Na wstępie przepraszam, że tak długo nie wstawiałam! Rozdział mam nadzieję dłuuuugi! :3 Nie miałam trochu weny, ale udało się! :) Zapraszam do czytania!
Betowała Black Apple
Nie mogłam zasnąć po
'incydencie' z Scorpiusem. Ten chłopak powoli doprowadza mnie do szaleństwa.
Jeszcze może się mnie spyta... Nie, to jest głupie. Jak Cassie się dowie... Nie
mam życia. Ona mnie go pozbawi. Dlaczego się jej tak boję? Głupia jestem! Dzisiaj
wtorek. Ze względu na mój szlaban McGonagall odwołała mi dzisiejsze lekcje,
Hannie też. Super. Wstałam cicho z łóżka, nie chcąc obudzić współlokatorek.
Wyciągnęłam z szafy biały T-shirt, czarne dresy i weszłam do łazienki. Wzięłam
prysznic i ubrałam się. Usłyszałam ziewanie. Cholera, któraś się obudziła.
- Rose! Jesteś w toalecie?! - dobiegł mnie głos Emily.
- Taa…
-Wyjdziesz?
- Bo?
- Muszę wejść!
-Poczekaj jeszcze z 3 minuty.
- Ale...
- Ja nie wyjdę.
- Eh…
Umyłam zęby i rozczesałam włosy, po czym wyszłam z łazienki. Emily siedziała na podłodze, chwiejąc się w tył i przód. Gdy tylko mnie zobaczyła, zerwała się na nogi i wbiegła do toalety. Wzięłam gumkę do włosów ze stolika nocnego i uplotłam sobie warkocza. Spojrzałam na śpiącą Hannę. Kołdra spadła na podłogę (jak zawsze), a dziewczyna leżała na brzuchu mając jedną rękę z przodu, a drugą z tyłu. Gdyby James ją zobaczył... Słysząc, że Emily właśnie skończyła poranną toaletę, sięgnęłam po bluzę i wybiegłam z dormitorium. Chciałam pogadać z Albusem. Na szczęście mój kuzyn siedział w pokoju wspólnym.
- Hej, Al! Pójdziemy na spacer na błonia? - zaproponowałam.
- Rose, niezbyt jestem... - zaczął.
- Nie zamartwiaj się nią! Jej problem! Mi jest przykro, kiedy się smucisz... Uśmiechnął się do mnie.
-Nasza „przysięga” przyjaźni - powiedział.
- No chodź! - chwyciłam go za rękę i wyprowadziłam z pomieszczenia.
Zbiegliśmy po schodach i wyszliśmy na błonia. Przytuliłam się do niego. Albus to mój najlepszy przyjaciel… Najlepszy… Niezastąpiony... Nagle w oddali zobaczyłam Cassie ze Scorpiusem. Chłopak nie zauważył mnie, ale ona tak. Podeszła bliżej do niego i... Pocałowała go w usta! On odepchnął ją. Zacisnęłam rękę na dłoni Albusa. Scorp zaczął się na nią wydzierać:
- CO TY WYPRAWIASZ, IDIOTKO!?
- Ja... – zaczęła.
- Nie odzywaj się do mnie! - krzyknął. Cassie zaczęła szlochać. Scorpius mnie zobaczył.
- Rose! – krzyknął.
Stanęłam jak wryta. Miałam ochotę poderżnąć gardło Cassie i zacząć płakać.
- Al... – szepnęłam. - Chodźmy stąd!
- Ale co... – chciał spytać.
- Chodź! Proszę…
Zaczęliśmy biec w stronę zamku. Gdy dotarliśmy do wejścia, szybko otworzyłam drzwi i wbiegłam po schodach. Byle by mnie Scorpius nie dogonił. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Gdy przeszłam przez dziurę w portrecie, położyłam się na kanapie w pokoju wspólnym. Dyszałam, nie mogłam złapać oddechu. Po chwili zjawił się Albus.
- Rose! Co się stało, do cholery!? - krzyknął na tyle głośno, że przybiegły Emily, Hanna, Lily, James i Max. Super…
- Al! Co się drzesz? - zapytał James.
