam robić!
- Nie mówię ci, co masz robić...
- Przez ciebie się spóźnię! Idź już!
Kopnęłam go w łydkę, tak że syknął z bólu. Lekcje przetrwania z Jamesem odniosły sukces. 
Pobiegłam szybko do chatki. W oknach świeciło się światło. Czyli chyba nie idziemy do Zakazanego Lasu...? Uff, dziękuję! Zapukałam do drzwi. Po paru sekundach usłyszałam szczekanie psa.
- KIEŁ! CICHO! - krzyknął gajowy.
Nagle otworzyły się przede mną drzwi. Stał w nich uśmiechnięty Hagrid.
- Wchodź, Rose.
Szybko weszłam do środka.
- To... Co muszę robić? - zapytałam, wysilając się na uśmiech.
- No więc... Pomożesz mi czyścić te gary... W których było jedzenie dla przeróżnych zwierząt.
Wzdrygnęłam się.
- Nie jest tak źle. Masz rękawiczki.
Podał mi tak wielkie rękawiczki, że zmieściłabym tam spokojnie cztery pary rąk.
Hagrid wyszedł na chwilę z chatki, a po chwili wrócił z sześcioma, ogromnymi dzbanami, które śmierdziały jak... Fu.
- No więc... Jak zapewne zaraz zauważysz... W środku mają pełno liści, mięsa...
Nie słuchałam go dalej bo wybiegłam przed chatkę i zwymiotowałam. Najzwyczajniej w świecie mnie zemdliło.
- Rose, wszystko do... - Urwał, widząc mnie.
- T-tak... Wszystko d-d-dobrze... J-już idę...
- W takim stanie? Powiem profesor McGonagall...
- Hagridzie, nic mi nie jest! Po prostu... Trochę zemdlił mnie zapach tych dzbanów.
- Na pewno?
- Na pewno.
- Może chcesz...
- Wystarczy mi klamerka.
Gajowy podszedł do suszarki na dworze, ściągnął jedną klamerkę i podał mi ją. Założyłam ją sobie nas nos... I tak przez dwie godziny myłam dzbany... Eh, mam nadzieję, że to mój ostatni szlaban...
Była godzina 24.00. Właśnie wychodziłam z chatki. Przyznam, trochę się bałam. Nagle... Wpadłam na Scorpiusa. Matko, ten chłopak jest wszędzie.
- Hej Rose, co ty tutaj robisz o tej porze? - zapytał z uśmiechem.
- Mogę się o to samo spytać ciebie. - odparłam z uśmieszkiem.
Zarumienił się. Tak mi się przynajmniej wydawało, bo panowały Egipskie Ciemności.
- Spytałem się Albusa, bo...
Teraz to ja spiekłam raka. Na szczęście on tego nie widział.
- I nie chcę, żebyś sama szwendała się o tej porze.
Jaki opiekuńczy. Pff.
- Jeżeli pozwolisz, odprowadzę cię do dormitorium.
- T-tak... Oczywiście...
Uśmiechnął się, łapiąc mnie za rękę.
Szliśmy po schodach, uciekając przed Filchem.
Kiedy weszliśmy po chyba tysięcznym schodku i znaleźliśmy się przed portretem, Scorpius pochylił się i... Pocałował mnie w usta. Tak po prostu. Odwzajemniłam pocałunek i kleiliśmy się do siebie tak kilka minut, aż usłyszeliśmy, że ktoś wchodzi po schodach. Odsunęłam się i powiedziałam szeptem.
- Dobranoc.
- Dobranoc. - odpowiedział również szeptem.

piątek, 27 marca 2015

Rozdział 16 'Zawsze ktoś się wtrąca...' Cz. II



Dokończenie skończone ^^ Wiem, że nie jest długie ale mam nadzieję, że wam się spodoba! Miłego czytania! ^.^



