Beta: Black Apple
Ferie dobiegły końca. Spędziłam je w domu i u dziadków Weasleyów, jak co roku. Pogodziłam się z Jamesem, mimo że to JA musiałam go przepraszać.
Do szkoły doszedł nowy uczeń. Nie wiem, jak to się stało, że, po pierwsze, doszedł w połowie roku szkolnego, po drugie, do 3 klasy. Nazywa się Patrick Torres. Miał nawet osobistą ceremonie przydziału. Slytherin. Rozmawiałam z nim, gdyż zawsze chodził sam ze zwieszoną głową. Powiedział, że jest z domu dziecka i nie ma pojęcia, jak się tam znalazł. Opiekunki wpajały mu, że jest tam od urodzenia. Zrobiło mi się go żal. Nie znał swoich rodziców... Zaraz, zaraz... Czy... Voldemort nie miał podobnego dzieciństwa?! Nie... tylko tak sobie mówię... Bo przecież to niemożliwe, że to jego sy... Nie! Musze przestać tak myśleć! Voldemort nie żyje! A nawet jeśli, to on nie potrafił kochać! Więc jak mogł go... I z kim...
KONIEC ROZKMIN!
Rok szkolny mija... James przygotowuje się do sumów, chociaż i tak nie zda.
A za rok czeka to mnie.
Ze Scorpiusem dalej nie rozmawiam. Nie potrafię. On kilka razy próbował do mnie zagadać, ale zawsze udawało mi się go spławić.
Idąc na pierwsze zaklęcia w tym semestrze, natknęłam się na Cassie,
- Ty... Ty... - warknęła w moją stronę. - Przez ciebie Scorpius się do mnie nie odzywa!
- Sama zaczęłaś - powiedziałam, i odwróciłam się do niej plecami.
Zaczynam się jej bać, chociaż to głupie, przecież ona mi nic nie zrobi... Merlinie! Rozchodzi się o Scorpiusa. Wszystko wokół niego. Eh...
Rozległ się dzwonek na lekcje.
Siedziałam z Malfoyem. Jego na razie się nie pojawiał. Zajęłam miejsce i wyciągnęłam książki. Za mną siedział Albus z Emily.
- Al! Al! - szepnęłam.
- Co?
- Wiesz, gdzie jest Scorpius?
- Nie, a co?
- No przecież nie przyszedł na lekcje! A on nigdy nie opuszcza lekcji!
- Nie wiem co mu...
- Cisza! - krzyknął nauczyciel.
Przez całą lekcje gryzmoliłam piórem po pergaminie.
***
Zaprzyjaźniłam sie z Patrickiem. McGonagall często z nim rozmawiała na osobności. Po tych rozmowach był albo przygnębiony, albo radosny. Postanowiłam, że porozmawiam z nim o tym. Po lekcjach poszłam go poszukać. Znalazłam go na błoniach, siedzącego z książką pod wielkim dębem.
- Patrick... Możemy pogadać? - spytałam ostrożnie.
Zamknął książkę i wstał,
- O czym?
- O... Twoich rozmowach z Mcgonagall.
Stanął jak wryty,
- A... Ale dlaczego?
- Bo... Dziwnie po nich wyglądasz.
- W jakim sensie?
- Raz jesteś przygnębiony, raz radosny...
Zaczął ryć butem w ziemii.
- Nie chcę o tym gadać...
- Dlaczego? Nie chcę się narzucać, ale martwie się o ciebie...
Uśmiechnął się smutno.
- Nie musisz. Umiem o siebie zadbać.
- Patrick! Proszę!
Popatrzył na mnie.
- Wiem, kim jest moja matka.
- Kto to?
Zwiesił głowę.
- Bellatrix Lestrange.
Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Przecież... Ona nie żyje... Zabiła ją babcia Weasley... Ponad dwadzieścia lat temu...
- Patrick... Ale ona nie żyje już tyle lat,,,
- McGonagall powiedziała, że miała horkruksa...
- Merlinie... Ona musiała kogoś zabić!
- Wiem... O... ona... Zabiła... Zabiła...
Łza popłynęła po jego policzku.
- Patrick... Kogo? - spytałam, przytulając go.
- Mojego brata bliźniaka.
KONIEC ROZKMIN!
Rok szkolny mija... James przygotowuje się do sumów, chociaż i tak nie zda.
A za rok czeka to mnie.
Ze Scorpiusem dalej nie rozmawiam. Nie potrafię. On kilka razy próbował do mnie zagadać, ale zawsze udawało mi się go spławić.
Idąc na pierwsze zaklęcia w tym semestrze, natknęłam się na Cassie,
- Ty... Ty... - warknęła w moją stronę. - Przez ciebie Scorpius się do mnie nie odzywa!
- Sama zaczęłaś - powiedziałam, i odwróciłam się do niej plecami.
Zaczynam się jej bać, chociaż to głupie, przecież ona mi nic nie zrobi... Merlinie! Rozchodzi się o Scorpiusa. Wszystko wokół niego. Eh...
Rozległ się dzwonek na lekcje.
Siedziałam z Malfoyem. Jego na razie się nie pojawiał. Zajęłam miejsce i wyciągnęłam książki. Za mną siedział Albus z Emily.
- Al! Al! - szepnęłam.
- Co?
- Wiesz, gdzie jest Scorpius?
- Nie, a co?
- No przecież nie przyszedł na lekcje! A on nigdy nie opuszcza lekcji!
- Nie wiem co mu...
- Cisza! - krzyknął nauczyciel.
Przez całą lekcje gryzmoliłam piórem po pergaminie.
***
Zaprzyjaźniłam sie z Patrickiem. McGonagall często z nim rozmawiała na osobności. Po tych rozmowach był albo przygnębiony, albo radosny. Postanowiłam, że porozmawiam z nim o tym. Po lekcjach poszłam go poszukać. Znalazłam go na błoniach, siedzącego z książką pod wielkim dębem.
- Patrick... Możemy pogadać? - spytałam ostrożnie.
Zamknął książkę i wstał,
- O czym?
- O... Twoich rozmowach z Mcgonagall.
Stanął jak wryty,
- A... Ale dlaczego?
- Bo... Dziwnie po nich wyglądasz.
- W jakim sensie?
- Raz jesteś przygnębiony, raz radosny...
Zaczął ryć butem w ziemii.
- Nie chcę o tym gadać...
- Dlaczego? Nie chcę się narzucać, ale martwie się o ciebie...
Uśmiechnął się smutno.
- Nie musisz. Umiem o siebie zadbać.
- Patrick! Proszę!
Popatrzył na mnie.
- Wiem, kim jest moja matka.
- Kto to?
Zwiesił głowę.
- Bellatrix Lestrange.
Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Przecież... Ona nie żyje... Zabiła ją babcia Weasley... Ponad dwadzieścia lat temu...
- Patrick... Ale ona nie żyje już tyle lat,,,
- McGonagall powiedziała, że miała horkruksa...
- Merlinie... Ona musiała kogoś zabić!
- Wiem... O... ona... Zabiła... Zabiła...
Łza popłynęła po jego policzku.
- Patrick... Kogo? - spytałam, przytulając go.
- Mojego brata bliźniaka.