- Rose trochę odpie…
-ZAMKNIJCIE SIĘ OBOJE! - krzyknęłam. Wstałam z kanapy i pobiegłam do sypialni. Pierwszy dzień i tyle się już zdarzyło... A jeszcze 10 miesięcy!
- Rose! Jesteś w toalecie?! - dobiegł mnie głos Emily.
- Taa…
-Wyjdziesz?
- Bo?
- Muszę wejść!
-Poczekaj jeszcze z 3 minuty.
- Ale...
- Ja nie wyjdę.
- Eh…
Umyłam zęby i rozczesałam włosy, po czym wyszłam z łazienki. Emily siedziała na podłodze, chwiejąc się w tył i przód. Gdy tylko mnie zobaczyła, zerwała się na nogi i wbiegła do toalety. Wzięłam gumkę do włosów ze stolika nocnego i uplotłam sobie warkocza. Spojrzałam na śpiącą Hannę. Kołdra spadła na podłogę (jak zawsze), a dziewczyna leżała na brzuchu mając jedną rękę z przodu, a drugą z tyłu. Gdyby James ją zobaczył... Słysząc, że Emily właśnie skończyła poranną toaletę, sięgnęłam po bluzę i wybiegłam z dormitorium. Chciałam pogadać z Albusem. Na szczęście mój kuzyn siedział w pokoju wspólnym.
- Hej, Al! Pójdziemy na spacer na błonia? - zaproponowałam.
- Rose, niezbyt jestem... - zaczął.
- Nie zamartwiaj się nią! Jej problem! Mi jest przykro, kiedy się smucisz... Uśmiechnął się do mnie.
-Nasza „przysięga” przyjaźni - powiedział.
- No chodź! - chwyciłam go za rękę i wyprowadziłam z pomieszczenia.
Zbiegliśmy po schodach i wyszliśmy na błonia. Przytuliłam się do niego. Albus to mój najlepszy przyjaciel… Najlepszy… Niezastąpiony... Nagle w oddali zobaczyłam Cassie ze Scorpiusem. Chłopak nie zauważył mnie, ale ona tak. Podeszła bliżej do niego i... Pocałowała go w usta! On odepchnął ją. Zacisnęłam rękę na dłoni Albusa. Scorp zaczął się na nią wydzierać:
- CO TY WYPRAWIASZ, IDIOTKO!?
- Ja... – zaczęła.
- Nie odzywaj się do mnie! - krzyknął. Cassie zaczęła szlochać. Scorpius mnie zobaczył.
- Rose! – krzyknął.
Stanęłam jak wryta. Miałam ochotę poderżnąć gardło Cassie i zacząć płakać.
- Al... – szepnęłam. - Chodźmy stąd!
- Ale co... – chciał spytać.
- Chodź! Proszę…
Zaczęliśmy biec w stronę zamku. Gdy dotarliśmy do wejścia, szybko otworzyłam drzwi i wbiegłam po schodach. Byle by mnie Scorpius nie dogonił. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Gdy przeszłam przez dziurę w portrecie, położyłam się na kanapie w pokoju wspólnym. Dyszałam, nie mogłam złapać oddechu. Po chwili zjawił się Albus.
- Rose! Co się stało, do cholery!? - krzyknął na tyle głośno, że przybiegły Emily, Hanna, Lily, James i Max. Super…
- Al! Co się drzesz? - zapytał James.
- Rose trochę odpie…
-ZAMKNIJCIE SIĘ OBOJE! - krzyknęłam. Wstałam z kanapy i pobiegłam do sypialni. Pierwszy dzień i tyle się już zdarzyło... A jeszcze 10 miesięcy!
~~**~~
Tydzień minął
szybko. Zamknęłam się w sobie. Prawdą jest, że za bardzo użalałam się nad sobą.
Nie odzywałam się do nikogo, nawet do Albusa, Lily, Scorpiusa...