Zaraz Obrona przed czarną magią. Razem ze Scorpiusem, a co najgorsze z Cassie. Po drodze wpadłam na Hannę.
- Jak mogłaś tak nakrzyczeć na Em?! - krzyknęła.
- Bo jej się należało!
- Nie masz prawa dyrygować jej życiem!
- Nie dyryguje! Zachowała się jak egoistka!
- A ty nią nie jesteś?!
- Nie! Zerwała z nim dlatego, że jej nie całował... Szczyt samolubności!
Zapewne rzuciły byśmy się sobie do gardeł, gdyby nie Mcgonagall.
- Co wy wyrabiacie?! Do mojego gabinetu!
Powlokłyśmy się za dyrektorką. Weszłyśmy na sam szczyt wieży i przeszłyśmy przez posąg 'na hasło'. Mcgonagall usiadła na krześle za biurkiem i zapytała.
- Co wam się stało?
Popatrzyłyśmy na siebie. Han zaczęła.
- Bo nasza przyjaciółka zerwała z chłopakiem...
- Nie interesuje mnie to! Macie szczęście, że to nie była przerwa! Nie liczcie, że uwiniecie się bez niczego. Macie szlaban. Panna Weasley przyjdzie do chaty Hagrida w nocy, a panna Andrews do mnie. Do widzenia. Żeby mi się to więcej nie powtórzyło.
- Nie powtórzy. - wymamrotałyśmy wychodząc.
Pobiegłam szybko, Nie chcę, żeby Hanna mnie dogoniła. Akurat, gdy dobiegłam pod klasę zadzwonił dzwonek. Scorpius pomachał do mnie, żebym z nim usiadła. Cassie już kierowała się w naszą stronę, ale gdy zobaczyła że siedzę obok niego, popatrzyłam się na mnie, nienawistym wzrokiem i usiadła z jakąś swoją koleżanką. Profesor kazał nam przeczytać rozdział I i zaraz będzie nas sprawdzał co zapamiętaliśmy. Przeczytałam tekst już II razy i zaczęłam bawić się moimi rękami na ławce. Nagle, Scorpius chwycił moją ręke i ścisnął ją mocno. Ja z nim na zawał zejdę. Po chwili uśmiechnęłam się do niego, a on uśmiechnął się jeszcze szerzej. Zarumieniłam się znowu.
- Panna Ball powie nam, do czego służy...
Przestałam słuchać, bo odpłynęłam. Nie wiem ile czasu tak myślałam, ale zadzwonił dzwonek. Spakowałam książki i wyszłam. Mój przyjaciel czekał na mnie przy drzwiach.
- Rose, co teraz masz? - spytał.
- Numerologię.
- Ja Runy. Potem mamy razem zaklęcia. Do zobaczenia! - powiedział z uśmiechem i odszedł.
Patrzyłam się na niego, jak odchodzi. Albus wyrwał mnie z zamyślenia.
- Chodź. Masz też numerologię? - zapytał.
- Tak Al, Chodź.
Szliśmy przepychając się przez tłumy uczniów.
- Rose... Czy ty...
- Nie teraz Albus. Proszę.
- Ale...
- Al!
- No dobrze...
- Dzięki.




wtorek, 17 marca 2015

Rozdział 16 "Zawsze ktoś się wtrąca... Cz. I


McGonagall rozdała nam plany. 

Poniedziałek:
Transmutacja z Puchonami.
Obrona przed czarną magią ze Ślizgonami.
Numerologia.
Zaklęcia ze Ślizgonami.
Historia magii z Krukonami.
Dwie godziny ze Scorpiusem. Kocham was, nauczyciele. Nagle zauważyłam Scorpa idącego w moją stronę z... Jakąś dziewczyną. Podszedł do mnie, pocałował w policzek i powiedział:

- Rose, poznaj Cassie, moją dobrą koleżankę.


Zamurowało mnie. Od kiedy on się z nią przyjaźni...? Nie... Wcale nie jesteś cholernie o nią zazdrosna...


- Cześć. - wyciągnęłam rękę w jej stronę.


Ona  rzuciła mi mi spojrzenie mówiące  "Zostaw go, on jest mój."

Zmieszana zabrałam rękę.

- Cassie... - zaczął Scorpius.

- Daj sobie spokój. - rzuciła krótko i odeszła.
- Przepraszam za nią...
- Scorpius, nie przejmuj się. - powiedziałam z uśmiechem.

Uśmiechnął się, odsłaniając swoje równe, białe zęby.

Zaczerwieniłam się. On zaczął mnie onieśmielać.

- Muszę już iść, do zobaczenia na OPCM! - odrzekłam.

- Cześć, Rose.

Idąc na lekcję dogoniłam Albusa. Był jakiś przygnębiony.


- Al, co się stało?

- Emily ze mną zerwała.

Stanęłam jak wryta. Jak ona mogła mu to zrobić?! On ją tak kochał.

Odwróciłam się. Za nami szła Em z Hanną. Zaczęłam iść w ich stronę, ale Albus chwycił mnie za rękę.

- Rose, to nie ma sensu.

- Ma.
- Nie ma. Chodź, spóźnimy się.

Wyrwałam się z jego uścisku i zaczęłam krzyczeć na Emily.


- Jak mogłaś mu to zrobić?! Z takiej bzdury! Jesteś nienormalna!


Nie wiem, dlaczego zebrały mi się łzy w oczach. Al popatrzył się na mnie wzrokiem, który mówił "Widzisz? To nic nie dało."

Pobiegłam szybko do łazienki, mając gdzieś że spóźnię się na lekcję. Jestem przewrażliwiona. Tak, zdecydowanie. Usłyszałam skrzypienie drzwi. Ktoś wszedł. Spojrzałam ukradkiem znad umywalki. Cassie. Skąd ona się tu wzięła...? Śledziła mnie? Nie. To jest przecież toaleta, każdy może tu wejść.

- Daj sobie z nim spokój. - powiedziała grobowym tonem.


Popatrzyłam na nią.


- A to dlaczego? - spytałam, krzyżując ręce.


Po chwili mruknęła.


- Bo on jest mój.


Psycholka.

- Przyjaźnisz się z nim od wakacji. Ja od pierwszej klasy.
- "W przyjaźni nie chodzi o to, kogo zna się dłużej, ale o to kto pojawił się w naszym życiu ze słowami 'Jestem tu dla ciebie' i to udowodnił." - zacytowałam mój ulubiony cytat.
- Poetka się znalazła. Zniszczę waszą 'przyjaźń'. On będzie mój! - krzyknęła i wyszła trzaskając 
drzwiami.
Pokręciłam głową. Ona jest nienormalna. Ale czy mogę jej wierzyć? Czy naprawdę chcę zniszczyć moją przyjaźń ze Scorpiusem? Matko, przecież on i tak mi nie uwierzy. Zostałam sama z tym wszystkim...