Jedząc śniadanie w Wielkiej Sali, moja sowa przyleciała z „Prorokiem Codziennym”. Niczego nowego się nie dowiedziałam. Nagle dyrektor McGonnagall zarządziła ciszę. Wszelkie głosy umilkły.
- Drodzy uczniowie! Ze względów bezpieczeństwa wprowadzono zakaz wychodzenia na błonia bez obecności któregoś z nauczycieli. Opuszczać Pokój Wspólny można tylko na lekcje. Każdy, kto złamie tą zasadę otrzyma całoroczny szlaban. Dziękuję.
Po chwili całe pomieszczenie obiegły szepty. Nagle poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu. Obejrzałam się. Obok mnie siedziała Lucy. Wpatrywała się we mnie ze strachem w oczach.
- Rose, martwię się o ciebie. Obserwuje cię od tygodnia. Nie rozmawiasz z nikim – szepnęła. - Nie popełnij głupstwa.
- Lucy... – zaczęłam.
- Nie rób głupstw. - powtórzyła i oddaliła się. Patrzyłam na mój talerz, dłubiąc widelcem w posiłku. Kuzynka dobiła mnie doszczętnie. Zwlokłam się z ławki i poszłam do dormitorium. Emily leżała na łóżku i czytała książkę. „Zaraz zacznie się wypytywać o cały tydzień, bo udawało mi się je olać za każdym razem...” – pomyślałam.
- Rose, co się z tobą dzieję? – zapytała, zgodnie z moim przypuszczeniem. Zignorowałam ją, sięgając po pergamin.
- Pytam się! - krzyknęła.
- ZAMKNIJ SIĘ! Nie mam ochoty z tobą rozmawiać! – odparowałam. Tym razem przesadziłam. W jej oczach zalśniły się łzy. Podeszłam do niej i ją przytuliłam.
- Em... Przepraszam… Mam lekki kryzys... Coś al’a depresja…
- Ja... Ja...
- Nie twoja wina...
- Po części też zawiniłam. Tęsknię za Albusem! Nie rozmawiałam z nim tyle czasu...
- Nie chcę cię ranić, ale...
- Nie chce mnie znać?
- Tak...
Rozpłakała się na dobre. Och! Po co ja jej to mówiłam?
- Emily! Nie płacz! Idę po Ala! Masz być gotowa za pięć minut.
- Co...?
Nie słuchałam jej dalej, tylko wyszłam z sypialni. Skierowałam się do dormitorium chłopców. Zapukałam. Otworzył Max.
– Ooo! Co cię do nas sprowadza, piękna? – zapytał. W jego głosie wyczułam nutkę kpiny.
- Gdzie jest Al? – zapytałam.
- Wyszedł.
- Max! Z kim ty rozmawiasz?! - usłyszałam krzyk kuzyna.
- Z twoją kuzynką!
- Rose?
- Nie, z Lily. – odpowiedział sarkastycznie.
- Wchodź, Rose. - zachęcił z szelmowskim uśmiechem mój „były”.
- Nie. Albus idziesz? – zawołałam, ignorując Maxa.
- Pędzę! – odkrzyknął kuzyn.
Po chwili pojawił się przy drzwiach.
- Muszę ci coś pokazać! – powiedziałam.
- Ale c... - nie dokończył, bo chwyciłam go za rękę i sprowadziłam na dół, gdzie na kanapie siedziała już Emily.
- Rose, co ty wyrabiasz? - szepnął.
- Macie się pogodzić - odpowiedziałam równie cicho. Spojrzał na mnie wymownym wzrokiem. Jemu by;ło ciężej. On nadal ją kochał. Widziałam to.
- Em! - zawołałam.
Obejrzała się za siebie. Spiekła raka.
- Zostawiam was samych! – odparłam, po czym szybko wymknęłam się z pokoju wspólnego i poszłam do Wielkiej Sali. Próbowałam znaleźć Scorpiusa. Siedział przy stole, na szczęście z jakimś chłopakiem. Podeszłam do niego i powiedziałam:
- Cześć, Scorpius!
Odwrócił się z uśmiechem, wstał i przywitał się:
- Cześć, Rose! Co się stało? Od tygodnia chodzisz jakaś taka przybita...
- Chodź porozmawiać gdzie indziej – zażądałam.
- Scorp... - zaczął jego kolega. - Mieliśmy iść ćwiczyć Quidditcha...
- Możesz chcesz pójść z nami, Rose? – zaproponował blondyn.
- Z chęcią - odpowiedziałam z uśmiechem.
Poszliśmy we trójkę na boisko. Cholera! Zapomniałam, że ja miałam się zgłosić do drużyny! Oby James był na boisku, pożyczy mi miotłę. Przynajmniej miałam taką nadzieję…Kolega Scorpiusa, Luck (przedstawił mi się) grał na pozycji ścigającego, a Scorp był szukającym. Ja chciałam pełnić tą samą funkcję, co Luck. Poza tym, Al był szukającym. James miał trening z całą drużyną. Czyli mój przyjaciel sobie nie poćwiczy. Kuzyn nadal się do niego nie przekonał. Pomachałam do niego z dołu. Krzyknęłam najgłośniej jak mogłam:
- JAMES! JAMES!
Zobaczył mnie i przybiegł.
- Słucham moja ukochana kuzyneczko? - zapytał ironicznie.
- Pożycz mi miotłę. Muszę ćwiczyć do kwalifikacji. Napiszę dzisiaj list do rodziców, czy kupią mi nową.
- Pożycz sobie od niego. Ma pewnie lepszą od swojego ukochanego tatuśka.
- James, odczep się od niego!
- Bo co? Nie wierzę, że zadajesz się ze Ślizgonami, poplecznikami Voldemorta. Pewnie jego rodzice już knują pla...
- Przestań! Jak możesz tak mówić?!
- Bo ich znam.
- Jesteś okropny!
- Jeszcze będziesz błagać o... - urwał, gdy odbiegłam ze łzami w oczach. Znowu ryczałam! Za dużo płakałam! Pobiegłam pod wielki dąb. Poczułam czyjeś usta na moim policzku. Scorpius.
- Rose...
- Nic nie mów.
Dotknął swoimi ustami moje. Magiczna chwila. Chciałabym, żeby to wszystko trwało wiecznie. Boże, jak ja go kochałam.
- ROSE! – Rozległ się krzyk Jamesa..
- O nie… - jęknęłam.
- Nie wierzę...! - warknął.
- Nie musisz.
Zacisnął zęby i spojrzał na Scorpa.
- Trzymaj się od niej z daleka, zdrajco!
- Nie jestem zdrajcą. - odpowiedział i prychnął - Jesteś niemożliwy!
- Przegiąłeś, idioto!
Kuzyn próbował uderzyć Scorpiusa w twarz, lecz ten odparł cios.
- PRZESTAŃCIE, DO CHOLERY! - krzyknęłam. - James, zawiodłam się na tobie. Pobiegłam szybko do zamku, a raczej dormitorium. Zobaczyłam Albusa i Emily rozmawiających i śmiejących się na kanapie. Podeszłam i powiedziałam do Ala:
- Twój brat to pieprzony idiota!
- Co zrobił?
- Powiedział, że Scorpius to zdrajca i nie wierzy że się z nim zadaję... - nie dokończyłam, bo nie potrafiłam wyduszać z siebie tych kłamstw naopowiadanych przez Jamesa.
- James ma takie podejście, Rose. Nie przejmuj s...
- JAK MAM SIĘ NIE PRZEJMOWAĆ?!
Em i Albus wytrzeszczyli oczy.
- Merlinie! Przepraszam... Ja już nie kontroluję... Wszystko przez Cassie...
- Kto to Cassie? - zapytała Emily.
- Dziewczyna, która chce mi zniszczyć życie.
Jedząc śniadanie w Wielkiej Sali, moja sowa przyleciała z „Prorokiem Codziennym”. Niczego nowego się nie dowiedziałam. Nagle dyrektor McGonnagall zarządziła ciszę. Wszelkie głosy umilkły.
- Drodzy uczniowie! Ze względów bezpieczeństwa wprowadzono zakaz wychodzenia na błonia bez obecności któregoś z nauczycieli. Opuszczać Pokój Wspólny można tylko na lekcje. Każdy, kto złamie tą zasadę otrzyma całoroczny szlaban. Dziękuję.
Po chwili całe pomieszczenie obiegły szepty. Nagle poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu. Obejrzałam się. Obok mnie siedziała Lucy. Wpatrywała się we mnie ze strachem w oczach.
- Rose, martwię się o ciebie. Obserwuje cię od tygodnia. Nie rozmawiasz z nikim – szepnęła. - Nie popełnij głupstwa.
- Lucy... – zaczęłam.
- Nie rób głupstw. - powtórzyła i oddaliła się. Patrzyłam na mój talerz, dłubiąc widelcem w posiłku. Kuzynka dobiła mnie doszczętnie. Zwlokłam się z ławki i poszłam do dormitorium. Emily leżała na łóżku i czytała książkę. „Zaraz zacznie się wypytywać o cały tydzień, bo udawało mi się je olać za każdym razem...” – pomyślałam.
- Rose, co się z tobą dzieję? – zapytała, zgodnie z moim przypuszczeniem. Zignorowałam ją, sięgając po pergamin.
- Pytam się! - krzyknęła.
- ZAMKNIJ SIĘ! Nie mam ochoty z tobą rozmawiać! – odparowałam. Tym razem przesadziłam. W jej oczach zalśniły się łzy. Podeszłam do niej i ją przytuliłam.
- Em... Przepraszam… Mam lekki kryzys... Coś al’a depresja…
- Ja... Ja...
- Nie twoja wina...
- Po części też zawiniłam. Tęsknię za Albusem! Nie rozmawiałam z nim tyle czasu...
- Nie chcę cię ranić, ale...
- Nie chce mnie znać?
- Tak...
Rozpłakała się na dobre. Och! Po co ja jej to mówiłam?
- Emily! Nie płacz! Idę po Ala! Masz być gotowa za pięć minut.
- Co...?
Nie słuchałam jej dalej, tylko wyszłam z sypialni. Skierowałam się do dormitorium chłopców. Zapukałam. Otworzył Max.
– Ooo! Co cię do nas sprowadza, piękna? – zapytał. W jego głosie wyczułam nutkę kpiny.
- Gdzie jest Al? – zapytałam.
- Wyszedł.
- Max! Z kim ty rozmawiasz?! - usłyszałam krzyk kuzyna.
- Z twoją kuzynką!
- Rose?
- Nie, z Lily. – odpowiedział sarkastycznie.
- Wchodź, Rose. - zachęcił z szelmowskim uśmiechem mój „były”.
- Nie. Albus idziesz? – zawołałam, ignorując Maxa.
- Pędzę! – odkrzyknął kuzyn.
Po chwili pojawił się przy drzwiach.
- Muszę ci coś pokazać! – powiedziałam.
- Ale c... - nie dokończył, bo chwyciłam go za rękę i sprowadziłam na dół, gdzie na kanapie siedziała już Emily.
- Rose, co ty wyrabiasz? - szepnął.
- Macie się pogodzić - odpowiedziałam równie cicho. Spojrzał na mnie wymownym wzrokiem. Jemu by;ło ciężej. On nadal ją kochał. Widziałam to.
- Em! - zawołałam.
Obejrzała się za siebie. Spiekła raka.
- Zostawiam was samych! – odparłam, po czym szybko wymknęłam się z pokoju wspólnego i poszłam do Wielkiej Sali. Próbowałam znaleźć Scorpiusa. Siedział przy stole, na szczęście z jakimś chłopakiem. Podeszłam do niego i powiedziałam:
- Cześć, Scorpius!
Odwrócił się z uśmiechem, wstał i przywitał się:
- Cześć, Rose! Co się stało? Od tygodnia chodzisz jakaś taka przybita...
- Chodź porozmawiać gdzie indziej – zażądałam.
- Scorp... - zaczął jego kolega. - Mieliśmy iść ćwiczyć Quidditcha...
- Możesz chcesz pójść z nami, Rose? – zaproponował blondyn.
- Z chęcią - odpowiedziałam z uśmiechem.
Poszliśmy we trójkę na boisko. Cholera! Zapomniałam, że ja miałam się zgłosić do drużyny! Oby James był na boisku, pożyczy mi miotłę. Przynajmniej miałam taką nadzieję…Kolega Scorpiusa, Luck (przedstawił mi się) grał na pozycji ścigającego, a Scorp był szukającym. Ja chciałam pełnić tą samą funkcję, co Luck. Poza tym, Al był szukającym. James miał trening z całą drużyną. Czyli mój przyjaciel sobie nie poćwiczy. Kuzyn nadal się do niego nie przekonał. Pomachałam do niego z dołu. Krzyknęłam najgłośniej jak mogłam:
- JAMES! JAMES!
Zobaczył mnie i przybiegł.
- Słucham moja ukochana kuzyneczko? - zapytał ironicznie.
- Pożycz mi miotłę. Muszę ćwiczyć do kwalifikacji. Napiszę dzisiaj list do rodziców, czy kupią mi nową.
- Pożycz sobie od niego. Ma pewnie lepszą od swojego ukochanego tatuśka.
- James, odczep się od niego!
- Bo co? Nie wierzę, że zadajesz się ze Ślizgonami, poplecznikami Voldemorta. Pewnie jego rodzice już knują pla...
- Przestań! Jak możesz tak mówić?!
- Bo ich znam.
- Jesteś okropny!
- Jeszcze będziesz błagać o... - urwał, gdy odbiegłam ze łzami w oczach. Znowu ryczałam! Za dużo płakałam! Pobiegłam pod wielki dąb. Poczułam czyjeś usta na moim policzku. Scorpius.
- Rose...
- Nic nie mów.
Dotknął swoimi ustami moje. Magiczna chwila. Chciałabym, żeby to wszystko trwało wiecznie. Boże, jak ja go kochałam.
- ROSE! – Rozległ się krzyk Jamesa..
- O nie… - jęknęłam.
- Nie wierzę...! - warknął.
- Nie musisz.
Zacisnął zęby i spojrzał na Scorpa.
- Trzymaj się od niej z daleka, zdrajco!
- Nie jestem zdrajcą. - odpowiedział i prychnął - Jesteś niemożliwy!
- Przegiąłeś, idioto!
Kuzyn próbował uderzyć Scorpiusa w twarz, lecz ten odparł cios.
- PRZESTAŃCIE, DO CHOLERY! - krzyknęłam. - James, zawiodłam się na tobie. Pobiegłam szybko do zamku, a raczej dormitorium. Zobaczyłam Albusa i Emily rozmawiających i śmiejących się na kanapie. Podeszłam i powiedziałam do Ala:
- Twój brat to pieprzony idiota!
- Co zrobił?
- Powiedział, że Scorpius to zdrajca i nie wierzy że się z nim zadaję... - nie dokończyłam, bo nie potrafiłam wyduszać z siebie tych kłamstw naopowiadanych przez Jamesa.
- James ma takie podejście, Rose. Nie przejmuj s...
- JAK MAM SIĘ NIE PRZEJMOWAĆ?!
Em i Albus wytrzeszczyli oczy.
- Merlinie! Przepraszam... Ja już nie kontroluję... Wszystko przez Cassie...
- Kto to Cassie? - zapytała Emily.
- Dziewczyna, która chce mi zniszczyć życie.
~~*~~
Hej!
Napracowałam się... Ponad 8 stron! Mój rekord!
Komentować!
Pozdawiam!
#Chady
Rozdział Super!
OdpowiedzUsuńMam tylko jedno zastrzeżenie co do tekstu. Przykładowo akapity zamiast na początku są na środku albo końcu strony. To mi bardzo utrudniło czytanie.
Życzę weny i pozdrawiam :)
Akapity naprawione. :)
UsuńBeta miała problemy z Word'em. xD
Dziękuje za miłe słowa i pozdrawiam! :3